Narrator:
To ty! - wykrzykneli w tym samym momencie.Królowa po chwili zdała sobie sprawę,że cały czas patrzy na chłopaka i się uśmiecha,więc natychmiast przybrała poważną minę.
- Dobrze usiądź,po posiłku porozmawiamy. - powiedziała,bez przejęcia,a tak na prawdę w środku skakała,darła się,płakała,smutała i cieszyła się.Posiłek przebiegł trochę sztywno.Gdy wszyscy już zjedli wstała od stołu.
- Chodź. - powiedziała już mniej poważnym tonem do białowłosego.Jack powolnie wstał i poszedł za Elsą.Nie był w stanie zrozumieć jak ona chodzi na tych obcasach z taką szybkością.Nagle spod jej stóp wyłonił się lód,który pokrył pdłogę i troche ściany.Kobieta przyspieszyła i po chwili byli w jej komnacie.Gdy Frost wszedł zamknęła drzwi,po czym odwróciła się do niego szybko i z podekscytowania wykrzyczała mu w twarz.
- Tobie też ukazał się cień,który mnie przedstawiał?! - spytała tak szybko,że Frost zanim odpowiedział musiał jeszcze raz przemyśleć co powiedziała.
- Nieee. - odparł cicho przedłużając ostatnią literkę.Zrezygnowana Elsa spuściła głowę i jakby posmutniała.
- Ej,ale mi się śniłaś. - powiedział myśląc,że to ją pocieszy i rzeczywiście.Dziewczyna się uśmiechnęła.
- Cześć dziwny człowieku z przefarbowanymi włosami na siwo,nie wiem po co chciałeś się postarzać,ale potrzebujesz troche ciepła? - zapytało coś.Spojrzał w dół gdzie stał bałwanek,który przytulał jego nogę.Białowłosy przykucnął przy nim.
- Cześć mam na imię Jack i nie farbowałem włosów i nie,nie potrzebuję ciepła. - powiedział.
- A ja jestem Olaf. - przestawił się bałwanek.Else troche zdziwiło,że Jack nie zareagował na bałwana tak jak inni.
- Nie dziwi cię to? - spytała jasnowłosa.
- Nie,też kiedyś coś takiego stworzyłem,tylko,że nie gadało,a potem rozprysło się tworząc śnieg. - odpowiedział jej.
- Jak to też coś takiego stworzyłeś? - spytała Elsa.
- W skrócie,czy chcesz,żebym opowiedział caluteńką historię,którą można byłoby umieścić w jednym filmie pod nazwą Strażnicy Marzeń? - zagadał.
- Co to film?Ale dobra opowiedz całą historię,mamy czas. - powiedziała.Jack opowiedział z szczegółami całą historię,a Elsa słuchała z zdumieniem i ciekawością.Jack był taki odważny,nie bał się i uratował cały świat,a ona ?Bała sie nawet samej siebie.
- O kurczę to nieźle. - odpowiedziała jak zaczarowana.
- E tam,twoja historia na pewno jest ciekawsza. - odparł.
- Wcale nie,jestem do niczego. - odpowiedziała,bała się,że jeśli mo opowie o tym Jack weźmie ją za tchórza,ale jednak zgodziła się opowiedzieć swoją historię.
- Kurczę,ja miałem łatwiej,bo nie miałem kogo krzywdzić,bo byłem samotny,a ty miałaś ciężej. - powiedział z współczuciem.Elsa była troche zła na siebie,no bo ona go nawet dobrze nie zna,a wszystko mu mówi,ale z drugiej strony tylko on ją umiał zrozumieć,Jack miał podobnie.
- Nie miałeś łatwiej!Byłeś skazany na 300 lat na samotność.Ja bym dawno zwariowała,poza tym ciebie poza całym naszym światem widzą dzieci,a one są za małe by zrozumieć,pocieszyć lub pomóc.. - chłopak się przygasił.Elsa wypowiedziała na głos co zawsze leżało mu na sercu.
- Przepraszam ja nie chciałam. - powiedziała królowa.
- Nic się nie stało. - mruknął pod nosem i wyszedł z pokoju zostawiając Elsę samą.Gdy Jack wyszedł jasnowłosa rzuciła się na łóżko i zaczęła płakać.
- Czemu zawsze wszystko muszę psuć. - powiedziała do siebie,wiele razy to sobie mówiła,ale nigdy nie zraniła słowami tylko mocą.Teraz zraniła słowami chłopaka,na którego być może właśnie czeka.
Co!?Nie! - zaprzeczyła w myślach,lecz ciągle nie mogła przestać o nim myśleć. - No dobra zakochałam się,ale on jest nieśmiertelny,poza tym nikt nie chciał by mnie. - powiedziała w myślach.Spojrzała na zegarek.Wybiła 15 00.Natychmiast się podniosła,przecież za trzy godziny będzie bal!Poszła się umyć,a potem poszła do siostry by wspólnie się wystroić.
Oczami Elsy:
- Może taka. - powiedziała Anka machając mi kartką przed twarzą.
- Co?! - zapytałam.
- No wreszcie,ale żeś się rozmarzyła,o kim tak myślałaś?Hmmm...może o Jackkleu. - nie zdążyła wypowiedzieć imienia,bo zakryłam jej twarz dłońmi.
- No dobra to co powiesz na tą sukienkę? - spytała pokazując narysowaną sukienkę,lecz ja pokręciłam głową.Wstałam z łóżka Anki i zaczęłam czarować.Cały czas moje myśli krążyły obok Jacka.Wcześniej nie zależało mi tak na wyglądzie jak teraz.Chciałam wyglądać pięknie.
Po chwili miałam na sobie piękną jasnogranatową sukienkę na ramiączka.Od góry do pasa przylegała do ciała,a od pasa w dół pięknie się rozkładała.Cały dół pokryty był lekkim szronem połyskującym wesoło.
- No dobra to jeszcze fryzura. - powiedziała Anka i po chwili siedziałam na wygodnym fotelu przed lustrem,które Ania zdjęła,ponieważ chciała mi zrobić niespodziankę.Ciągle latała po coś,a to grzebień,a to
lakier i inne takie.Po jakiś 30 minutach skończyła i dała mi lustro.
- Wow. - tylko tyle zdołałam wymówić.Fryzura była piękna.
Gdy obie byłyśmy gotowe poszłyśmy na bal,który rozpoczął się moją krótką przemową.Potem wszyscy zaczeli wirować w rytmie muzyki.Nagle podszedł do mnie Jack.Był ubrany tak,że w ogóle to do niego nie pasowało,ale spodobał mi się.Powiem,że gdybym go nie znała uznałabym go za króla pięknej i dobrej krainy.
- Czy mogę prosić do tańca. - zapytał kłaniając mi się.Moje serce waliło młotem.
- Oczywiście. - odparłam i podałam mu swoją dłoń.Gdy tańczyliśmy Jack zaczął nas unosić w góre.Poczułam się jakbym tańczyła z nim po chmurach.Nie istaniało nic poza nami.
Ne obchodziło mnie to,że ludzi przerwali swoje tańce by popatrzeć na nasz.
Oczami Jacka:
Wyszedłem z pokoju Elsy,zabolało mnie to.Poszedłem do swojej komnaty i postanowiłem się jakoś przygotować,aż w końcu stwierdziłem,że założę dzinsy,koszule w kratę i trampi.Nagle wszedł North.
- Proszę. - dał mi jakąś paczkę.Odpakowałem i ją i wyjąłem nie wiem jak to nazwać,po prostu strój na tą okazję.
- Pomyślałem,że ci się przyda,a tu masz buty. - powiedział i wręczył mi czarne pantofle.Z niechęcią przebrałem się w to,a gdy poszedłem na bal,wszyscy już wirowali oprócz jasnowłosej.Podszedłem i zaprosiłem do tańca.Nie wiem ile tak wirowaliśmy w powietrzu,ale nie obchodziło mnie to,ani to,że wszyscy gapią się na nas jak na no nie wiem,ale gapili się bardzo.Elsa wyglądała prześlicznie.Nagle muzyka przestała grać,a my spostrzegliśmy,że wszyscy zaczeli wychodzić na dwór.My wylądowaliśmy na ziemi i też wyszliśmy.Nastąpiło zaćmienie księżyca,podobno trwało ono około godziny.Nagle usłyszałem krzyk Elsy.Pobiegłem za nim.Ujrzałem...no nie!!!Znów ten d*pek!!!
- Mrok puść ją. - wysyczałem przez zęby.
- Bo co mi zrobisz? - spytał.Trzymał Elsę za szyję.Wiedziałem,że nie miałem dużo czasu.
- Słuchaj chcesz mnie okey,zrób ze mną co chesz.Wykorzystaj,zabij tylko ją puść. - powiedziałem zdenerwowany.
- Podejdź. - powiedział.Zrobiłem to.Dotknął mojego ramienia i puścił Elsę,którą złapał Mikołaj,który się tu zjawił przed sekundą.Mrok zaczął coś szeptać.Nagle poczułem ból nie do zniesienia w klatce piersiowej.Upadłem na kamienne podłoże.Widziałem jak z mojego serca wychodzi jakiś niebieski promień,który wchłaniał się w Mroka.
-Aaaaaa. - krzyczałem z bólu.Przeraziłem się swojego głosu.Był taki żałosny.Złapałem się za serce.Nagle poczułem zimno kamiennej podłogi.Poczułem jak cała energia ze mnie uchodzi.Nie mogłem już walczyć z bólem dlatego zemdlałem.A jeszcze przed tym słyszałem jak Mikołaj krzyczy moje imię i szarpie mnie.
- Coś ty mu zrobił? - spytał North z przerażeniem.
- To co chciałem... - odparł beztrosko Mrok,a potem film się urwał.
niedziela, 25 stycznia 2015
sobota, 24 stycznia 2015
Prolog.
Jack:
- Jack! - krzyczał North.No nie znów mi przerwał sen!Podniosłem się do pozycji siedzącej i przetarłem oczy.
- Jack!! - ryknął głośno.No ja pier...przecież już wstaje,a ten się drze!
- Zaraz będę! - odkrzyknąłem.Wstałem zezłoszczony i założyłem bluzę.Zszedłem na dół.
- Tak? - spytałem Mikołaja o co chodzi.
- Masz lecieć do ostatniego światła,podobno przestaje w ciebie wierzyć. - powiedział North.
- Chodzi o Jammiego...okey...pa! - wyleciałem przez okno.Jammie o ile pamiętam ma z jakieś 13 lat.Przemierzałem dobrze znane mi miasto i zatrzymałem się przed sporym domem.Zajrzałem przez okno do Jammiego.Miał słuchawki na uszach podłączone do MP4,która znajdowała się w kieszeni.W ręcach trzymał miotłe udając,że gra na gitarze.Uśmiechnąłem się do siebie i zacząłem walić w szybę,dziwne,że się nie potłukła.Dobra czas na plan B.Odleciałem od domu i poszedłem do przeciwnego domu i wleciałem przez otwarte okno.Ujrzałem przyjaciółkę Benneta,to na pewno w przyszłości będzie jego dziewczyna.
- Cześć! - powiedziałem,a ona o mało co nie spadła z krzesła.Odwróciła się.
- Jack! - krzyknęła i podbiegła. - Co cię tu sprowadza? - spytała.
- Masz nr do Benneta w komórce? - spytałem podlatując do komody,na której leżał niebieski telefon z śnieżynką z tyłu.
- Fajny telefon. - mruknąłem i zadzwoniłem do Benneta.
- Cześć Julio co chciałaś? - spytał myśląc,że to Julia,która stała obok mnie zarumieniona.
- Umówić się na randkę! - udałem jej głos.Podeszłem do okna.
- To nie Julia kim ty jesteś? - spytał zdziwiony.
- Podejdź do okna i wyjrzyj! - poprosiłem,a po chwili po drugiej stronie ulicy w oknie widziałem brązowłosego chłopca.
- Jack! - krzyknął tak,że chyba ogłuchłem.
- No przecie,co myślałeś,że yeti?Oj nie ładnie najlepszego kumpla nie poznajesz... - zażartowałem.
- Ej no weź,słuchaj za 10 minut sam wiesz gdzie. - odpowiedział.
- Okey. - odpowiedział i się rozłączył. - Idziesz? - spytałem Julii.
- Nie mogę,muszę jeszcze lekcje odrobić. - odpowiedziała smutno.
- Dobra chodź pomogę ci. - powiedziałem i po chwili pisałem opis krajobrazu za oknem z polaka.Byłem z tego całkiem niezły. - I co może być? - zapytałem.Ona wzięła zeszyt i patrzyła w literki.
- Jest idealne,ale pani się skapnie,że inne pismo. - powiedziała ponuro.
- Julka przepiszesz to potem,a teraz chodź,zostały tylko 2 minuty. - odpowiedziałem i szybko pomogłem jej się ubrać.
- Mamo idę z Jammiem na spacer. - krzyknęła.Mama chciała coś powiedzieć,ale wysłałem jej śnieżynkę na twarz i od razu się zgodziła.Po dwóch minutach byliśmy na miejscu,czyli w parku.
- Jack! - krzyknął Jammie i mnie przytulił.
- Ej ej uważaj,bo zabraknie ci potem tych uścisków dla Julki! - uwielbiałem go wkurzać.Dziewczyna się zarumieniła,Jammie też,albo i nie,może też być czerwony z wściekłości.
- Oj Jack pożałujesz! - krzyknął i rozpoczęła się 3 bitwa światowa na śnieżki,oczywiście wygrałem.Julka musiała już wracać,a ja z moim kumplem postanowiliśmy pospacerować jeszcze...
Rozdział 6 Anka!!!...ona....
Elsa:
Latałam w chmurach,nagle na jednej usiadłam.I wtedy moja siostra do mnie podeszła.Była taka sama,taka realistyczna.Podeszła do mnie i przykucnęła przy mnie.Coś szeptała.Moje senne ja spojrzało na nią.Jej oczy,mimo,że ta sama barwa,to coś się zmieniło.Były zimne,puste i tak jakby wyrażały złość,z zemstą.
- Mam ciebie dość. - szepnęła mi do ucha,po czym wyjęła nóż i zrobiła jakiś dziwny znak na moim ramieniu.Trochę szczypało,ale po chwili moje ramię jakby płonęło.Po chwili krew lejąca się strumieniami,a po ranie został jakiś dziwny znak.Nagle poczułam zemstę.Moje włosy stały się kruczocarne,oczy napełnione krwawą złością,a wyraz twarzy wyglądał tak jakbym chciała kogoś zamordować.Patrzyłam na to z bólem,czemu ja taka jestem?Czego chciała Anka?Nagle się obudziłam.Zerwałam się do pozycji siedzącej.Serce biło tak szybko,że myślałam,że zaraz się wyrwie.Oddech był bardzo szybki i nierówny.Spojrzałam na ramię,nic tam nie miała.Odetchnęłam z ulgą.To tylko sen. - powtarzałam sobie w myślach.Położyłam się i patrzyłam na Jacka,był taki słodki.Po chwili drzwi otworzyły się z hukiem.Białowłosy spadł z łóżka,a ja wstałam,żeby mu pomóc się podnieść.
- Jak ty... - To był Kriss,nie dokończył,bo zobaczył Frosta. - Znaczy wy możecie spać sobie w spokoju?! - wydarł się,a my patrzyliśmy na niego zdziwieni.
- Anka zniknęła!! - wydarł się rozumiejąc,że my nic o tym nie wiedzieliśmy.Moja siostra...ona zniknęła?
- Jak to...zniknęła? - spytał spokojnie Jack.
- No po prostu,budzę się,patrzę w lewo,a jej nie ma! - mówił Kriss,jakby było to oczywiste.Spojrzałam na Jacka przerażona.On wiedział o co mi chodzi i mnie przytulił.o tak to było mi teraz najbardziej potrzebne,jego wsparcie bym mogła być odważna i silna dla Anny,w końcu muszę ją jakoś odnaleźć.
- Kriss,ubieraj się spakuj najpotrzebniejsze rzeczy,my zrobimy to samo,widzimy się za 30 minut przed zamkiem. - powiedział dowódczym głosem Jack.wszyscy zabraliśmy się do pracy.Ubrałam się w coś bardziej odpowiedniego.Założyłam szorty,do tego wysokie trampki,niebieski sweterek,a włosy związałam w kucyk.
Spakowałam kilka ubrań,a Jack wziął ze sobą jak najwięcej prowiantów dla mnie i Krissa.
Spotkaliśmy się przed zamkiem.
- Weź sanie. - rozkazał Jack.'
- Z Svenem? - spytał.
- Nie,podróż po ziemi za długo zajmię. - nie wiem co mam przez to rozumieć,ale w każdym razie wierzyłam mu i ufałam.Wiedziałam,że zrobi wszystko by odnaleźć Annę.Po chwili Kriss zjawił się z saniami.
- Okey odsuńcie się. - powiedział stanowczo niebieskooki.Wykonaliśmy polecenie.Jack zaczął wymachiwać swoją laską i wolną ręką,po chwili przed naszymi oczami ukazały się piękne,lodowe i skrzące się w słońcu pegazy.Chłopak podszedł do nich i zaprzągł ich w sanie,,po cym sam wsiadł i zajął miejsce woźnicy.
- No idziecie? - spytał pełny pewności siebie.Oboje wsiedliśmy.
- Latałeś już takim czymś? - spytał nie pewnie Kriss.
- Nie. - odpowiedział Jack,ale za nim Kriss zdążył zaprzeczyć,że nie będzie tym leciał byliśmy już w chmurach.Blondyn skulił się,a ja wychyliłam i dotykałam puszystych chmur,które łaskotały moje dłonie.
- Uwaga! - krzyknął Jack.Ja usiadłam nie wychylając się. - Masz,wiem,że dasz radę. - zwrócił sę do blondyn i podał mu wodzę,a sam wyleciał w powietrze.Nie wiem czemu,wychyliłam się lekko.Jack walczył z koszmarami!Musiałam mu pomóc.
- Kriss daj mi to. - powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu.Podleciałam blisko Jacka i dałam Kristoffowi spowrotem wodzę.stałam w saniach i pomagałam Jackowi strzelając swoimi lodowymi strzałami w obrzydliwe konie.Gdy przepędziliśmy czarne konie.Jack znów przejął ster i zaczeliśmy lecieć z prędkością przekraczającą wszystkie prawa nauki.
- Jack gdzie my lecimy?! - spytałam poddenerwowana.Co jak co,ale zawsze pamiętam go za przystojnego i zabawnego chłopaka,który umie pocieszać,ale teraz zobaczyłam jego drugą stronę.Potrafił przewodzić,był bardzo odważny i po prostu mnie pozytywnie zaskoczył.Zawsze uważałam go za zwykłego nastolatka,a teraz jest odlotowy,on potrafi wszystko!Jest po prostu dla mnie najlepszym dowódcą,ale też tym jedyną moją drugą połową.
- Przypomniały mi się wszystkie szczegóły z życie kiedy byłem zwykłym nastolatkiem!Pamiętam jak byłem mały mama czytała mi bajkę o Mroku,ponoć mieszka na północ od Arendell! - krzyczał próbując być głośniejszy od szumu wiatru.Jack wcale nie zwalniał wręcz przeciwnie,nagle zobaczyłam jakąś wyspę,na której było duże,czarne zamczysko.Gdy tylko wlecieliśmy na terytorium wyspy stał się półmrok.Ciekawe jak musi tu być nocą! - pomyślałam.Ten zamek nawet nie przypominał zamku tylko wielką górę,a wokoło latały jakieś dziwne stwory zrobione z czarnego piachu,a ich oczy były przepełnione złością i mordem.
Oczami Jacka:
Od początku podróży nękały mnie myśli,że stanie sie coś Elsie,ale próbowałem myśleć jak dowódca.Gdy tylko zobaczyłem tą wyspę postanowiłem wylądować na obrzeżach,gdyż potwory mogłyby nas zobaczyć.Gdy wylądowaliśmy Kriss zwymiotował nie był to fajny widok...Spojrzałem na Elsę.Bała się.
- Nie bój się nic ci się nie stanie obiecuję ci! - obiecałem jej,ale ona jakby się jeszcze bardziej przestraszyła,ale było widać,że jest też wkurzona,ale dlaczego?
- Jack ja sie boję o ciebie! - powiedziała i przytuliła do mnie.
- No błagam was,idziemy ją ratować? - spytał Kriss.Elsa się ode mnie odsunęła.
- Tak do roboty! - powiedziała stanowczo.Zaczeliśmy obmyślać plan.Strasznie bałem się o Elsę,bo mieliśmy się rozdzielić.
- A więc tak Kris idzie jej szukać na górze zamku,ja po środku,a Elsa w podziemiach tak? - spytałem tonem nie znoszącym sprzeciwu,chociaż bardzo chciałem się sprzeciwić.
- Tak. - odpowiedzieli równocześnie.Misja się rozpoczeła.Wszedliśmy do zamku i każdy skierował się w swoją stronę.Nic takiego nie znalazłem,oprócz kilka stworów,których zniszczyłem.
- AAaaaaa. - przecież to Elsa!!!Szybko poleciałem do podziemia,ale Elsy już nie było.Ujrzałem tylko dwie mroczne siostry...
Oczami Elsy:
Szłam po ciemnych korytarzach i nagle za zakrętu wyłoniła się Ania,lecz ona była taka mroczna i ta chęć mordu w oczach.Nagle Anka podeszła do mnie tak szybko,że nie zdążyłam mrugnąć.Poczułam piekący mnie ból na ramieniu tak jak...w śnie.Popatrzyłam tam,ostatnia kropla krwi spadła na podłogę,a znak na ramieniu stał się czarny.Całe ciało zaczęło mnie boleć i piec.Strasznie bolało.
- Aaaaaa! - krzyczałam po prostu z bólu.Moje całe ciało owijały jakieś czarne pnącza.
Moje łzy lały się strumieniami,lecz po chwili nie mogłam płakać,ja nie umiałam...Straciłam kontrolę nad moim ciałem.Jakby jakiś zły duch je przejął,a ja byłam obserwatorem.Nagle przyszedł Jack.NIE!Niech on ucieka - krzyczałam w myślach,ale ten duch nie pozwalał mi tego powiedzieć.Nie chcę go stracić ponownie.Zaczęłam walczyć,ale moja głowa mi wprost pękała.
- Uciekaj Jack,poradzę sobie. - wyszeptałam,a on spojrzał na mnie przestraszonymi oczami.Wiem może będzie miał złamane serce,ale będzie bezpieczny będzie żył!Nagle zaczęłam w niego strzelać jakimś czarnym piachem,krzycząc przy tym by uciekał.Miałam tez nadzieję,że mnie zabije,ja nie chcę tak żyć,ale widać było po nim,że nie ważne jaka jestem nie spróbuje nawet mnie palcem dotknąć.
- Zabij mnie,to jedyne wyjście! - krzyczałam równocześnie strzelając do niego tym czarnym piachem,ja na serio się bałam o niego.
- Nigdy. - wyszeptał.Nagle ukląkł na kolana i rostawił ręce na boki.Wiedziałam co mu chodziło.Jeśli go trafię to ten zły duch mnie opuści,ale wtedy Jack,on przecież może...Nagle jeden z pocisków wystrzeliłam dokładnie w jego serce.
- Nie!!! - krzyknęłam wygrywając z złym duchem siedzącym w mojej głowie.Jack lekko się zachwiał.
- Kocham cię Śnieżynko... - wyszeptał uśmiechnięty,zamknął oczy i upadł na podłogę.Natychmiast do niego podbiegłam.
- Widzisz co zrobiłaś! - wysyczałam do Anki.Położyłam jago głowę na moich kolanach i głaskałam po policzku.On oddychał ciężko i niespokojnie.Łzy zaczęły lecieć mi strumieniami.
- Nie płacz.. - wyszeptał. Miałam tyle głupich myśli na uratowanie go,ale nie skutecznych.Nagle przypomniała mi się Roszpunka z Corony moja kuzynka,która teraz ma z 27 lat,a jej włosy odrosły i odzyskały swoją moc!!Nagle Anka podbiegła do mnie.
- przepraszam. - powiedziała,lecz ja już wstałam dźwigając jakoś Jacka.Nagle przyszedł Kristoff uśmiechnięty na widok Elsy,ale gdy zobaczył białowłosego przerażenie wstąpiło na jego twarz.Pomógł mi zanieść Jacka do sań i po chwili już leciałam do Roszpunki,tylko,że te konie troche poszarzały i leciały wolniej.W myślach strasznie się bałam,ale nie dałam po sobie tego poznać,dla Jacka!
Czy Elsie uda się dowieźć Jacka na czas do Roszpunki?!
Latałam w chmurach,nagle na jednej usiadłam.I wtedy moja siostra do mnie podeszła.Była taka sama,taka realistyczna.Podeszła do mnie i przykucnęła przy mnie.Coś szeptała.Moje senne ja spojrzało na nią.Jej oczy,mimo,że ta sama barwa,to coś się zmieniło.Były zimne,puste i tak jakby wyrażały złość,z zemstą.
- Mam ciebie dość. - szepnęła mi do ucha,po czym wyjęła nóż i zrobiła jakiś dziwny znak na moim ramieniu.Trochę szczypało,ale po chwili moje ramię jakby płonęło.Po chwili krew lejąca się strumieniami,a po ranie został jakiś dziwny znak.Nagle poczułam zemstę.Moje włosy stały się kruczocarne,oczy napełnione krwawą złością,a wyraz twarzy wyglądał tak jakbym chciała kogoś zamordować.Patrzyłam na to z bólem,czemu ja taka jestem?Czego chciała Anka?Nagle się obudziłam.Zerwałam się do pozycji siedzącej.Serce biło tak szybko,że myślałam,że zaraz się wyrwie.Oddech był bardzo szybki i nierówny.Spojrzałam na ramię,nic tam nie miała.Odetchnęłam z ulgą.To tylko sen. - powtarzałam sobie w myślach.Położyłam się i patrzyłam na Jacka,był taki słodki.Po chwili drzwi otworzyły się z hukiem.Białowłosy spadł z łóżka,a ja wstałam,żeby mu pomóc się podnieść.
- Jak ty... - To był Kriss,nie dokończył,bo zobaczył Frosta. - Znaczy wy możecie spać sobie w spokoju?! - wydarł się,a my patrzyliśmy na niego zdziwieni.
- Anka zniknęła!! - wydarł się rozumiejąc,że my nic o tym nie wiedzieliśmy.Moja siostra...ona zniknęła?
- Jak to...zniknęła? - spytał spokojnie Jack.
- No po prostu,budzę się,patrzę w lewo,a jej nie ma! - mówił Kriss,jakby było to oczywiste.Spojrzałam na Jacka przerażona.On wiedział o co mi chodzi i mnie przytulił.o tak to było mi teraz najbardziej potrzebne,jego wsparcie bym mogła być odważna i silna dla Anny,w końcu muszę ją jakoś odnaleźć.
- Kriss,ubieraj się spakuj najpotrzebniejsze rzeczy,my zrobimy to samo,widzimy się za 30 minut przed zamkiem. - powiedział dowódczym głosem Jack.wszyscy zabraliśmy się do pracy.Ubrałam się w coś bardziej odpowiedniego.Założyłam szorty,do tego wysokie trampki,niebieski sweterek,a włosy związałam w kucyk.
Spakowałam kilka ubrań,a Jack wziął ze sobą jak najwięcej prowiantów dla mnie i Krissa.
Spotkaliśmy się przed zamkiem.
- Weź sanie. - rozkazał Jack.'
- Z Svenem? - spytał.
- Nie,podróż po ziemi za długo zajmię. - nie wiem co mam przez to rozumieć,ale w każdym razie wierzyłam mu i ufałam.Wiedziałam,że zrobi wszystko by odnaleźć Annę.Po chwili Kriss zjawił się z saniami.
- Okey odsuńcie się. - powiedział stanowczo niebieskooki.Wykonaliśmy polecenie.Jack zaczął wymachiwać swoją laską i wolną ręką,po chwili przed naszymi oczami ukazały się piękne,lodowe i skrzące się w słońcu pegazy.Chłopak podszedł do nich i zaprzągł ich w sanie,,po cym sam wsiadł i zajął miejsce woźnicy.
- No idziecie? - spytał pełny pewności siebie.Oboje wsiedliśmy.
- Latałeś już takim czymś? - spytał nie pewnie Kriss.
- Nie. - odpowiedział Jack,ale za nim Kriss zdążył zaprzeczyć,że nie będzie tym leciał byliśmy już w chmurach.Blondyn skulił się,a ja wychyliłam i dotykałam puszystych chmur,które łaskotały moje dłonie.
- Uwaga! - krzyknął Jack.Ja usiadłam nie wychylając się. - Masz,wiem,że dasz radę. - zwrócił sę do blondyn i podał mu wodzę,a sam wyleciał w powietrze.Nie wiem czemu,wychyliłam się lekko.Jack walczył z koszmarami!Musiałam mu pomóc.
- Kriss daj mi to. - powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu.Podleciałam blisko Jacka i dałam Kristoffowi spowrotem wodzę.stałam w saniach i pomagałam Jackowi strzelając swoimi lodowymi strzałami w obrzydliwe konie.Gdy przepędziliśmy czarne konie.Jack znów przejął ster i zaczeliśmy lecieć z prędkością przekraczającą wszystkie prawa nauki.
- Jack gdzie my lecimy?! - spytałam poddenerwowana.Co jak co,ale zawsze pamiętam go za przystojnego i zabawnego chłopaka,który umie pocieszać,ale teraz zobaczyłam jego drugą stronę.Potrafił przewodzić,był bardzo odważny i po prostu mnie pozytywnie zaskoczył.Zawsze uważałam go za zwykłego nastolatka,a teraz jest odlotowy,on potrafi wszystko!Jest po prostu dla mnie najlepszym dowódcą,ale też tym jedyną moją drugą połową.
- Przypomniały mi się wszystkie szczegóły z życie kiedy byłem zwykłym nastolatkiem!Pamiętam jak byłem mały mama czytała mi bajkę o Mroku,ponoć mieszka na północ od Arendell! - krzyczał próbując być głośniejszy od szumu wiatru.Jack wcale nie zwalniał wręcz przeciwnie,nagle zobaczyłam jakąś wyspę,na której było duże,czarne zamczysko.Gdy tylko wlecieliśmy na terytorium wyspy stał się półmrok.Ciekawe jak musi tu być nocą! - pomyślałam.Ten zamek nawet nie przypominał zamku tylko wielką górę,a wokoło latały jakieś dziwne stwory zrobione z czarnego piachu,a ich oczy były przepełnione złością i mordem.
Oczami Jacka:
Od początku podróży nękały mnie myśli,że stanie sie coś Elsie,ale próbowałem myśleć jak dowódca.Gdy tylko zobaczyłem tą wyspę postanowiłem wylądować na obrzeżach,gdyż potwory mogłyby nas zobaczyć.Gdy wylądowaliśmy Kriss zwymiotował nie był to fajny widok...Spojrzałem na Elsę.Bała się.
- Nie bój się nic ci się nie stanie obiecuję ci! - obiecałem jej,ale ona jakby się jeszcze bardziej przestraszyła,ale było widać,że jest też wkurzona,ale dlaczego?
- Jack ja sie boję o ciebie! - powiedziała i przytuliła do mnie.
- No błagam was,idziemy ją ratować? - spytał Kriss.Elsa się ode mnie odsunęła.
- Tak do roboty! - powiedziała stanowczo.Zaczeliśmy obmyślać plan.Strasznie bałem się o Elsę,bo mieliśmy się rozdzielić.
- A więc tak Kris idzie jej szukać na górze zamku,ja po środku,a Elsa w podziemiach tak? - spytałem tonem nie znoszącym sprzeciwu,chociaż bardzo chciałem się sprzeciwić.
- Tak. - odpowiedzieli równocześnie.Misja się rozpoczeła.Wszedliśmy do zamku i każdy skierował się w swoją stronę.Nic takiego nie znalazłem,oprócz kilka stworów,których zniszczyłem.
- AAaaaaa. - przecież to Elsa!!!Szybko poleciałem do podziemia,ale Elsy już nie było.Ujrzałem tylko dwie mroczne siostry...
Oczami Elsy:
Szłam po ciemnych korytarzach i nagle za zakrętu wyłoniła się Ania,lecz ona była taka mroczna i ta chęć mordu w oczach.Nagle Anka podeszła do mnie tak szybko,że nie zdążyłam mrugnąć.Poczułam piekący mnie ból na ramieniu tak jak...w śnie.Popatrzyłam tam,ostatnia kropla krwi spadła na podłogę,a znak na ramieniu stał się czarny.Całe ciało zaczęło mnie boleć i piec.Strasznie bolało.
- Aaaaaa! - krzyczałam po prostu z bólu.Moje całe ciało owijały jakieś czarne pnącza.
Moje łzy lały się strumieniami,lecz po chwili nie mogłam płakać,ja nie umiałam...Straciłam kontrolę nad moim ciałem.Jakby jakiś zły duch je przejął,a ja byłam obserwatorem.Nagle przyszedł Jack.NIE!Niech on ucieka - krzyczałam w myślach,ale ten duch nie pozwalał mi tego powiedzieć.Nie chcę go stracić ponownie.Zaczęłam walczyć,ale moja głowa mi wprost pękała.
- Uciekaj Jack,poradzę sobie. - wyszeptałam,a on spojrzał na mnie przestraszonymi oczami.Wiem może będzie miał złamane serce,ale będzie bezpieczny będzie żył!Nagle zaczęłam w niego strzelać jakimś czarnym piachem,krzycząc przy tym by uciekał.Miałam tez nadzieję,że mnie zabije,ja nie chcę tak żyć,ale widać było po nim,że nie ważne jaka jestem nie spróbuje nawet mnie palcem dotknąć.
- Zabij mnie,to jedyne wyjście! - krzyczałam równocześnie strzelając do niego tym czarnym piachem,ja na serio się bałam o niego.
- Nigdy. - wyszeptał.Nagle ukląkł na kolana i rostawił ręce na boki.Wiedziałam co mu chodziło.Jeśli go trafię to ten zły duch mnie opuści,ale wtedy Jack,on przecież może...Nagle jeden z pocisków wystrzeliłam dokładnie w jego serce.
- Nie!!! - krzyknęłam wygrywając z złym duchem siedzącym w mojej głowie.Jack lekko się zachwiał.
- Kocham cię Śnieżynko... - wyszeptał uśmiechnięty,zamknął oczy i upadł na podłogę.Natychmiast do niego podbiegłam.
- Widzisz co zrobiłaś! - wysyczałam do Anki.Położyłam jago głowę na moich kolanach i głaskałam po policzku.On oddychał ciężko i niespokojnie.Łzy zaczęły lecieć mi strumieniami.
- Nie płacz.. - wyszeptał. Miałam tyle głupich myśli na uratowanie go,ale nie skutecznych.Nagle przypomniała mi się Roszpunka z Corony moja kuzynka,która teraz ma z 27 lat,a jej włosy odrosły i odzyskały swoją moc!!Nagle Anka podbiegła do mnie.
- przepraszam. - powiedziała,lecz ja już wstałam dźwigając jakoś Jacka.Nagle przyszedł Kristoff uśmiechnięty na widok Elsy,ale gdy zobaczył białowłosego przerażenie wstąpiło na jego twarz.Pomógł mi zanieść Jacka do sań i po chwili już leciałam do Roszpunki,tylko,że te konie troche poszarzały i leciały wolniej.W myślach strasznie się bałam,ale nie dałam po sobie tego poznać,dla Jacka!
Czy Elsie uda się dowieźć Jacka na czas do Roszpunki?!
piątek, 23 stycznia 2015
Tak wiem tego jest za dużo!
Znów ja i znów nowe opowiadanie!Jak nie chcecie to mówcie!
Zapowiedź:
Jack jest strażnikiem to prawda,ale czy na długo?Przez poświęcenie Jack trafia do drużyny aniołów,ale jak to się stało?Czy uda mu się tam zaklimatyzować i pogodzić z tym,że opuścił strażników wtedy gdy największy ich wróg właśnie powstał?Nie to nie Mrok to jest ktoś o wiele potężniejszy.Czy Jackowi uda się jakoś przekazać strażnikom,że nie umarł,że jest tam wysoko?Czy w aniołach znajdzie przyjaciół?A jeśli Jackowi się spodoba mroczna anielica?Co wtedy?Porzuci ją?A może sprawi,że mroczni staną się dobrzy?Ale czy to wogóle możliwe?Przecież mroczne anioły od wieków są złe,a może nie?Może im się tak tylko zdaje?W tym świecie nic nie jest pewne,nic nie jest łatwe,ale wszystko jest możliwe.Czy Jackowi,który od lat był strażnikiem stanie się tak po prostu jakimś tam aniołem?Czy jesteście gotowi poznać Jacka Frosta,który już nie jest strażnikiem tylko aniołem,ale jakim dobrym czy tym mrocznym złym?Tę drogę sam musi podjąć.
Zapowiedź:
Jack jest strażnikiem to prawda,ale czy na długo?Przez poświęcenie Jack trafia do drużyny aniołów,ale jak to się stało?Czy uda mu się tam zaklimatyzować i pogodzić z tym,że opuścił strażników wtedy gdy największy ich wróg właśnie powstał?Nie to nie Mrok to jest ktoś o wiele potężniejszy.Czy Jackowi uda się jakoś przekazać strażnikom,że nie umarł,że jest tam wysoko?Czy w aniołach znajdzie przyjaciół?A jeśli Jackowi się spodoba mroczna anielica?Co wtedy?Porzuci ją?A może sprawi,że mroczni staną się dobrzy?Ale czy to wogóle możliwe?Przecież mroczne anioły od wieków są złe,a może nie?Może im się tak tylko zdaje?W tym świecie nic nie jest pewne,nic nie jest łatwe,ale wszystko jest możliwe.Czy Jackowi,który od lat był strażnikiem stanie się tak po prostu jakimś tam aniołem?Czy jesteście gotowi poznać Jacka Frosta,który już nie jest strażnikiem tylko aniołem,ale jakim dobrym czy tym mrocznym złym?Tę drogę sam musi podjąć.
niedziela, 18 stycznia 2015
Rozdział 1( Czyżby to był on/ona)?
Jack:
Szedłem przez las,ciemny,piękny i zimowy.Nagle zobaczyłem kogoś.Za drzewa wyłoniła się piękna dziewczyna,delikatna jakby zrobiona z płatków śniegu.
- Ej! - krzyknąłem,lecz ona się odwróciła i zaczęła biec tak szybko,że nie mogłem jej dogonić.
- Jack!! - wołała ciągle,a ja biegłem za nią,lecz ona była już bardzo daleko.Nagle w mojej usłyszałem bardzo głośny krzyk mojego imienia.Poczułem lekki ból.Uchyliłem powieki.Leżałem na drewnianej podłodze obok mojego łóżka,nad którym nachylał się North.Otarłem oczy ręką i wstałem ziewając.
- Cooooo jeeeest? - spytałem śpiący.
- Ubieraj się!Jedziemy do krainy Arendell! - powiedział głośno,a ja nawet nie wiedziałem o co chodzi.
- Jakie Adrenell??! - spytałem zupełnie przekształcając wyraz.
- Arendell!Dzisiaj jest tam organizowany bal księżyca,który w tym dniu będzie miał zaćmienie,to zdarza się raz na 300 lat Jack! - krzyknął jakby było to oczywiste.
- No tak. - odpowiedziałem,żeby nie wyszło na jaw,że na jego lekcjach spałem,lub wogóle nie słuchając zatapiałem się w moich myślach.
- Jack! - krzyknał mi North machając przed twarzą swoją potężną dłonią.
- A tak już się ubieram. - powiedziałem ospale i założyłem spodnie i bluze.Wziąłem jeszcze mój kij i wyszliśmy kierując się do sań.
- A pozostali nie jadą? - spytałem.
- Nie,księżyc zawsze wybiera tych co ma jechać,najczęściej są to dwie osoby. - odpowiedział jakby mówił tylko o tym przez całe życie.
- Okey. -odpowiedziałem pod nosem.Gdy wystartowaliśmy mroźny wiatr nieco mnie orzeźwił,ale też przypomniał mi sen.Kto to mógł być?!Ta piękna dziewczyna...Wpatrywałem się bez żadnego wyrazu twarzy w góry pokryte śniegiem,które zastąpił po chwili kolorowy portal.Gdy wyjechaliśmy z portalu zobaczyłem las,a po chwili spore miasteczko,z bardzo sporym zamkiem.Miał wiele wieżyczek i okien,lecz z jednego pokoju rozchodził się ogromny balkon,pewnie sypialnia królowej.Myśle,że królowa będzie nudna,poważna i ogólnie taka nudziarka. Wylądowaliśmy na ogromnym rynku w samym centrum gdzie przywitała nas jakaś para.Blondyn dobrze zbudowany,ale troche taki przygłup i jakaś ruda dziewczyna,która miała bardzo żywe oczy.
- Cześć! - zapiszczała. - Mam na imię Anka,jestem siostrą królowej! - przedstawiła się i podała Northowi i mnie dłoń.No to ciekawe,ona jest taka żywa i nie nudna,jak na ksieżniczkę to nieźle.
- Jestem... - zaczął Mikołaj,któremu pieguska przerwała.
- Tak wiem!!Mikołajem! - przerwała mu.
- A ty to pewnie... - przerwała i uważnie mi się przyglądała. - Jack Frost! - wykrzyknęła. - moja siostra chętnie cię pozna,ma taką samą moc lodu wiesz?! - wykrzyknęła.Ale jak to!!??Ktoś taki jak ja?Nie to niemożliwe!!
- Ale... - zacząłem.
- Dobra Kriss odprowadź sanie do garażu,a ja wprowadzę naszych gości do zamku. - nie bardzo ją słuchałem,bo zaciąłem się przy jej siostrze,która podobno ma moc...lodu.Szliśmy za rudowłosą,która wprowadziła nas do sali tronowej,a po chwili poszliśmy na korytarz,po czym skręciliśmy w prawo.Zobaczyłem ogromną jadalnię,która bez problemu pomieściła by z 100 osób.Usiadłem z brzegu,a North obok mnie.Na przeciwko nas siedzieli Ania i Kriss,a pewnie obok mnie i Anki miała siedzieć ta cała królowa.Nagle w wejściu pojawiła się ta sama dziewczyna,która była w moim śnie!Miała sukienkę jakby utkaną z lodu i śniegu,włosy jasne splecione w warkocz,jasną karnację i piękne oczy.
- Witam. - powiedziała radośnie i każdego z nas obleciała z wzrokiem,lecz zatrzymała się na mnie. - Jak masz na imię? - spytała.
- Jack Frost,a ty? - przedstawiłem się i zapytałem o to samo.
- Elsa,mógłbyś podejść bliżej? - poprosiła.Wstałem z krzesła i podeszłem do niej,tak,że dzieliło nas jakieś pół metra.W końcu nie wytrzymałem.
- To ty! - wykrzykneliśmy w tej samej chwili,ale skąd ona o mnie wiedziała....?
Elsa:
Dzisiaj mieli przyjechać ważni goście,straznicy marzeń i z tego co wiem miało ich być dwóch.Dzisiaj będzie zaćmienie księżyca,które jest raz na 300 lat.Od samego rana zaczęłam się przygotowywać ciągle myśląc o tym cieniu.Poszłam się wykąpać,a potem stanęłam przed lustrem myśląc nad kolejną lodową kreacją.W końcu zaczęłam tworzyć.Pojawiła się na mnie sukienka utkana z jasnego lodu,bez ramiączek,ale i tak stworzyłam do tego ramiączka,a do sukienki była przyczepiona peleryna utkana z płatków śniegu.Do tego białe pantofelki i oczywiście mój diadem,a włosy związałam w ciasnego koka.Grzywkę przymroziłam do góry i gotowa!
Spojrzałam na zegarek,była już 12!!Pobiegłam do jadalni.Wszyscy już byli.Zmierzyłam wszystkich wzrokiem i zatrzymałam się na białowłosym chłopaku,który patrzył się na mnie przenikliwie,miał takie piękne szaro niebieskie oczy,w których utonęłam,ale w końcu się obudziłam.Zaraz!!przecież on ma ten kij,co był na cieniu i te włosy i kontury twarzy!!To chyba on!
- Jak masz na imię? - zwróciłam się do niego.
- Jack Frost,a ty? - odpowiedział i zadał to samo pytanie mnie.
- Elsa,mógłbyś podejść bliżej? - poprosiłam.On wstał i po chwili był na pół metra ode mnie.Tak to on,teraz nie miałam wątpliwości i nie wytrzymałam!
- To ty! - krzyknęliśmy w tym samy momencie,ale skąd on wie,że to ja...?
Szedłem przez las,ciemny,piękny i zimowy.Nagle zobaczyłem kogoś.Za drzewa wyłoniła się piękna dziewczyna,delikatna jakby zrobiona z płatków śniegu.
- Ej! - krzyknąłem,lecz ona się odwróciła i zaczęła biec tak szybko,że nie mogłem jej dogonić.
- Jack!! - wołała ciągle,a ja biegłem za nią,lecz ona była już bardzo daleko.Nagle w mojej usłyszałem bardzo głośny krzyk mojego imienia.Poczułem lekki ból.Uchyliłem powieki.Leżałem na drewnianej podłodze obok mojego łóżka,nad którym nachylał się North.Otarłem oczy ręką i wstałem ziewając.
- Cooooo jeeeest? - spytałem śpiący.
- Ubieraj się!Jedziemy do krainy Arendell! - powiedział głośno,a ja nawet nie wiedziałem o co chodzi.
- Jakie Adrenell??! - spytałem zupełnie przekształcając wyraz.
- Arendell!Dzisiaj jest tam organizowany bal księżyca,który w tym dniu będzie miał zaćmienie,to zdarza się raz na 300 lat Jack! - krzyknął jakby było to oczywiste.
- No tak. - odpowiedziałem,żeby nie wyszło na jaw,że na jego lekcjach spałem,lub wogóle nie słuchając zatapiałem się w moich myślach.
- Jack! - krzyknał mi North machając przed twarzą swoją potężną dłonią.
- A tak już się ubieram. - powiedziałem ospale i założyłem spodnie i bluze.Wziąłem jeszcze mój kij i wyszliśmy kierując się do sań.
- A pozostali nie jadą? - spytałem.
- Nie,księżyc zawsze wybiera tych co ma jechać,najczęściej są to dwie osoby. - odpowiedział jakby mówił tylko o tym przez całe życie.
- Okey. -odpowiedziałem pod nosem.Gdy wystartowaliśmy mroźny wiatr nieco mnie orzeźwił,ale też przypomniał mi sen.Kto to mógł być?!Ta piękna dziewczyna...Wpatrywałem się bez żadnego wyrazu twarzy w góry pokryte śniegiem,które zastąpił po chwili kolorowy portal.Gdy wyjechaliśmy z portalu zobaczyłem las,a po chwili spore miasteczko,z bardzo sporym zamkiem.Miał wiele wieżyczek i okien,lecz z jednego pokoju rozchodził się ogromny balkon,pewnie sypialnia królowej.Myśle,że królowa będzie nudna,poważna i ogólnie taka nudziarka. Wylądowaliśmy na ogromnym rynku w samym centrum gdzie przywitała nas jakaś para.Blondyn dobrze zbudowany,ale troche taki przygłup i jakaś ruda dziewczyna,która miała bardzo żywe oczy.
- Cześć! - zapiszczała. - Mam na imię Anka,jestem siostrą królowej! - przedstawiła się i podała Northowi i mnie dłoń.No to ciekawe,ona jest taka żywa i nie nudna,jak na ksieżniczkę to nieźle.
- Jestem... - zaczął Mikołaj,któremu pieguska przerwała.
- Tak wiem!!Mikołajem! - przerwała mu.
- A ty to pewnie... - przerwała i uważnie mi się przyglądała. - Jack Frost! - wykrzyknęła. - moja siostra chętnie cię pozna,ma taką samą moc lodu wiesz?! - wykrzyknęła.Ale jak to!!??Ktoś taki jak ja?Nie to niemożliwe!!
- Ale... - zacząłem.
- Dobra Kriss odprowadź sanie do garażu,a ja wprowadzę naszych gości do zamku. - nie bardzo ją słuchałem,bo zaciąłem się przy jej siostrze,która podobno ma moc...lodu.Szliśmy za rudowłosą,która wprowadziła nas do sali tronowej,a po chwili poszliśmy na korytarz,po czym skręciliśmy w prawo.Zobaczyłem ogromną jadalnię,która bez problemu pomieściła by z 100 osób.Usiadłem z brzegu,a North obok mnie.Na przeciwko nas siedzieli Ania i Kriss,a pewnie obok mnie i Anki miała siedzieć ta cała królowa.Nagle w wejściu pojawiła się ta sama dziewczyna,która była w moim śnie!Miała sukienkę jakby utkaną z lodu i śniegu,włosy jasne splecione w warkocz,jasną karnację i piękne oczy.
- Witam. - powiedziała radośnie i każdego z nas obleciała z wzrokiem,lecz zatrzymała się na mnie. - Jak masz na imię? - spytała.
- Jack Frost,a ty? - przedstawiłem się i zapytałem o to samo.
- Elsa,mógłbyś podejść bliżej? - poprosiła.Wstałem z krzesła i podeszłem do niej,tak,że dzieliło nas jakieś pół metra.W końcu nie wytrzymałem.
- To ty! - wykrzykneliśmy w tej samej chwili,ale skąd ona o mnie wiedziała....?
Elsa:
Dzisiaj mieli przyjechać ważni goście,straznicy marzeń i z tego co wiem miało ich być dwóch.Dzisiaj będzie zaćmienie księżyca,które jest raz na 300 lat.Od samego rana zaczęłam się przygotowywać ciągle myśląc o tym cieniu.Poszłam się wykąpać,a potem stanęłam przed lustrem myśląc nad kolejną lodową kreacją.W końcu zaczęłam tworzyć.Pojawiła się na mnie sukienka utkana z jasnego lodu,bez ramiączek,ale i tak stworzyłam do tego ramiączka,a do sukienki była przyczepiona peleryna utkana z płatków śniegu.Do tego białe pantofelki i oczywiście mój diadem,a włosy związałam w ciasnego koka.Grzywkę przymroziłam do góry i gotowa!
Spojrzałam na zegarek,była już 12!!Pobiegłam do jadalni.Wszyscy już byli.Zmierzyłam wszystkich wzrokiem i zatrzymałam się na białowłosym chłopaku,który patrzył się na mnie przenikliwie,miał takie piękne szaro niebieskie oczy,w których utonęłam,ale w końcu się obudziłam.Zaraz!!przecież on ma ten kij,co był na cieniu i te włosy i kontury twarzy!!To chyba on!
- Jak masz na imię? - zwróciłam się do niego.
- Jack Frost,a ty? - odpowiedział i zadał to samo pytanie mnie.
- Elsa,mógłbyś podejść bliżej? - poprosiłam.On wstał i po chwili był na pół metra ode mnie.Tak to on,teraz nie miałam wątpliwości i nie wytrzymałam!
- To ty! - krzyknęliśmy w tym samy momencie,ale skąd on wie,że to ja...?
Filmiki!
sobota, 17 stycznia 2015
Nowe Opko!
A więc tak postanowiłam zacząć pisać nowe opowiadanie.Jeśli się spodoba będę pisać dalej jeśli nie to nie będę pisać dalej.
Prolog:
Jack:
Minęło już około 5 lat w gronie strażników i co?I nic,nadal czuję się inny,ten gorszy,ten najmniejszy,najgłupszy.Najgorsze jest to,że nikt cię nie rozumie,a nawet nie próbują zrozumieć.Zresztą kogo obchodzę ja?!No właśnie nikogo!Czemu księżyc mnie wybrał?Nie wiem,może się pomylił.Czuję się jakby np: byli jedną wielką rodziną wilków,a ja żyjąc z nimi jestem kotem.Czemu ta srebrna tarcza wogóle dała mi moc?Czemu nie pozwoliła umrzeć,nie zostawiła w tym jeziorze?Każdy mówi,że wszyscy popełniają błędy,to czemu księżyc miałby nie popełniać?Może ja właśnie jestem takim błędem,zastanawialiście się kiedyś,że jesteście dzieckiem,którego nigdy nie planowano,tylko zdażył się taki przypadek?Co jeśli jestem takim przypadkiem,błędem?
- Noi co pewnie nigdy mi nie pozwolisz odkryć sensu życia? - powiedziałem,wpatrując się w księżyc.
- Popełniłeś błąd nawet ty. - dodałem.Odwróciłem się do niego plecami. - A może raczej tylko ty? - szepnąłem,no bo w końcu księżyc stworzył wszystkich,a wszyscy popełniają błędy,więc po prostu wszystko to jedna wielka pomyłka.Pomaszerowałem na wierzchołek dachu i skoczyłem z drugiej strony dachu na śnieg i wszedłem do pracowni.Wszędzie wesoło i pięknie,każdy yeti krzątał się po jakieś części do zabaweczki.Omijałem wszystkich i wszedłem do swojego pokoju,który dał mi North.Gdy tylko otworzyłem drzwi poczułem przyjemny chłód.Walnąłem się na łóżko.
"A o jeśli Mrok miał rację mówiąc,że tego czego tylko dotknę psuję" ? - rozmyślałem i z tym pszłem spać.
Elsa:
Minął rok od tego gdy Hans chciał zabić mnie i Annę.Niby już sie nie boję mocy,ale myśli o krzywdzeniu ciągle chodzą mi po głowie,a właśnie może jestem tylko maszyną do zabijania i krzywdzenia.Nie wiem już sama. - myślałam podpisując kolejny papier bez dokładniejszego przeczytania.Spojrzałam na zegarek, 23.55.Wypełniłam ostatni dokument,nie wiedząc nawet czego dotyczył i wyszłam z gabinetu.Weszłam do swojego pokoju i usiadłam skulona w kącie na łóżku.Na oszronionej już podłodze powstał jakiś ciemny cień,który wydawał się być czarnym rysunkiem.Podeszłam do podłogi.Księżyc rzucał wesoło promienie na nią,a na samym środku wpadającego światła był właśnie ten cień,ale przecież księżyca nie zasłaniała żadna chmurka,to znaczy,że nie powinno tu być żadnego cienia.
Cień przedstwiał zapewne chłopaka z rozczochranymi włosami,a w ręku miał dziwnie zagięty kij.Po chwili cień zaczął blaknąć i zniknął szybciej niż się pojawił.Troche wystraszona próbowałam zasnąć,lecz to na nic,postanowiłam wyjść na dwór,orzeźwić sie.
Prolog:
Jack:
Minęło już około 5 lat w gronie strażników i co?I nic,nadal czuję się inny,ten gorszy,ten najmniejszy,najgłupszy.Najgorsze jest to,że nikt cię nie rozumie,a nawet nie próbują zrozumieć.Zresztą kogo obchodzę ja?!No właśnie nikogo!Czemu księżyc mnie wybrał?Nie wiem,może się pomylił.Czuję się jakby np: byli jedną wielką rodziną wilków,a ja żyjąc z nimi jestem kotem.Czemu ta srebrna tarcza wogóle dała mi moc?Czemu nie pozwoliła umrzeć,nie zostawiła w tym jeziorze?Każdy mówi,że wszyscy popełniają błędy,to czemu księżyc miałby nie popełniać?Może ja właśnie jestem takim błędem,zastanawialiście się kiedyś,że jesteście dzieckiem,którego nigdy nie planowano,tylko zdażył się taki przypadek?Co jeśli jestem takim przypadkiem,błędem?
- Noi co pewnie nigdy mi nie pozwolisz odkryć sensu życia? - powiedziałem,wpatrując się w księżyc.
- Popełniłeś błąd nawet ty. - dodałem.Odwróciłem się do niego plecami. - A może raczej tylko ty? - szepnąłem,no bo w końcu księżyc stworzył wszystkich,a wszyscy popełniają błędy,więc po prostu wszystko to jedna wielka pomyłka.Pomaszerowałem na wierzchołek dachu i skoczyłem z drugiej strony dachu na śnieg i wszedłem do pracowni.Wszędzie wesoło i pięknie,każdy yeti krzątał się po jakieś części do zabaweczki.Omijałem wszystkich i wszedłem do swojego pokoju,który dał mi North.Gdy tylko otworzyłem drzwi poczułem przyjemny chłód.Walnąłem się na łóżko.
"A o jeśli Mrok miał rację mówiąc,że tego czego tylko dotknę psuję" ? - rozmyślałem i z tym pszłem spać.
Elsa:
Minął rok od tego gdy Hans chciał zabić mnie i Annę.Niby już sie nie boję mocy,ale myśli o krzywdzeniu ciągle chodzą mi po głowie,a właśnie może jestem tylko maszyną do zabijania i krzywdzenia.Nie wiem już sama. - myślałam podpisując kolejny papier bez dokładniejszego przeczytania.Spojrzałam na zegarek, 23.55.Wypełniłam ostatni dokument,nie wiedząc nawet czego dotyczył i wyszłam z gabinetu.Weszłam do swojego pokoju i usiadłam skulona w kącie na łóżku.Na oszronionej już podłodze powstał jakiś ciemny cień,który wydawał się być czarnym rysunkiem.Podeszłam do podłogi.Księżyc rzucał wesoło promienie na nią,a na samym środku wpadającego światła był właśnie ten cień,ale przecież księżyca nie zasłaniała żadna chmurka,to znaczy,że nie powinno tu być żadnego cienia.
Cień przedstwiał zapewne chłopaka z rozczochranymi włosami,a w ręku miał dziwnie zagięty kij.Po chwili cień zaczął blaknąć i zniknął szybciej niż się pojawił.Troche wystraszona próbowałam zasnąć,lecz to na nic,postanowiłam wyjść na dwór,orzeźwić sie.
piątek, 16 stycznia 2015
Rozdział 5.Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie zginie.
Narrator:
- Oh Jack myślałam,że cię straciłam...na zawsze. - mówiła płacząc ze szczęścia i tuliła Jacka.Białowłosy głaskał ją po głowie co ją uspokajało.
- Już zawsze przy tobie będę. - wyszeptał jej niebieskooki do ucha.Wziął w dłonie jej policzki i uniósł jej głowę tak,że patrzyli sobie w oczy.
- Już zawsze. - powtórzył i ją pocałował.Ciepło rozchodzące się po ich ciałach,nad nimi gwiazdy,księżyc.Nagle pod ich nogami zaczął rozchodzić się piękny skrzący się lód.Zabrakło im powietrza,więc przerwali.Elsie serce łomotało jakby zaraz miało gdzieś uciec,a Jacka podobnie.
- Mogę prosić panią do tańca? - spytał Jack wystawiając rękę.
- To dla mnie zaszczyt. - powiedziała Elsa i podała mu drobniutką i niebezpieczną dłoń.Jack stuknął swoim kijem o budziki dziewczyny,na których pojawiły się łyżwy,u Jacka też.
Para wirowała wesoło nic nie wiedząc,że przygląda im się Anna,która płacze z szczęścia.
- Ach. - westchnęła.Patrzyła na szczęśliwą parę.Nagle nasza " Jelsa" zaczęła się unosić,lecz nadal tańczyli,tam gdzie stawiali nogi błyskało piękne niebieskie światełko.I tak na tle księżyca zupełnie pogrążeni w innym świecie tańczyli.Nawet nie zorientowali się kiedy wszyscy wyszli z zamku,a orkiestra zaczęła grać piękną muzykę o miłości.Gdy skończyli zatopili się w długim pocałunku,a wszyscy zaczeli gwizdać i bić brawo.
Oczami Anny:
Ach jak to pięknie wyglądało.Wiedziałam,że w zyciu zdarzają się też miłe rzeczy,gdy po tańcu się pocałowali,a Elsa wyglądała jakby była w siódmym niebie moje serce po prostu skakało wesoło.
Podbiegłam do nich i przytuliłam Jacka.
- Ochh myślałam,że zginąłeś,ale dobrze,że jesteś,Elsa cię potrzebuje,lecz jeśli ją skrzywdzisz... - zagroziłam palcem,po czym zaczeliśmy się śmiać.Elsa miała taki ciepły głos.Jej oczy były szczęśliwe,a usta wykrzywiały się w pięknym uśmiechu.Aż po prostu byłam zazdrosna.
- Jack! - krzyknęła nagle Elsa patrząc pod nogi.
- Co się stało?- spytał Jack.
- Ty masz moc lodu? - powiedziała bardziej do siebie.Spojrzała smutna na niego i go przytuliła.
- Dobra chodźmy już,na pewno wszyscy sa zmęczeni. - zaproponował i wszyscy już udali się do swoich domów.Jack odprowadził Elsę do pokoju,a potem nie wiem bo poszłam w swoją stronę.
Narrator:
Jack już miał iśc,lecz Elsa złapała go nerwowo za rękaw bluzy przygryzając wargi.
- Tak? - spytał uśmiechnięty.Szczęście jasnowłosej przekraczało wszelkie granice.
- Emm nie chcę być sama. - powiedziała.Weszli obydwoje do pokoju i usiedli na łóżku.
- Jack boję się. - powiedziała niebieskooka.
- Czego? -spytał obejmując ją ramieniem i przytulając.Elsa tak naprawdę przy nim niczego się nie bała,prócz tego,że jeśli to zniknie?Jeśli znów ich rozdzielą?
- Bo ja się boję,że to tylko sen. - odpowiedziała mu.
- Elsuś nie przejmuj się,to nie sen,przecież mi by się identycznie tak samo to nie przyśniło. - zaśmiał się.Jego uśmiech był dla niej radością,głos śpiewem,który mogła by słuchać cały czas.Jego oczy ukojeniem i poczuciem bezpieczeństwa,a on był dla niej po prostu powietrzem,bez niego by umarła.I tak w siebie wtuleni zasnęli,bo Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie zginie.
- Oh Jack myślałam,że cię straciłam...na zawsze. - mówiła płacząc ze szczęścia i tuliła Jacka.Białowłosy głaskał ją po głowie co ją uspokajało.
- Już zawsze przy tobie będę. - wyszeptał jej niebieskooki do ucha.Wziął w dłonie jej policzki i uniósł jej głowę tak,że patrzyli sobie w oczy.
- Już zawsze. - powtórzył i ją pocałował.Ciepło rozchodzące się po ich ciałach,nad nimi gwiazdy,księżyc.Nagle pod ich nogami zaczął rozchodzić się piękny skrzący się lód.Zabrakło im powietrza,więc przerwali.Elsie serce łomotało jakby zaraz miało gdzieś uciec,a Jacka podobnie.
- Mogę prosić panią do tańca? - spytał Jack wystawiając rękę.
- To dla mnie zaszczyt. - powiedziała Elsa i podała mu drobniutką i niebezpieczną dłoń.Jack stuknął swoim kijem o budziki dziewczyny,na których pojawiły się łyżwy,u Jacka też.
Para wirowała wesoło nic nie wiedząc,że przygląda im się Anna,która płacze z szczęścia.
- Ach. - westchnęła.Patrzyła na szczęśliwą parę.Nagle nasza " Jelsa" zaczęła się unosić,lecz nadal tańczyli,tam gdzie stawiali nogi błyskało piękne niebieskie światełko.I tak na tle księżyca zupełnie pogrążeni w innym świecie tańczyli.Nawet nie zorientowali się kiedy wszyscy wyszli z zamku,a orkiestra zaczęła grać piękną muzykę o miłości.Gdy skończyli zatopili się w długim pocałunku,a wszyscy zaczeli gwizdać i bić brawo.
Oczami Anny:
Ach jak to pięknie wyglądało.Wiedziałam,że w zyciu zdarzają się też miłe rzeczy,gdy po tańcu się pocałowali,a Elsa wyglądała jakby była w siódmym niebie moje serce po prostu skakało wesoło.
Podbiegłam do nich i przytuliłam Jacka.
- Ochh myślałam,że zginąłeś,ale dobrze,że jesteś,Elsa cię potrzebuje,lecz jeśli ją skrzywdzisz... - zagroziłam palcem,po czym zaczeliśmy się śmiać.Elsa miała taki ciepły głos.Jej oczy były szczęśliwe,a usta wykrzywiały się w pięknym uśmiechu.Aż po prostu byłam zazdrosna.
- Jack! - krzyknęła nagle Elsa patrząc pod nogi.
- Co się stało?- spytał Jack.
- Ty masz moc lodu? - powiedziała bardziej do siebie.Spojrzała smutna na niego i go przytuliła.
- Dobra chodźmy już,na pewno wszyscy sa zmęczeni. - zaproponował i wszyscy już udali się do swoich domów.Jack odprowadził Elsę do pokoju,a potem nie wiem bo poszłam w swoją stronę.
Narrator:
Jack już miał iśc,lecz Elsa złapała go nerwowo za rękaw bluzy przygryzając wargi.
- Tak? - spytał uśmiechnięty.Szczęście jasnowłosej przekraczało wszelkie granice.
- Emm nie chcę być sama. - powiedziała.Weszli obydwoje do pokoju i usiedli na łóżku.
- Jack boję się. - powiedziała niebieskooka.
- Czego? -spytał obejmując ją ramieniem i przytulając.Elsa tak naprawdę przy nim niczego się nie bała,prócz tego,że jeśli to zniknie?Jeśli znów ich rozdzielą?
- Bo ja się boję,że to tylko sen. - odpowiedziała mu.
- Elsuś nie przejmuj się,to nie sen,przecież mi by się identycznie tak samo to nie przyśniło. - zaśmiał się.Jego uśmiech był dla niej radością,głos śpiewem,który mogła by słuchać cały czas.Jego oczy ukojeniem i poczuciem bezpieczeństwa,a on był dla niej po prostu powietrzem,bez niego by umarła.I tak w siebie wtuleni zasnęli,bo Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie zginie.
wtorek, 13 stycznia 2015
Potrójne Liebster Avards
Co to w ogóle jest?
Co to jest LA? Liebster Avards [rozw.
LA] jest otrzymywana od innego bloggera, bądź bloggerki, za "dobrą
robotę". Zazwyczaj przyznaje się ją, aby, rozgłosić czyjegoś bloga.
Zasady
1. Blogger/ka Cię nominuje [musi dać Ci o tym znać]
2. Zadaje Ci 11 pytań, na które odpowiadasz
3. Ty nominujesz 11 blogów
4. Zadajesz im 11 pytań
Teraz Zakazy tak właściwie to 1 zakaz.
1. Nie wolno nominować bloga, który Ciebie nominował!
Dziękuje za nominacje:
-Oli Frost
http://elsaijackfrostlove.blogspot.com/
-Queen Royal
http://zlakrolowasniegu.blogspot.com/
http://zlakrolowasniegu.blogspot.com/
-Carmelowej Karoli
http://frozenxlovers.blogspot.com/
Pytania Od Oli:
1.Kiedy poczuła/eś chęć pisania bloga? Jak wpadłaś na pomysł pisania?
W młodości nigdy bym nie pomyślała,że bedę pisać fantastyczne opowiadania,ale gdy zobaczyłam pierwszy blog na temat strażnicy marzeń od razu też chciałam zacząć pisać,potem myśli zaczęły tworzyć opowiadania,które musiałam w końcu gdzieś opisać.
2.Ktoś o tym wie że piszesz? Jak na to zareagowali?
A więc pierwszego bloga założyłam w sekrecie,ale mama to odkryła.Po długich przekonywaniach jej udało mi się,a następne blogi,czyli ten i chyba jeszcze 3 inne to już nikt nie wie.
3.Skąd bierzesz inspiracje?
Z innych blogów,z filmików na yt,ale tak na serio to jakoś te pomysły same wpadają do głowy.Gdy tylko mi się nudzi na lekcji w szkole,zaraz coś sobie tworzę i piszę opowiadania w brudnopisie,jeszcze żaden nauczyciel mnie nie przyłapał(siedzę w ostatniej ławce)xD
4.Co robiłaś zanim pisałaś bloga?
Nic ważnego,wiesz szkoła i wogóle,ale wiem,że całe dnie umiałam poświęcać na zwykłą dziecinną zabawę.
5. Jakby nie znałaś Jelsy to jaka inna para?
No nwm.W sumie to pewnie stworzyłabym pewnie jakąś inną dziewczynę dla Jacka,bo inne na niego nie zasługują xD
6. Co lubisz najbardziej w pisaniu bloga?
To,że mogę wreszcie z kimś się podzielić.Mogę pomóc!Nie wstydźcie się poprosić.Lubię też to,że ja wtedy zupełnie odpływam i czuję się,jakbym żyła w dwóch innych światach.
7. Gdybyś mogła mieć jakąś moc to jaka by była?
Moc wiatru,latania!wszyscy na wiatr narzekają,a ja czuję się jakbym latała,uwielbiam kiedy wiatr czochra mi włosy!
8. Możesz zostać postacią z swojego opowiadania, kto to by był?
Ale którego opowiadania?No cóż jesli chodzi o to to może Jackiem,a w innym opowiadaniu jest taka Tara,która kocha Jacka i ma ona moc wiatru,więc jeśli chodzi,że z wszystkich opowiadań to sto procent Tara.
9. Kogo by chciałaś by za swojego przyjaciela, z twojego opowiadania?
Najlepiej wszystkich,złych też,wiecie byłabym taka pomiedzy dobrem,a złem i musiałabym ich jakoś pogodzić,byłoby ciekawie...
10.Czego najbardziej się boisz podczas pisania bloga?
Tego,że kiedyś dojdą inne obowiązki i nie bedę mogła pisać.
11. Podaj twoje 11 ulubionych filmów/książek :)
Mam tego o wiele więcej.Uwielbiam filmy disneya i dreamworksa.
Pytania od Queen Royal:
1.Jak masz na imię?
Patrycja xD
2. Ile masz lat?
12
3. Jak dowiedziałeś się o Jelsie?
No,pamiętam,że chyba wpisałam w google Strażnicy marzeń dwa i wyskoczył mi jakiś blog Jelsowy,albo coś takiego.
4. Co sądzisz o Harrym Poterze?
Boskie...xD
5. Masz ulubione Anime?
Nie.
6. Jakie zwierzęta lubisz najbardziej?
Wilki,są one niezależne,wolne i piękne.
7. Noc czy dzień?
Noc,bo jest wtedy jednocześnie tak strasznie i pięknie,a gwiazdki mrugają do ciebie,księżyc dodaje pewności siebie.
8. Kawa czy kakao? :)
Nie umiem wybrać,obydwa są pyszne!
9. W domu gdy jesteś sama gaśnie światło, co robisz?
Już tak raz miałam.Wzięłam wtedy latarkę,znalazłam świeczkę i zapałki i przy świecy czytałam sobie jakąś książkę.Co prawda strach mnie zżerał od środka,ale udało mi się uniknąć zawału.
10. Masz rodzeństwo?
Tak,młodszego brata(dobrze,że nie starszego) xD
11. Kot czy pies?
Pies.
Pytania od Carmelowej Karoli:
1.Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
Proste,po prostu nie miałam gdzie tego pomieścić w mojej głowie.
Podaj pięć ulubionych filmów.
Eeee...no tego jest o wiele więcej.
Jaką postać ze swojego bloga najbardziej lubisz?
Jacka Frosta.
Którym żywiołem chciałabyś być?
Wiatrem!
Ulubiona postać z Frozen?
Elsa.
Ulubiona postać z SM?
Jack Frost.
Czy ktoś z twoich znajomych czyta twojego bloga?
Tak.
Ile masz lat?
12.
Ulubiona książka?
Uwielbiam czytać i mam więcej ulubionych xD
Jaki wybrałabyś parring inny niż Jelsa?
EEE,pewnie stworzyłabym jakąś dziewczynę dla Frosta.
Możesz przemienić się w postać z opowiadania,jaką byś wybrała?
Jack Frost,Tara.
Nominowane blogi:
1.http://jelsa-zp.blogspot.com/
2.http://opowiescozwyklejdziewczynie.blogspot.com
3.http://krainalosu.blogspot.com/
4.http://thefrozengames.blogspot.com
5.http://jelsaidziecizywiolow.blogspot.com
6.http://jelsa-sl.blogspot.com/
7.http://frozen-trocheinnahistoria.blogspot.com/
8.http://www.siostryswiatla.blogspot.com/
9.http://g-2-s-t-m.blogspot.com
10.http://straznicymarzen.blogspot.com/
11.http://corka-jacka-frosta.blogspot.com/
Moje pytania:
1.Jak myślisz dlaczego zasłużyłaś na La?
2.Kto jest twoim ulubionym bohaterem twojego opowiadania?
3.Czy masz więcej blogów?Jeśli tak to podaj adresy.
4.Pieseł czy Koteł?
5.Dlaczego lubisz pisać powiadania na ten temat?
6.Chciałbyś coś zmienić w swoim życiu?
7.Co sądzisz o Jelsie?
8.Co sądzisz o stereotypach(dla mnie są bezsensu)?
9.Co robisz w wolnym czasie oprócz blogowania?
10.Co cenisz w ludziach,a co nie?
11.Masz możliwość przeleportowania się do świata bajek na zawsze,co robisz?
To tyle!Mam nadzieje,że was nie zanudziłam!
sobota, 3 stycznia 2015
Pożegnajmy 2014!!
A więc cóż bez zbędnego pisania zobaczcie o wydarzyło się w 2014!!!
Były chwile słodkie,straszne,niebezpieczne i magiczne.Zobaczmy jak przeżyli ten rok bohaterowie z frozen i strażnicy marzeń!
No dobra tyle wam chyba wystarczy,a więc można to uznać za kolejny post serii Zdjęcia!! Podawajcie następne tematy,oczywiście mogą one dotyczyć czegokolwiek.Nie tylko Jelsy!
Były chwile słodkie,straszne,niebezpieczne i magiczne.Zobaczmy jak przeżyli ten rok bohaterowie z frozen i strażnicy marzeń!
![]() |
| Czyżby dziewczynka? |
![]() |
| Biedny Kangurek! |
czwartek, 1 stycznia 2015
Rozdział 4
Oczami Elsy:
Wyciągnęłam album i zaczęłam przeglądać zdjęcia.Popatrzyłam na bawiące się dzieci w ogrodzie.Na o wspomnienie moja twarz się uśmiechnęła,oj dawno tego nie robiłam.W końcu odłożyłam książkę na miejsce i poszłam się wykąpać,po czym ubrałam się.Założyłam na siebie coś w czym będę mogła walczyć.Moje włosy były strasznie oklapnięte,lecz nie przejmowałam się tym i związałam w byle jakiego warkocza.Nie miałam dużego wojska bo tylko 50,a ich było około 200,więc wiecie oni mieli przewagę.Na szczęście mam jeszcze lód.Wyszłam na zewnątrz,gdzie wszystko było pokryte puchem,co ułatwiało mi zadanie. 10 minut później szliśmy już w strone mojego pałacu.Zaczęło się.Wszędzie tylko krew.Nagle jeden z przeciwników zaczął biec w moją stronę z mieczem,ale ja sprytnie zahaczyłam moim mieczem,a jego upadł na śnieg.On zacisnął mocno powieki.Już miałam uderzyć mieczem,lecz czułam coś dziwnego tak jakbym była rozdarta i nagle przypomniał mi się Jack.
-Proszę cię bądź dobra dla wszystkich. - te słowa brzmiały mi w głowie niczym echo.Co miałam zrobić?Patrzyłam na niego z mieczem wymierzonym w niego,ale zaraz on przecież walczy bo musi,inaczej umarłby.Podałam mu miecz.
- No już idź! - krzyknęłam,lecz on stał i powiedział,że będzie mi służyć.Gdyby oni się sprzeciwili mieliby spokój,przecież ich jest tu 200,a dowódca jeden.Wytworzyłam pod swoimi nogami wielką górę,która niosła mnie do góry.Teraz widziałam wszystkich.
- Halo! - krzyknęłam,lecz nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
- Aaaaaaaaaaaaaaa - krzyknęłam,a wszyscy odwrócili się w moją stronę. - Słuchajcie nie musicie walczyć,przyłączcie się do nas i razem obalimy króla czy tam dowódcę!A potem będzie jak dawniej,pamiętacie spokojne i bezpieczne miasteczko Arendell?! - spytałam.
- TAK - krzykneli chórem.Wszyscy się do nas przyłączyli i wykurzyliśmy króla.Dzisiaj miał odbyć się właśnie bal na cześć,że odzyskaliśmy Arendell czyli to co najważniejsze...państwo,ale co to za państwo,skoro najlepszy przyjaciel umarł,a tuż przed tym wyznał ci miłość?Poszłam do swojego pokoju,chyba nikt tu nie wchodził,bo wszystko było tak jak wcześniej.Rozpuściłam włosy,były brzydkie i tłuste.Nie mogłam zrobić jakiejś ładnej fryzury!Zaraz!!Anka.Poszłam do Anki.
- Cześć. - powiedziała nieśmiało.
- Witaj. - starałam się,aby mój ton był ciepły,ale nie umiałam tak. - Słuchaj nie wiem co zrobić tymi włosami i eee no pomożesz? - spytałam.
- Oczywiście! - zapiszczała.Umyła mi włosy,a potem związała w dwa warkocze,by lekko się pofalowały.Efekt końcowy był piękny.Pożyczyła mi również sukienkę.Góra sukienki była złota,a dół niebieski.Cały dół pokryłam szronem i byłam gotowa,lecz Anna powiedziała,że zrobi mi lekki makijaż.Moje ostre rysy twarzy znikły.
Nie byłam przyzwyczajona do sukienek,ale jakoś muszę wytrzymać.Goście zaczeli przychodzić,a muzyka grać.Popatrzyłam troche po czym wyszłam na dwór.
Oczami Jacka:
W wiosce czy państewku nikt mnie nie widział to było straszne,mimo tego postanowiłem iść na bal,skoro mam moc,to moge się nią pobawić.Gdy miałem wejść do zamku usłyszałem płacz dziewczyny,więc od razu poleciałem.W sumie było to na tyłach zamku.Podleciałem do dziewczyny,zaraz jasne włosy,lodowe sukienki?!
- Elsa! - krzyknąłem.Ona spojrzała na mnie nudnym zwrokiem,a po chwili jej oczy lśniły jak dwie iskierki,włosy opatulone słońcem rozłożyły się na niebie.
- Jack!! - zaczęła biec w moją stronę i skończyło się na wielkim przytulasie!
Wyciągnęłam album i zaczęłam przeglądać zdjęcia.Popatrzyłam na bawiące się dzieci w ogrodzie.Na o wspomnienie moja twarz się uśmiechnęła,oj dawno tego nie robiłam.W końcu odłożyłam książkę na miejsce i poszłam się wykąpać,po czym ubrałam się.Założyłam na siebie coś w czym będę mogła walczyć.Moje włosy były strasznie oklapnięte,lecz nie przejmowałam się tym i związałam w byle jakiego warkocza.Nie miałam dużego wojska bo tylko 50,a ich było około 200,więc wiecie oni mieli przewagę.Na szczęście mam jeszcze lód.Wyszłam na zewnątrz,gdzie wszystko było pokryte puchem,co ułatwiało mi zadanie. 10 minut później szliśmy już w strone mojego pałacu.Zaczęło się.Wszędzie tylko krew.Nagle jeden z przeciwników zaczął biec w moją stronę z mieczem,ale ja sprytnie zahaczyłam moim mieczem,a jego upadł na śnieg.On zacisnął mocno powieki.Już miałam uderzyć mieczem,lecz czułam coś dziwnego tak jakbym była rozdarta i nagle przypomniał mi się Jack.
-Proszę cię bądź dobra dla wszystkich. - te słowa brzmiały mi w głowie niczym echo.Co miałam zrobić?Patrzyłam na niego z mieczem wymierzonym w niego,ale zaraz on przecież walczy bo musi,inaczej umarłby.Podałam mu miecz.
- No już idź! - krzyknęłam,lecz on stał i powiedział,że będzie mi służyć.Gdyby oni się sprzeciwili mieliby spokój,przecież ich jest tu 200,a dowódca jeden.Wytworzyłam pod swoimi nogami wielką górę,która niosła mnie do góry.Teraz widziałam wszystkich.
- Halo! - krzyknęłam,lecz nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
- Aaaaaaaaaaaaaaa - krzyknęłam,a wszyscy odwrócili się w moją stronę. - Słuchajcie nie musicie walczyć,przyłączcie się do nas i razem obalimy króla czy tam dowódcę!A potem będzie jak dawniej,pamiętacie spokojne i bezpieczne miasteczko Arendell?! - spytałam.
- TAK - krzykneli chórem.Wszyscy się do nas przyłączyli i wykurzyliśmy króla.Dzisiaj miał odbyć się właśnie bal na cześć,że odzyskaliśmy Arendell czyli to co najważniejsze...państwo,ale co to za państwo,skoro najlepszy przyjaciel umarł,a tuż przed tym wyznał ci miłość?Poszłam do swojego pokoju,chyba nikt tu nie wchodził,bo wszystko było tak jak wcześniej.Rozpuściłam włosy,były brzydkie i tłuste.Nie mogłam zrobić jakiejś ładnej fryzury!Zaraz!!Anka.Poszłam do Anki.
- Cześć. - powiedziała nieśmiało.
- Witaj. - starałam się,aby mój ton był ciepły,ale nie umiałam tak. - Słuchaj nie wiem co zrobić tymi włosami i eee no pomożesz? - spytałam.
- Oczywiście! - zapiszczała.Umyła mi włosy,a potem związała w dwa warkocze,by lekko się pofalowały.Efekt końcowy był piękny.Pożyczyła mi również sukienkę.Góra sukienki była złota,a dół niebieski.Cały dół pokryłam szronem i byłam gotowa,lecz Anna powiedziała,że zrobi mi lekki makijaż.Moje ostre rysy twarzy znikły.
Nie byłam przyzwyczajona do sukienek,ale jakoś muszę wytrzymać.Goście zaczeli przychodzić,a muzyka grać.Popatrzyłam troche po czym wyszłam na dwór.
Oczami Jacka:
W wiosce czy państewku nikt mnie nie widział to było straszne,mimo tego postanowiłem iść na bal,skoro mam moc,to moge się nią pobawić.Gdy miałem wejść do zamku usłyszałem płacz dziewczyny,więc od razu poleciałem.W sumie było to na tyłach zamku.Podleciałem do dziewczyny,zaraz jasne włosy,lodowe sukienki?!
- Elsa! - krzyknąłem.Ona spojrzała na mnie nudnym zwrokiem,a po chwili jej oczy lśniły jak dwie iskierki,włosy opatulone słońcem rozłożyły się na niebie.
- Jack!! - zaczęła biec w moją stronę i skończyło się na wielkim przytulasie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















