poniedziałek, 29 grudnia 2014

Info!

Mam dla was info otóż dołączyłam się do pisana bloga: jelsa-kristanna.blogspot.com/  Jestem tak Kristoffem i to w sumie tyle,więc zapraszam na bloga,a  niedługo(chyba) next na TYM blogu.

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 3(Jak mogłam tak ją traktować)!?

Oczami Elsy:
Szłam zatapiając się w bieli.Wokoło pojawiały się wydarzenia mojego życia.Widziałam małe dzieci bawiące się w berka,potem wojne,śmierć rodziców i w końcu najlepszego przyjaciela,a potem jego koniec i jeszcze ta miłość,która już nigdy się nie spełni.Czemu on jest taki głupi!!!Gdyby mnie nie obronił to by żył.On na pewno lepiej by sobie poradził beze mnie niż ja bez niego.Zauważyłam,że byłam w swojej starej sukience i pantofelkach.Moje włosy były znów zdrowe i puszyste opadające na moje ramiona,a ja ?Znów mogłam czuć...Czuć miłość i przyjaźń.Moją twarz rozjaśnił uśmiech,lecz przypomniałam sobie.Jestem wojownikiem!!Jutro wojna,nie moge się rozklejać czy uśmiechać!!Nie mogłam wytrzymać.Chciało mi się płakać i śmiać jednocześnie.Jack nie żyje,mimo to tyle z nim dobrego spędziłam.Tu było wszystko inne,takie piękne,mimo to,że i tak wokoło panowała biel,to zdawała się być przeciwieństwem mojej szarej codzienności.Tu czułam się pewnie,nie bałam się rozpłakać,wiedziałam,że tutaj mogę zdjąć swoją "złą" maskę.Tutaj czułam się sobą.Wszystko było takie...inne.Niby czułam smutek i chciałam płakać,ale wiedziałam,że t miejsce jest wspaniałe.Poszłam dalej wtapiając się w biel.Nagle wszystko zaczęło znikać,cała ta biel i wogóle.Nie budź się,nie. - myślałam i zamknęłam oczy.O dziwo gdy je otworzyłam nie byłam w swoim pokoju.Stałam na pięknej brązowej ziemi,która w rzeczywistości zdawała mi się tak bezbarwna i pozbawiona koloru,zresztą tak samo jak piękne błękitne niebo,które zakrywają gdzie niegdzie białe chmury.Wokoło było kolorowo i tak zielono,wiedziałam,że jest wiosna i wtedy zawiał chłodny wiatr,który jakby chciał powiedzieć: Będzie dobrze,ja to wiem.Z nieba zaczął pruszyć śnieg,który z wiatrem tworzył śnieżycę.Świat zrobił się biały.Nagle ujrzałam coś,a raczej kogoś,który olewał grawitację i przeleciał tuż obok mnie przebijając się przez śnieg.Jakoś udało mi się uchwycić jego twarz.Ale zaraz te oczy,mimo,że niebieskie to nadal takie same i ten uśmiech,włosy i nosek,wszystko w innych kolorach,ale prawie takie same.Gapiłąm sie za kimś z nadzieją w oczach z sercem wyrywającym się z piersi.
- Jack. - szepnęłam.Ale on nie żyje,poza tym to tylko głupi sen.Tylko sen!Upadłam na kolana i zaczęłam płakać,nadal czułam tę śnieżycę,która zamrażała mi łzy.Nagle wszystko ucichło.Otworzyłam oczy i spojrzałam wniebo.śnieg delikatne pruszył.Podniosłam się nadal patrząc w góre(no wiecie podobnie jak roszpunka,wtedy w sufit co odkryła no wiecie...).Nagle coś we mnie uderzyło.Przewróciłam się i nagle ujrzałam Jacka,tego samego.
Miałam ochote podejść przytulić się,ale coś mi nie pozwalało i kazało patrzeć.Nagle jego włosy zaczęły jaśnieć,by zrobić się białe,oczy tak samo by zrobić się niebieskie.Cera zrobiła się blada,a na jego kiju widniał szron?Nagle spowrotem wróciłam w tamto miejsce.Wciąż pruszył delikatny śnieg,a ja leżałam na śniegu.Zaczęłam płakać.
- Elso. - powiedział ciepły,znajomy i piękny głos.Spojrzałam na niego.Miał piękne białe włosy,niebieskie,hipnotyzujące oczy,ale mimo to nadal widziałam w nim tego samego Jacka.I jeszcze ten chytry,a zarazem ciepły i słodki uśmieszek.

Po chwili przytuliłam go,a on odwzajemnił.Po chwili odsunęłam się,żeby się nacieszyć jego widokiem zanim zniknie.
- Elso już niedługo się spotkamy,lecz proszę cie o jedno. - powiedział ciepło i z uczuciem.
- Tak? - spytałam.
- Prosze bądź dobra dla wsystkich i dla Anny,dobrze? - pokiwałam głową.
- Na serio już niedługo sie spotkamy. - powiedział stanowczo,lecz wesoło i jakby z niecierpliwością.Nagle wszystko zaczęło znikać i ujrzałam swój dawny pokój.Podeszłam do komody i wyjęłam nasz stary album...

środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 2(JA ŻYJĘ)?

Oczami Jacka:
NAgle ten głupi facet strzelił do Elsy z pistoletu!Bez zawahania ochroniłem ją!Poczułem jak ładunek przedziera się przez moje ciało.Ból taki wielki,taki szczypiący i pieczący.Nagle lód,na który upadłem pękał.Ostatnie co widziałem to Elsę próbującą mnie złapać.Ostatkami sił powiedziałem: Kocham cię!Po czym wpadłem.Zimna woda przeszyła moje ciało na wylot.Nie mogłem się ruszać przez ten lodowaty uścisk,lecz lodowata woda złagodziła ból spotkania ze ładunkiem.Niestety płuca zaczęły domagać się powietrza,a ja nie mogłem już wytrzymać.Miałem 2 opcje.1 udusić się.2Utonąć.W końcu otworzyłem buzię i poczułem lejącą się wodę do gardła,by dotrzeć do płuc.Zacząłem się krztusić i po chwili widziałem już tylko ciemność,czułem strach,a ból przeszywał mnie na wylot.Pamiętam tylko trzy rzeczy: Elsa,poświęcenie i śmierć.Nie wiem ile tam leżałem,ale w końcu ujrzałem światło,takie jakieś jasne,bijące po oczach i takie ciepłe,przyjemne.Ciemność znikła,rozproszyła się,przestałem się bać,a ból stał się mi czymś nie znanym.Czułem jak unoszę się do góry,a kiedy byłem już bardzo blisko lody dzielącego mnie od świata po prostu pękł.Wyleciałem na świeże powietrze.Uszy mi się odetkały i zrobiłem spory wdech.Spowrotem wylądowałem na ziemi i zacząłem iść i rozglądać się.Poczułem jak mięśnie rozluźniają się.Nagle wdepnąłem na coś,a był to dziwnie zakrzywiony kij(czemu wszyscy zamiast kij mówią na to laska)?Wziąłem go,a na nim pojawił się szron.Odkryłem,że władam nad zimą,nagle wiatr uniósł mnie do góry i poleciałem do jakiejś wioski,lecz za nim tam dotarłem był już następny dzień i to południe!(no wiecie,jeszcze nie jest w lataniu perfekcjonistą).
Oczami Elsy:
Minął już rok od tragedii.Jutro miał nadejść dzień mojego triumfu.Mieliśmy odbić wreszcie Arendell.Jacy my?No wiecie ja z Anką,tak odbiłam ją z więzienia,zebraliśmy wojsko i ćwiczyliśmy przez rok.Było już ciemno,lecz ja jeszcze sprawdzałam czy wszystko na pewno się powiedzie.Nagle ktoś zapukał i wszedł.
- Mogłybyśmy pogadać? - spytała Anka.
- Czyżby coś sie stało?Wojsko zostało napadnięte lub wrogowie się tu zbliżają,czy to dotyczy wojny? -spytałam znudzona.Na prawde nie chce z nią gadać.
- Nie,ale.. - zaczęła.
- Więc nie mamy o czym...gadać. - przerwałam jej,czemu akurat ja musiałam mieć jakąś głupią siostrę?Ona nie nadaje się na tą misję,będzie tylko przeszkadzać,jest jak zbędny bagaż,czy piąte koło u wozu.
- Elso,nie możesz tak mnie...
- Nie nazywaj mnie tak. - warknęłam.
- Nie możesz mnie tak traktować i żyć ciągle tak jakby nic się nie stało! - krzyknęła.
- Mogę!Cały czas tak robię i żyję! - odsyknęłam. - Wyjdź. - zarządziłam,lecz ona nadal tam stała.Podeszłam do niej,a ona spojrzała na mnie ze strachem.Otorzyłam drzwi i ją wypchnęłam zamrażając zamek tak żeby nie weszła.
- Głupia smarkula. - pomyślałam i położyłam się spać.

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 1( Coś pękło)!

Oczami Elsy:
Ja mam 17 lat,ale jutro będę miała 18!Anka czyli siostra ma 15 lat,a Jack w ostatnim miesiącu skończył 18,szczęściarz. - myślałam przeglądając album rodzinny.
- Elsa zbliżają się. - powiedział Jack.No tak zapomniałam od jakiś 6 lat panuje tu wojna,Księstwo Nasturii zaatakowało z nie wiadomo jakiego powodu.Póki co uciekamy,by nas nie dopadli.Nigdy nie sięgamy po miecz,czy po moją moc jeśli jest to nie potrzebne.
- Oczywiście. - powiedziałam i szybko wyjełam worek,do którego spakowałam ubrania,które mi pozostały i takie inne.Wyszliśmy z naszego małego domku.Przywitałam się z Anną i zaczeliśmy podróż.
- To gdzie teraz? - spytałam.
- Gdzieś na północ,jest to teren jeszcze nie zajęty.Jest tam jeziorko nad którym możemy wybudować sobie dom. - odpowiedział czytając mapę.
- Elsa nie możemy się po prostu poddać?Moglibyśmy nauczyć się ich kultur i.... - zaczęła Anna.
- Nie Aniu,nie widziałaś,wszyscy mają dziwne czarne oczy,poza tym zabronili miłości,odwołali wszystkie święta.... - zaczęłam wymieniać.
- No dobra. - burknęła Anna.Szliśmy dalej,byłam już przyzwyczajona do długich wycieczek,walki czy też długiego biegania.Wkroczyliśmy w las.Dziwne,że Jack się jeszcze nie odezwał,zazwyczaj był gadułą.Nagle skręciliśmy w prawo.
- Jack wiesz gdzie idziemy nie? - spytałam rozśmieszona.
- teraz w prawo i no wiem. - odpowiedział.Nagle Jack wylądował pod moimi nogami,bo wpadł na drzewo.Wszyscy zaczeliśmy się śmiać,lecz Jack po chwili nie mógł,bo przysypała go wielka zaspa śniegu.Gdy się uspokoiliśmy zaczeliśmy iść dalej.
- Jak tam nasza królowa? - spytał żartobliwie Jack,lecz mnie to zabolało.
- Jack,ja.... - zaczęłam.
- A tak przepraszam cię,nie chciałem. - przerwał mi,ale po chwili atmosfera znów się rozluźniła i rozmawialiśmy o różnych sprawach.W końcu wieczorem byliśmy na miejscu i zaczeliśmy robić jako taki szałas.Wszyscy spokojnie zasneliśmy.
- Wstawać. - obudził mnie jakiś szorstki głos.Nagle ujrzałam wojsko.O nie!Wszyscy wstali i wyszliśmy na dwór.
- Poddajcie się,albo zgińcie. - powiedział surowo.Anna podeszła do nich mówiąc,że się poddaje.Dobra niech idzie,ale ja nie mam zamiru.
- Nigdy ! - krzyknęłam.On wyjął pistolet i strzelił.Zamknęłam oczy,lecz nic się nie działo,otworzyłam i zobaczyłam jak mój najlepszy przyjaciel upada z raną do jeziora.Chciałam go złapać,lecz lód pęknął i wpadł,a przed tym powiedział:
- Kocham cie! - byłam w szoku.To stało się tak szybko!!
- Nie!! - krzyknęłam.Przez chwile zrobiło mi się słabo.Moje nogi były jak z waty,nie mogłam już stać.Upadłam na kolana na ziemię.Tuż przed dziurą w lodzie.W moich oczach nazbierało się tyle wody,że musiała wypłynąć.Zaczęłam płakać,szlochać!
- Nie. - mówiłam.
Nie mogłam znieść myśli,ze on się poświęcił!
To nie może być prawda!!Nie może!!Czemu to tak mnie boli!?Tak bardzo chciałam go teraz przytulić i powiedzieć mu,że też go kocham,lecz nie zdążyłam!Nagle mnie ktoś wziął za ramiona i zakuł w kajdany,a gdy chciał mnie odciągnąć od tego miejsca strasznie się szarpałam,lecz on był silniejszy.Niestety pociągnął mnie mocniej i upadłam głową na lód tracąc przytomność.Obudziłam sie w ciemnym pomieszczeniu.Zauważyłam kraty w oknach,natychmiast wstałam i już chciałam podbiedz,lecz nagle coś mnie zatrzymało,coś co uwiesiło się na moich dłoniach.Spojrzałam na nie.Dłonie zakute były w ciężkie kajdany.
I coś wtedy we mnie pękło.Chciałam pomścić Jacka.Wtedy litość stała się dla mnie czymś odległym,a miłość czymś nie znanym.Obudziła się we mnie ta "zła" strona.Zaczęłam się wyrywać i w końcu się udało!Od razu zebrałam wojsko i zaczęliśmy trenować,a ja się przebrałam w coś bardziej odpowiedniego!



Przywitanie i Prolog!

Hejo jak widzicie jest to świeżo zrobiony blog.O czym będę pisać? - O Jelsie,więcej nie powiem!No to co zaczynamy prologuś!
Prolog:
Narrator:
Mała dziewczynka bawiła się na dworze z kasztanowłosym chłopcem.Rozumieli się doskonale.Uwielbiali się razem bawić,szczególnie na śnieżki!Każdy pewnie myśli,że bawili się w to tylko zimą,lecz to nie prawda.Teraz właśnie rzucali się białymi kulkami w środku lata!Otóż dziewczynka miała niezwykły dar,władanie lodem i śniegiem,lecz nie wiedziała,że po skończeniu 18 lat stanie się nieśmiertelna,w semie po to się urodziła,by stać się niezwykłą dziewczyną.Blondwłosa uwielbiała ubierać się w niebieskie sukienki i nosić troche przydużą koronę mamy,zaraz KORONA!?
Dobra zacznijmy od początku Elsa jest 4 letnią córką władców Arendell,ale nie jedyną.Ma ona małą siostrzyczkę,która ma roczek.Elsa od 2 latek spotykała się z Jackiem,z Jaksonem Overlandem,który pochodził z biednej rodziny,lecz zawsze był uśmiechniętym chłopczykiem.Mimo,że dzieci miały teraz 4 lata to podkochiwały się w sobie,lecz co może wiedzieć takie małe dziecko o miłości!?Niestety mała Elsa nie złączy się w przyszłości ze swoim ukochanym,bo jest zaręczona z Hansem przyszłym księciem Nasturii.Dobra na razie tyle informacji wam wystarczy,a teraz wróćmy do bawiących się czterolatków.
- Elsa zaraz cię złapię! - zawołał chłopiec biegnąc za nią.Jack,chociaż taki mały był bardzo szybki jak na dzieciaka,dlatego od razu złapał dziewczynką.
- Mam cię. - zawołał.
- Kochanie choć obiad gotowy! - krzyknęła brązowłosa kobieta wychodząc z zamku na ogród.
- Dobrze,a mamo Jack tez może przyjść? - spytała Elsa już stojąc przed mamą z Jackiem.
- Oczywiście. - odpowiedziała wesoło kobieta,która z twarzy była bardzo podobna do swojej córeczki.
- Dziękuje. - powiedziała szczęśliwie Elsa i razem z czekoladowookim chłopcem pobiegli jadalni.
Po obiedzie pobawili się troche,a potem Jack musiał iść.Elsa poszła do swojego pokoju i położyła się na łóżku ubrana już  w pidżamę.Łóżko było na przeciwko okna.Niebieskooka uwielbiała patrzyć w gwiazdy,lecz nagle coś czarnego przeleciało.Elsa się wystraszyła i schowała pod kołdre.PO chwili usłyszała płacz swojej siostry.