- Elso wsiadaj. - powiedział tata zachęcająco budząc dziewczynę do życia.Ona otrząsnęła się.
- No już k*rwa idę! - krzyknęła.
- Nie wyrażaj się tak przy młodszej siostrze. - powiedział tata surowo.Elsa weszła do samochodu trzaskając drzwiami.Włożyła słuchawki do uszu.Myślała,że ma święty spokój.
- Elsi wiesz,że będziemy mieli nowych przyjaciół nowy domek! - pisnęła z radości jedenastoletnia dziewczynka.
- Po pierwsze rudzielcu nie nazywaj mnie tak,po drugie nie obchodzi mnie to! - powiedziała i założyła z powrotem słuchawki.Ruda dziewczyna pokazała język,ale Elsę to nie obchodziło.Kiedyś była wesoła,pełna chęci do pomocy i żywsza,lecz jej moc ją zniszczyła,zmieniła.Elsa ma piękne niebieskie oczy,w której niegdyś błyszczała radość,a teraz jej oczy przygasły.Miała włosy bardzo jasnego blondu,można powiedzieć,że koloru platynowego.Była ubrana w dżinsy,bluzę i trampki.Wreszcie dojechali.Po 11 godzinach wysiedli.Elsę strasznie bolały nogi,ale nic nie powiedziała i wzięła swoją walizkę.Weszła do domu nie zwracając uwagi na nic i poszła do pierwszego lepszego pokoju.Ściany były białe,sufit również,a podłoga wyłożona panelami.Stało tam łóżko,biurko,szafa i komoda.
- Trzeba będzie zrobić mały remont. - mruknęła.Wiedziała,że sobie nie poradzi,ale dla niej było tu za biało.Rozpakowała swoje rzeczy i poszła spać.
- Spóźnisz się do szkoły! - krzyczała mama stojąc nad łóżkiem niebieskookiej.
- No dobra do ch*lery!!Nie jestem kurde głucha! - krzyknęła.Wstała i wygoniła zmartwioną mamę z pokoju.Marta jej mama martwiła się o nią.Poza tym zobaczyła,że jej córka w ogóle nie rośnie.Elsa wzięła szybki prysznic.Ubrała się tak jak poprzedniego dnia.Zarzuciła na jedno ramię plecak.
- Podwieźć cię? - spytała mama jasnowłosej.
- Nie,dzięki. - burknęła.Wyszła na dwór .Prostą drogą doszła do pokaźnego budynku.Stała chwile przed szkołą.Wzięła głęboki wdech i poszła.Na korytarzu przechadzało się dużo osób.postanowiła się zapytać gdzie szatnia.
- Sory gdzie... - zaczęła,ale on miał ją gdzieś i poszedł dalej.
- Co dziewcinka się źgubila? - spytał koleś z starszej klasy.Jego paczka z nim wybuchli śmiechem.
- Nie... - miała rzucić w niego potokiem przekleństw,ale ktoś jej przerwał.
- Spadaj Darwin! - powiedział surowo chłopak o kasztanowych włosach.
- No już!! - dodał,a oni sobie poszli.Chłopak odwrócił się do dziewczyny.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się.Dziewczynie szybciej serce zabiło,ale olała to.
- Gdzie szatnia? - spytała cicho.
- Prosto korytarzem i pierwsze drzwi z lewej strony. - odpowiedział trochę zaskoczony,że nie podziękowała mu.
- Dzięki. - burknęła i zaczęła iść w stronę szatni.
- Głupek. - szepnęła.
- Kto? - spytał ktoś.Tuż obok niej stał ten idiota.
- Nikt! - syknęła.
- Dobra,dobra.Jesteś nowa?Znam tu wszystkich,ale ciebie nigdy wcześniej tu nie widziałem. - powiedział.Ona wzięła oddech i w myślach policzyła do dziesięciu,by nie walnąć go w twarz.
- Elsa. - podała rękę chłopakowi.On uścisnął ją.
- Jack Overland.Ile masz lat? - spytał.
- 16,a ty? - spytała Elsa z uprzejmości,ale zaraz!?Uprzejmość?! - zastanowiła się.Nie chciała powiedzieć mu czegoś nie miłego,ale czemu?
- 17. - odpowiedział.Szli tak w milczeniu,aż nagle do Jacka podbiegła jakaś wymalowana laska.
- Znów ty!?Weź się odczep!! - krzyknął Jack.A więc jeszcze nadzieja!Może jednak on jest inny. - pomyślała.Wpadł jej do głowy niezły pomysł.Nie wiadomo czemu chciała pomóc chłopakowi z tą babą.
- Oj no weź misiu. - powiedziała.Elsa wzięła Jacka za rękę i stanęła pomiędzy nim a nią.
- To co pokażesz mi tą szatnię? - spytała Elsa puszczając oczko porozumiewawczo.
- Oczywiście. - powiedział.Wziął ją za rękę i poprowadził do szatni.
- Dzięki. - powiedział.
- Nie ma za co. - odpowiedziała i po raz pierwszy od dwóch lat uśmiechnęła się szczerze.
- Jestem ci dłużny,mogę ci w czymś pomóc? - spytał.Elsa zastanowiła się chwilę.
- Mógłbyś pomóc mi przy remoncie w pokoju.To co może dzisiaj po szkole? - spytała.
- Okey. - odpowiedział.Nagle zadzwonił dzwonek na lekcję.Jack kiwnął do Elsy w celu pożegnania i poszedł na lekcję,która dłużyła mu się strasznie.Elsie też.Po szkole Jack znów natrafił na tą lalę.
- Słuchaj co to za nowa? - spytała zgryźliwie.
- A co cię to obchodzi? - odgryzł się.Dziewczyna trzymała go za podkoszulek zbliżając się.On jak najdalej się oddalił.W tej chwili Elsa wyszła ze szkoły.Jack poruszał do niej ustami,a z tego wynikało,że mówił: Ratuj.Elsa patrząc czy nikt nie widzi strzeliła lodem pod jej nogi.Wymalowana dziewczyna natychmiast się przewaliła tylko,że Jack razem z nią.Nieźle walnął głową.Był nieprzytomny!!Elsa podbiegła do niego klekając.
- Jack nic ci nie jest?Dzwoń po karetkę. - wymalowana dziewczyna pobiegła do szkoły chyba do dyrektora.Elsa delikatnie poklepywała Jack po policzkach mówiąc by wstał.On jednak tylko coś mruczał.Po chwili przestał mruczeć i kiwać głową.Przestraszona niebieskooka przyłożyła ucho do klatki piersiowej chłopaka i usłyszała powolne bicie serca.Nagle wszyscy wybiegli ze szkoły robiąc spore widowisko.Po chwili przyjechała karetka.Powiedzieli,że prawdopodobnie ma wstrząśnienie mózgu,ale powiedzieli,że małe i nie bardzo groźne.Zawieźli go do szpitala.Biegłam sprintem do domu.Wbiegłam do domu z hukiem.
- Mamo zawieź mnie do szpitala!! - krzyknęła z przerażeniem w oczach.
- Dziecko co się stało?Nic ci nie jest. - powiedziała nerwowo.
- Mi nic nie jest,ale mój przyjaciel on...
- Masz przyjaciela?!Jak wygląda,jakie ma imię?Gdzie...?
- Mamo! - skarciła mamę.
- On miał wypadek!Ma małe wstrząśnienie mózgu,podobno nic groźnego,ale muszę jechać. - powiedziała dziewczyna z płaczem.
- Kochanie,jutro pojedziemy,zwolnię cię z szkoły.Poza tym dzisiaj nas nie wpuszczą,jest za wcześnie. - powiedziała mama,a ja poszłam na górę.Weszłam w internet myśląc co mu przynieść do szpitala.Zdecydowała,że pójdzie sobie do sklepu.Chodziła po sklepie szukając czegoś fajnego dla swojego przyjaciela.Ale co on lubi?Nie wiedziała znała go jeden dzień!A jeśli ma na coś uczulenie i mu się pogorszy?Dziewczyna wpadła na super pomysł.Całkiem nieźle wychodziło jej malowanie!Mogłaby mu zrobić portret!Tylko nie miała zdjęcia!Kupiła kredki,flamastry,karton i farby.W domu rozłożyła wszystko na biurku i próbując przypomnieć sobie każdy jego szczegół zaczęła szkicować.Szkic końcowo wyglądał tak:
Pomalowała go jeszcze i zanim się obejrzała była 20 00.Położyła się spać.Rano wstała wypoczęta.Ubrała białe spodnie,czarny podkoszulek i białą bluzę z napisem: I hate love!Włosy związała w wysoki kucyk.Zeszła na dół i spostrzegła,że jest 8 00.Zjadła śniadanie.
- Cześć Elso.- powiedziała mama.
- Kiedy pojedziemy do Jacka? - spytała.Mama zrobiła dziwną minę.
- Co? - spytała.
- No do Jacka to ten przyjaciel. - powiedziała zmęczona Elsa.
- Ah,pojedziemy za dwie godziny. - odparła.
- To co opowiesz mi coś o nim? - spytała.
- No ma na imię Jak Overland...
- Ahh!Poznałam wczoraj jego mamę Sally Overland.Z tego co mi opowiadała,że przeżyli przeprowadzkę.Jego siostra Emma jest niepełnosprawna,a u nich nie było takich szpitali,więc musieli się przeprowadzić. - powiedziała.Elsa była zaskoczona.
- Na niepełnosprawną siostrę? - zastanowiła się.Nie wyobrażała sobie Jacka w roli opiekunki,więc stwierdziła,że mama musi się nią zajmować.
- Pewnie mama się nią zajmuje. - powiedziała na głos.
- No nie do końca jego mama nie jest zdolna patrzyć na jego siostrę,po prostu nie kocha swojej córki i opowiadała mi o Jacku,że zaniedbuje lekcje specjalnie dla nich.Jego mama nie umie gotować,nie pracuje,więc to Jack musi o wszystko dbać.Mówiła,że jest bardzo dobry.Podobno już tylko on jest w stanie utrzymać mamę i jego siostrę przy życiu.zarabia przez malowanie grafiti. To dobrze,że się z nim zaprzyjaźniłaś,na pewno mu pomożesz. - powiedziała.Każde słowo odbijało się echem w jej głowie.Wyglądał na beztroskiego chłopaka,a tak na prawdę musi o wszystko dbać.
- A tata,a w ogóle dlaczego nie kocha swojej córki? - spytałam.
- Gdy Emma się urodziła miała niedobór krwi.Trzeba czekać było na transfuzję.Jack miał wtedy 10 lat,podobno płakał i bał się,że jego siostra zginie.W końcu ktoś się zgłosił.okazało się,że był to ojciec Jacka.Niestety lekarze popełnili błąd.Emmie dostarczono krew,ale on nie przeżył. - jasnowłosa nie mogła uwierzyć,że jako dziesięcioletni chłopiec musiał poświęcić swoje dzieciństwo.
Elsa:
- Dobra chodź jedziemy. - powiedziała mama weselej.Mama zostawiła mnie przed szpitalem i powiedziała,że przyjedzie za godzinę.Weszłam do szpitala.Spytałam się gdzie jest Jack i poszłam w wskazaną mi drogę.Zanim otworzyłam drzwi usłyszałam dziecięcy głos.
- Jack,a jeśli umrę? - spytał dziecięcy głos.Znieruchomiałam
- Emmo nie przejmuj się tym,na pewno nie umrzesz.Nie jesteś jeszcze stara siostrzyczko. - usłyszałam Jacka.
- A obiecujesz,że zawsze będziesz mnie kochał? - spytało dziecko.
- Obiecuję z rękę na sercu,że do końca świata będę cię kochał i chronił choćby własnym ciałem. - powiedział.Chciało mi się płakać.
- To mogę umierać. - powiedziała smutno dziewczynka.
- Ani mi się waż,bez ciebie nie dał bym rady.Jak myślisz kiedy w szkole się boję przed sprawdzianem to o czym myślę? - zadał ciekawe pytanie.
- Nie wiem. - odpowiedziała mała dziewczynka.
- O mojej małej siostrze,która czeka na mnie w domu.Wtedy przestaję się bać. - wyznał chłopak.Moje serce krwawiło.On był taki...taki czuły.
- Na prawdę?Kocham cię Jack. - wyznała dziewczynka.
- Oj ja ciebie też Emmo nawet nie wiesz jak bardzo. - powiedział smutno.Zapukałam.
- Może,eee Możesz wejść. - powiedział.Weszłam i powiedziałam cześć.On przyglądał mi się mrużąc oczy.
- Emma podasz oksy? - spytał.Dziewczynka uderzająco podobna do swojego brata powoli zeszła z łóżka.
- Tylko uważaj. - ostrzegł.Po chwili przyniosła mu pudełko.On je otworzył i wyjął duże okulary.Założył je i się uśmiechnął.
- Cześć! - zawołał i pokazał ręką bym usiadła.Był ubrany normalnie.Bluza,dżinsy.Słodko wyglądał w okularach.
- Poczekaj założę szkła kontaktowe.Okropnie wyglądam w tych oksach. - powiedział i zaczął zdejmować duże okulary w czarnych oprawkach.Złapałam jego rękę.
- Nie jest tak źle.Wyglądasz fajnie. - zapewniłam.
- To jest twoja dziewczyna Jack?Zostawisz mnie dla niej?! - pytała.Ja nie miała bym cierpliwości do takiego dziecka,ale on się zaśmiał i wziął ją na kolana.
- Słuchaj to nie jest moja dziewczyna Emmo tylko przyjaciółka,a nawet jakbym miał dziewczynę to nigdy,ale to przenigdy bym cię nie zostawił. - powiedział przytulając ją.Ciepło mi się robiło.Jack był taki opiekuńczy i cierpliwy tak tych cech mi brakowało.
- Elsa to jest Emma moja siostra,Emmo to Elsa moja przyjaciółka. - powiedział.Dziewczynka uścisnęła mnie i wyszeptała mi:
- Proszę dbaj o mojego Jacka. - powiedziała.Serce całkowicie mi się potłukło.Emma tak bardzo kochała Jacka.
- Obiecuję. - odszepnęłam.Ona się odsunęła z uśmiechem.
- Ej co to za tajemnice? - powiedział żartem udając,że się obraził.
- Nie obrażaj się na mnie. - powiedziała Emma smutno.Jack ją nagle złapał i zaczął gilgotać Emmę.
- ładnie to tak brata oszukiwać? - zaśmiał się.Odstawił dziewczynkę,która nagle upadła na podłogę.Szybko ją podniosłam,a Jack podbiegł do swojego plecaka i wyjął z niego pigułkę.Nalał wodę,a proszek szybko się rozpuścił.
- Posadź ją. - powiedział poważnie.Podał jej napój.Po chwili dziewczynka obudziła się.
- Mówiłam,że umrę. - powiedziała cicho.Jack wziął ją na ręce.
- Jeśli ty umrzesz,ja razem z tobą. - powiedział z strachem.Na prawdę bał się o swoją siostrę.Trzymał ją na rękach,aż usnęła.Odłożył ją delikatnie.
- Ale łep mnie boli. - powiedział.
- Jack nie powinieneś jej nosić.Może ci się coś stać. - on tylko machnął ręką.Łaził w kółko.
- Co cię trapi? - spytałam.
- Emma nie miała ataków od 4 lat.Choroba się nasila,nie mogę jej zabrać do domu jest za słaba.Wiesz co wezwę lekarza.Poczekaj tu. - powiedział.Bałam się o nią.Nie chciałam by umierała.Przecież Jack tak bardzo ją kocha.Później lekarze wzieli Emmę na prześwietlenie.
- Przecież ona mogła umrzeć!Ja sobie nie poradzę!Mam dość,matka nie pracuje,a pieniędzy coraz mniej,przecież ledwie mi na chleb starcza.Jeśli bym umarł Emma by miała więcej dla siebie,ale ona sobie nie poradzi sama,a jeśli...
- Jack. - przerwałam mu.Nie miałam zamiaru słuchać tego.
- Ja nie mogę,co ja mam zrobić?Przecież na prześwietlenie już nie starcza nam kasy,a co dopiero na przetrzymanie jej tu?!Ja chyba zaraz..
- Jack! - krzyknęłam.
- No co no?! - krzyknął.Po raz pierwszy widziałam jak był wkurzony.Wyglądał groźnie.Pewnie dlatego ci starsi chłopcy się go przestraszyli.Ja tez się przestraszyła.Nagle jego spojrzenie zmieniło się.Było pełne smutku i bólu.Usiadł na ławce i schował głowę w ręce.Słyszałam jak szlocha.On płacze?Ale pewnie ja na jego miejscu już dawno bym się załamała.
- Jack wszystko będzie dobrze. - zapewniałam.On się odwrócił w moją stronę i mnie przytulił.Płakał w moją bluzę.Czułam się jak burak.Po chwili zaczęłam go głaskać po włosach.
Usłyszałam otwierane drzwi.Brązowowłosy podniósł głowę.Oczy miał zaczerwienione.
- Panie Jacksonie Overlandzie z pańską siostrą wszystko dobrze.Będzie musiała zostać w szpitalu.Będzie dużo kosztować,ale zrobimy fundacje.Na pewno się uda. - powiedział ponuro.
Brązowooki nie odpowiedział.
- Można się z nią zobaczyć? - spytałam.Doktor odrzekł,że nie.
- Sory za tą chwilę słabości ja - tłumaczył się.
- Nie szkodzi. - przerwałam mu.On się uśmiechnął.
- Kiedy wracasz do szkoły? - spytałam.
- Gdy Emma będzie mogła wrócić do domu.
- Ale przecież...
- Emma ważniejsza od szkoły. - przerwał i powiedział z naciskiem.
- To dla ciebie. - wyjęłam z torby portret.On się uśmiechnął.
- Dziękuje pięknie rysujesz. - przyznał.
- Dzięki podobno ty też. - powiedziała z uśmiechem.On się zarumienił.
Jack:
Nie mogę stracić swojej siostry!!Zacząłem wariować,ale Elsa mnie uspokoiła. Bałem się tak dokładnie ja się bałem!!!
- Elso tu jesteś,szukałam cię wszędzie! - zawołała pani podobna do Elsy.Kobieta miała brązowe włosy i niebieskie oczy.Ubrana była w fioletową sukienkę o kolan,a na nią zarzuciła kurtkę.
- Nic mi nie jest mamo. - powiedziała Elsa.
- Dzień Dobry. - przywitałem się.
- Dzień Dobry Jackson Overland tak? - spytała uśmiechnięta.
- Tak Proszę pani. - odpowiedziałem i po długich pożegnaniach Elsa pojechała do domu.Poszedłem do swojej sali,w której miałem leżeć przez co najmniej dwie doby,wiecie dla "pewności".
Zasnąłem szybko.Nagle ujrzałem coś.Zobaczyłem jezioro.Było mi tak bardzo znajome,a jednak odległe.Po chwili zacząłem do niego wpadać.Krzyknąłem wybudzając się ze snu.Zimne strużki potu płynęły po czole.Słyszałem krew szumiącą w żyłach.Byłem nie zwykle wyziębiony.Czułem jak bym zamarzał.Zawołałem pielęgniarkę.Miałem gorączkę.Pani podała mi leki i poszedłem dalej spać.Obudziłem się około godziny 9 00.Zjadłem śniadanie i wpatrywałem się w mój portret.
Potem posłuchałem muzyki i tak minęło popołudnie.Nagle ktoś zapukał.
- Proszę! - krzyknąłem.Ktoś wszedł była to Elsa.
- Cześć. - przywitała się,ja również.
- Słuchaj masz uczulenie na czekoladę? - spytała niespodziewanie.
- Eee nie. - odpowiedziałem troszkę zdziwiony pytaniem.
- To dobrze. - powiedziała i zaczęła grzebać coś w torbie,z której wyjęła czekoladę.
- Dziękuje. - odpowiedziałem.Otworzyłem opakowanie i poczęstowałem Elsę.Razem się śmieliśmy cali umazani w czekoladzie.Nagle mi się o czymś przypomniało.
- Jak ty to zrobiłaś? - spytałem,a dziewczyna patrzyła pytającym wzrokiem na mnie.
- Jak strzeliłaś lodem? - spytałem.Jej twarz spochmurniała.
- Mam taką moc od urodzenia,ale proszę nikomu nie mów. - zdradziła.
- Obiecuję. - powiedziałem.Emma codziennie czuła się coraz lepiej,dlatego postanowiłem wyrwać się na jeden dzień ze szpitala.Ja mogłem wyjść ze szpitala tydzień temu,ale ze względu na Emmę zostałem.Codziennie odwiedzała nas Elsa.W końcu umówiliśmy się dzisiaj.Przyjedzie po mnie o 15 00 i pojadę do niej.
- cześć! - zawołała Elsa stojąc w drzwiach.
- To chodź idziemy. - zawołała ciągnąc mnie za rękę.Wepchnęła mnie do samochodu,a sama usiadła obok.PO chwili byliśmy na miejscu.Wszedłem do Elsy pokoju.Rzeczywiście nie miała najfajniej.Dała mi pędzel do ręki i po chwili malowaliśmy ściany na czarno.Gdy skończyliśmy zaproponowałem Elsie,że na ścianach będziemy malować nasze chwilę.Elsa dała mi zwykłe farby i zacząłem malować.Wokoło nas zrobiłem niebieską aurę.
- Piękne. - wyszeptała Elsa.Niestety na noc musiałem jechać do szpitala.Następnego dnia nad swoim łóżkiem zobaczyłem Elsę.
- Czemu nie w szkole? - spytałem podnosząc sie.
- Dzisiaj sobota. - powiedziała uśmiechnięta.Szybko się ubrałem.Powiedziała,że zabiera mnie do lasu w niesamowite miejsce.Poszedłem więc z nią.Gdy byliśmy na miejscu ujrzałem ławkę,a wokoło kolorowy,jesienny las.ławeczka była z widokiem na duże jezioro.
Było przepięknie.To miejsce stało się naszym miejscem spotkań przyjaciół,lecz w zimie to się zmieniło.Przyszedłem w to miejsce,a po chwili dołączyla Elsa.Gdy tylko ją zobaczyłem moje serce zaczęło szybciej bić.Usiadła obok mnie na ławce.W pewnej chwili objąłem ją ramieniem,a ona wtuliła się we mnie.Zaczeliśmy patrzeć w swoje oczy i się przybliżać i wtedy nasze usta złączyły się.Cały płonąłem.To było niesamowite.Teraz to miejsce stało się dla nas okolicą do naszych już miłosnych a nie przyjacielskich spotkań.Na ścianie w pokoju Elsy pojawiało się coraz więcej wspomnień.Od tamtej zimy minął rok.Obudziłem się z myślą,że dzisiaj nasza rocznica.Kupiłem kwiaty i poszedłem w ulubione miejsce.Zastałem tam Elsę stojącą na tym zamarzniętym jeziorze.lód pod nią pękał!!Rzuciłem kwiaty na ziemię i zacząłem biec do jeziora.Zdjąłem szybko buty by nie skruszyć bardziej lodu.Zdjąłem również kurtkę.Musiałem być bardzo lekki.Weszłem na lód.Moje stopy szczypały od mrozu.Zimny wiatr przedzierał się przez cienki materiał bluzy.Cały drżałem z zimna,ale jeszcze bardziej z strachu o Elsę.
- Jack nie,bo wpadniemy oboje. - powiedziała Elsa z strachem tak wielkim,aż serce z bólu cięło się na kawałki.
- Nie wpadniemy!Oboje będziemy się z tego jeszcze śmiać zobaczysz. - zapewniłem.Nagle spadła gałąź o dziwnym kształcie na lód.Wpadłem na niezły pomysł.Podszedłem do kija i go wziąłem.Objąłem nim Elsę w tali i odciągnąłem w bezpieczne miejsce.Elsa popatrzyła z promiennym uśmiechem.Zacząłem wstawać z lodu i wtedy poczułem lodowatą wodę.Moje ciało było sparaliżowane.Nie mogłem ruszyć choćby palcem.W płuca zimna woda lała się tonami.Słyszałem stłumiony krzyk.Poddałem się opadając na dno,a potem ciemność.
Elsa:
Jak codziennie poszłam nad jezioro i wtedy zobaczyłam tą wymalowaną lalę.
- Cześć Elsa. - powiedziała wkurzona.
- Czego chcesz? - spytałam.Ona wyciągnęła portret Jacka,zgiotła go i wyrzuciła na środek jeziora.Bez namysłu pobiegłam.Rozwinęłam pogięty rysunek i schowałam do kieszeni.Miałam wracać,ale lód zaczął pękać.Chciałam użyć mocy i go zamrozić,ale nie mogłam.I wtedy przyszedł Jack.Zdjął kurtkę i buty.Cały drżał,nagle przerzucił mnie na bezpieczną stronę.Uśmiechnęłam się do niego promiennie.On się podniósł i lód pękł.Jack zniknął w objęciach wody.
- Niee!! - krzyczałam.
Podbiegłam do załamanego lodu.Chciałam tam z nim być.Miałam wskoczyć,ale lód on zamarzł!Płakałam,krzyczałam,waliłam pięściami w lód.Nic z tego.
- Jack... - wyszeptałam.Miałam ochotę zostać tutaj na tym lodzie,byle tylko być blisko...Blisko niego.
![]() |
| Nie zwracajcie uwagi na Hansa. |
Po kilku godzinach zasnęłam na podłodze.
________________________________________________________________________________
Macie pierwszą część One - Schota!!Niedługo pojawi się druga część.






Boskie *o* Ale,ale Jack ;-;? Ja nie wiem jak wymyśliłaś to o niepełnosprawnej siostrze ale wyszło ci to genialnie. Czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńw nie których momentach popłakałam się ;-; NA SERIO a na co jest chora siostra Jack? ALE ALE jacccccccccccccccccccckkkkkkkk co z nim co!!??
OdpowiedzUsuń