Mam dla was informacje,otóż założyłam nowego bloga!!I zdziwię was!!Nie jest on o Jelsie.Opowiada o Jaridzie(Jacku i Meridzie).Będą też inni bohaterowie tacy jak Roszpunka,Czkawka,Flynn....itd.Będą też herosi z Percy Jacksona wraz z nim!!Zapraszam:
http://przeciwienstwasieprzyciagaja.blogspot.com/
Jutro pojawi się na nim prolog.
czwartek, 26 lutego 2015
piątek, 20 lutego 2015
One - Schot Walentynkowy część druga pod tytułem: Żyj tak jakby każda sekunda twojego życia miała być ostatnią.
Elsa:
Widziałam przed sobą Jacka tego samego roześmianego brązowowłosego chłopaka.Nagle jego włosy stawały się jaśniejsze i stały się białe jak śnieg,oczy zawierały teraz wszystkie odcienie niebieskiego.Jego bluza była oszroniona,a spodnie brązowe przewiązane sznurkiem.Stopy miał bose i mimo to,że stał w śniegu nie było widać zaczerwienienia.Cera była strasznie blada,a w ręku trzymał zakrzywiony kij,który w miejscu gdzie trzymał rękę był bardzo oszroniony.Niby był inny,ale jednak w środku to ten sam Jack,którego kocham i ,za którego oddałabym życie.On do mnie podszedł.Odgarnął ręką kosmyk opadający na czoło i pocałował mnie.Jego usta,jego skóra tak samo zimna jak moja,a jednak od środka cała płonęłam.Nagle się obudziłam.Wstałam i rozejrzałam się po pokoju.Niegdyś był to pokój naszych wspólnych dni z Jackiem,a teraz ten pokój stał się dla mnie salą tortur.Wszystkie wspomnienia,rysunki przypominały mi co się stało.Miałam dość.Obiecałam sobie,że dożyję starości sama i umrę.Wiedziałam,że nikogo innego nie pokocham tak samo jak JEGO,wiedziałam,że już nigdy nie będę szczęśliwa,ale może gdzieś tam w górze spotkam go kiedyś.Nagle weszła mama.Usiadła obok mnie pod ścianą i przytuliła.
- Wczoraj zadzwoniłam po policję.Szukali go w jeziorze,ale nigdzie nie znaleziono jego ciała. - powiedziała cicho.Zdziwiłam się,bo to jezioro nie było takie duże.
- Kochanie muszę ci coś powiedzieć.Twoja dużo pra babcia rzuciła zaklęcie na siebie.Dzięki temu udało jej się przeżyć 100 lat w wieku 18 lat,a po stu latach zaczęła się starzeć i umarła.Ona miała syna,na którego zaklęcie się przeniosło tylko o 100 lat więcej.Dlatego przeżył 200 lat w wieku 18 lat,a potem się zestarzał i tak dalej i było tak cały czas.Ja żyłam przez 900 lat,a potem zaczęłam się starzeć i urodziłam ciebie.Niestety ty będziesz 1000 i będziesz nieśmiertelna.Starość,ani ludzie,ani ty sama nie mogą ciebie zabić.Jedynie magia to umie.Co 1000 lat dziecko z naszej rodziny staje się nieśmiertelne.Za rok skończysz 18 lat i przestaniesz się starzeć na zawsze,ale Anna będzie 1100,więc ona przez tyle lat przeżyje.Jeśli ty urodzisz z śmiertelnikiem,a twoje dziecko będzie np: 2000 też będzie nieśmiertelne,ale jeśli ożenisz się z nieśmiertelnym twoje dziecko również będzie nieśmiertelne. - powiedziała.Nie mogłam w to uwierzyć!!Jeszcze przed chwilą myślałam o tym,że muszę umrzeć,a teraz się okazuje,że tylko magia mnie może zabić i w dodatku jestem nieśmiertelna!Zaczęłam szlochać.Wyrwałam się z objęć mamy i wybiegłam z pokoju.Na dodatek jeszcze mam moc lodu!!Wybiegłam na dwór i zaczęłam biec nie wiem gdzie.Byłam w rurkach dzinsach,bluzie i trampkach.Przez chwilę nie wiedziałam gdzie biec,ale po paru sekundach wiedziałam.Wbiegłam do szpitala i skierowałam się do działu dziecięcego.Wbiegłam do znanego mi pokoju.Siedziała tam Emma.Cichutko szlochała.Podeszłam do niej.
- Emma ja... - zaczęłam.
- Nie przepraszaj nie wybaczę ci,nienawidzę cię.Obiecałaś,że będziesz dbać o mojego brata,ale dziękuje teraz wiem,że nie wolno ufać nikomu kto nie jest taki ja Jack. - powiedziała spokojnie.Zabolało mnie to.Usiadłam obok niej.
- Nie miałam zamiaru cię przepraszać,wiem,że jestem potworem.Wiem też,że nie zastąpię ci Jacka,ale spróbuję.Wiem,że to przeze mnie i chcę ci to wynagrodzić.Chcę zrobić to dla Jacka,dla siebie,ale przede wszystkim dla ciebie. - powiedziałam smutno.Ona odwróciła głowę w moją stronę.
- Dziękuje. - wyszeptała i się do mnie przytuliła.
- Wybaczam ci.Wiem,że Jack jest wśród nas i chce żebyśmy żyły w zgodzie.Jack wcale nie umarł i chociaż wcale go nie widzimy jest z nami,mieszka w naszych sercach. - powiedziała uśmiechając się.Ona jest mądrzejsza od wszystkich dorosłych ludzi razem wziętych.
- Jesteś bardzo dobrą i odważną dziewczynką. - powiedziałam.
Jack:
Woda wymazała mi pare wspomnień.Nie pamiętam nic.Nagle zacząłem się unosić i zobaczyłem księżyc,a w nim dziewczynę.Bardzo piękną.Nagle przypomniało mi się,że ją bardzo kochałem.widziałem jak ją niosłem na barkach a ona się śmiała,no ale cóż.
Rok później:
Cześć mam na imię Jack Frost i jestem strażnikiem,pół roku temu pokonałem Mroka razem z Kangurkiem,Northem,Zębuszką i Piaskiem.Niby zdobyłem wszystko,ale czuję jakbym coś pominął.Macie czasami takie uczucie kiedy chcecie coś zjeść,ale nie wiecie co?Mam podobnie czuję,że ktoś na mnie czeka,ale nie wiem kto.Może to ta dziewczyna,przez którą nie mogę spać w nocy?Ta która ukazała mi się w księżycu,tą którą niosłem na barkach,a ona się śmiała?Nie wiem.
- Jack w Burgerss jest śnieżyca,wiem,że jest w sumie zima,ale to trochę dziwne. - powiedział Mikołaj zastanawiając się nad czymś.
- Już lecę. - odpowiedziałem i zacząłem lecieć w stronę Burgerss.
Elsa:
Minął rok jest zima rocznica Jacka i moja.siedziałam na ławce patrząc na jezioro w nadziei,że zobaczę Jacka.Coś sprawiało,że chciałam tu przyjść.Tak jakbym zwyczajnie na kogoś czekała.Coś mnie tu ciągnęło,jakbym wiedziała,że zaraz przyjdzie Jack z kwiatami tak jak wtedy.
- Elso tu jesteś. - powiedział znajomy głos.Odwróciłam się i zobaczyłam Emmę zapłakaną.
- Elso ja nie dam rady.Tęsknie za nim. - mówiła z łzami w oczach.
Dziewczynka powstrzymywała łzy i ocierała co chwilę oczy rękawem.
- Damy radę. - powiedziałam sama w to nie wierząc.Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Mam dość,chcę umrzeć. - powiedziała dziewczynka.Ogarnął mnie strach.Wokół mnie zaczęła robić się śnieżyca.
- Elso chcę umrzeć! - wykrzyknęła dziewczynka płacząc coraz bardziej.Jej słowa echem odbijały mi się w głowie.Bałam się.Wiedziałam,że długo nie wytrzymam.To dla mnie za dużo.Wspierać dziewczynkę i nie płakać,ani się nie bać.Nagle z mojej dłoni poleciał promień lodu.Patrzyłam na nią przerażona.Emma lekko się zachwiała,ale nadal stała na nogach.Widziałam jej ból w oczach.Nagle zaczęła się zamrażać.
- Emma! - krzyknęłam i podbiegłam do niej,potykając się.Śnieżyca cichła.Dziewczynka była zimna jak lód,a po chwili był to już tylko lód.Nagle usłyszałam kogoś za sobą.
- Emma...Teraz pamiętam. - odwróciłam się.Ujrzałam Jacka...Wyglądał inaczej,ale mimo to,że jego oczy zmieniły kolor nadal były takie same jak przed tem,ale jak?To niemożliwe!!Jack podbiegł do Emmy.Dotknął jej policzków,które zaczęły się odmrażać.Nadal trzymał ją za policzki.On ją ratował!!Ale Jak!!!Tyle pytań bez odpowiedzi!!Po chwili dziewczynka poruszyła się.Patrzyła na uśmiechającego się brata.
- Zmieniłeś się. - powiedziała i przytuliła się do niego.
- Eeeee no wiesz to długa historia,ale nadal jestem tym samym przystojnym chłopakiem. - zaśmiał się.On...Żyje??!Nie mogłam uwierzyć.Nie mogłam nawet ustać.Upadłam na miękki śnieg.Jack przykucnął obok mnie.
- Elsa teraz już pamiętam dlaczego cię kochałem. - powiedział,ale nie zrozumiałam o co mu chodzi.Po prostu przytuliłam się,mocno ściskając jego bluzę i płacząc.Nie chciałam go puszczać.Bałam się,że to sen,że on zniknie.
On zaczął się unosić trzymając moją dłoń.W ten sposób podniósł mnie,ale jak on lata?!Po chwili znów opadł na ziemię patrząc w moje oczy.
- Myślałem,że cię nie odnajdę. - wyszeptał i pocałował.Jego usta,jego skóra były zimne tak jak w moim śnie.
PO chwili oderwaliśmy się od siebie przypominając sobie,że jest tu Emma.
- Jack jak ty latasz,czemu się zmieniłeś?Czemu masz ten kijek?Czemu nie masz butów?I jak ty w ogóle żyjesz?! - pytała Emma.
- To długa historia. - odpowiedział.
- Teraz kiedy tu jesteś nigdzie mi się nie spieszy. - zachęciłam go.
- No cóż księżyc mnie wskrzesił nic nie pamiętałem,nie wiedziałem kim byłem,kim jestem i kim mam być.Wtedy znalazłem tą laskę. - popatrzyłam na niego groźnie,jaką laskę?
- W sensie kij i odkryłem,że umiem latać i mam moc lodu tak jak Elsa.Przyjęto mnie do strażników marzeń: Northa,Zębuszki,Kangura i Piaska znaczy nie Kangura tylko Zająca.Na początku nie chciałem do nich dołączyć,ale potem pokonałem Mroka,czarnego pana,który sprawia,że dzieci mają koszmary.Zrozumiałem,że jestem strażnikiem marzeń,ale ciągle czegoś mi brakowało.Wtedy North kazał mi polecieć tu,bo rozpętała się śnieżyca,a tutaj śnieżyca sama nigdy się nie robi.I spotkałem Emmę i ciebie i wszystko sobie przypomniałem,że cię kocham,że mam super siostrzyczkę,która nie długo będzie nieśmiertelna,że... - mówił,ale zaraz nieśmiertelna siostrzyczka?Fajnie by było,skoro Jack jest nieśmiertelny,a ja jutro kończę 18 lat i też będę nieśmiertelna i jeszcze Emma.
- Ale jak? - przerwałam mu.
- Bo jeśli strażnik ma rodzeństwo,które też jest dobry i ble ble staje się nieśmiertelne gdy ma 18 lat w moim przypadku. - powiedział,lecz po chwili zamilkł.Jego oczy przygasły,a twarz już nie była uśmiechnięta.
- Nie kocham cię już. - zwrócił się do mnie.ale jak!!??Czemu?
- Jack,ja jutro kończę osiemnastkę będę nieśmiertelna jak ty. - powiedziałam,a on ucieszył się.
- No to cię kocham. - powiedział.
- Bałem się,że jeśli jesteś nieśmiertelna to umrzesz i mnie zostawisz. - odpowiedział.
- Oczywiście,że nie. - odpowiedziałam śmiejąc się.Emma nagle przytuliła się do Jacka,a on wziął ją na jedną rękę,a drugą złapał mnie za dłoń.Razem unieśliśmy się w przestworza.
- AAaa. - krzyczałam.Miałam ogromny lęk wysokości i trzymałam się bluzy Jacka.
- Spokojnie nie upuszczę cię. - powiedział.Jego głos mnie uspokoił.Popatrzyłam na okolicę.Było przepięknie.
- Ładnie co nie? - spytał patrząc się tam gdzie ja.
- Tak, bardzo. - odpowiedziałam.Zaśmiał sie i z powrotem wylądowaliśmy na ziemi.Nagle usłyszeliśmy jakiś hałas.
- Tu jesteś Jack,tak długo cię nie było,że myślałem,że coś ci jest. - mówił pan ubrany w czerwony strój.
- A kto to? - spytał uśmiechając się do mnie.
- To jest Elsa moja dziewczyna,a to jest Emma moja siostra. - odpowiedział dumnie.
- Czyli mamy następną dziewczynę w naszym gronie.Witaj Emmo niedługo będziesz z nami. - powiedział wesoło,ale patrząc na mnie zasmucił się.
- Jack dobrze wiesz,że nie możesz być z śmiertelniczką. - powiedział.
- Elsa jutro kończy 18 i staję się nieśmiertelna,to przez to zaklęcie,o którym mi opowiadałeś.Ona jest 1000. - powiedział wesoło.
- No to witamy w rodzinie! - powiedział wesoło i podszedł do nas przytulając mnie,Jacka i Emmę na raz.Z sań wysiadła kobieta cała w piórach,Zając wielkości człowieka i mały piaskowy ludek.Wszyscy zaczeli się przedstawiać,ściskać nas i tak dalej.
Pare lat później:
Czekaliśmy zniecierpliwieni z Jackiem patrząc na Emmę,która kończyła dzisiaj 18 lat i miała stać się nieśmiertelna.Muszę przyznać,że wyrosła na piękną dziewczynę.Oczywiście to,że stanie się nieśmiertelna to nie wszystko,ma również dostać dar od księżyca.Emmę już dawno choroba opuściła i teraz przed nami stała dzielna,silna i mądra dziewczyna.
Nagle jej oczy zaczęły robić się pomarańczowe,tak samo włosy.Ubrania stały się inne,a buty zniknęły.Nagle stanęła w płomieniach,przez chwile z Jackiem się przestraszyliśmy,ale nagle z płomieni wyszła przepiękna pani ognia.
- Jak wyglądam? - spytała.
- Przepięknie! - odpowiedziałam z Jackiem równocześnie.
Wkrótce Emma poznała syna Mroka,ale on był inny.Był miły i miał coś takiego w sobie,że robiło się przyjemnie.Emma i on zostali parą.Jackowi trudno to było zaakceptować,ale udawał,że mu to nie przeszkadza.Był wytrwały,aż w końcu zaakceptował Jasona syna Mroka i zaczął się z nim kolegować,a my będziemy żyli długo i szczęśliwie.
- Elsa nie bądź taka pewna czy szczęśliwie,a jeśli Mrok powróci?
- To go pokonamy.
- eee...No okey.A jeśli nas zabije?!
- Jack...
- No dobra będziemy żyli długo i bardzo szczęśliwie i na zawsze będę cię kochał.
- Oto się nie martwię.Też cię kocham.
No,więc będziemy żyli długo i szczęśliwie.
- Bardzo szczęśliwie.
- Tak z pewnością bardzo szczęśliwie.
_______________________________________________________________________________
No jak wam się podoba?Mam nadzieję,że się podoba.Piszcie jakie chcielibyście jeszcze piosenki na blogu.Nie bójcie się napisać co się wam podoba,a mi nie,to wy czytacie i słuchacie muzyki,a nie ja,więc jak macie pomysł na piosenkę,na szablon,czy na cokolwiek innego to piszcie śmiało.No cóż One - Shot się skończył,ale myślę,że na tym blogu nie będzie to ostatni.No dobra,a teraz biorę się za pisanie rozdziału z 1 opowiadania.
Widziałam przed sobą Jacka tego samego roześmianego brązowowłosego chłopaka.Nagle jego włosy stawały się jaśniejsze i stały się białe jak śnieg,oczy zawierały teraz wszystkie odcienie niebieskiego.Jego bluza była oszroniona,a spodnie brązowe przewiązane sznurkiem.Stopy miał bose i mimo to,że stał w śniegu nie było widać zaczerwienienia.Cera była strasznie blada,a w ręku trzymał zakrzywiony kij,który w miejscu gdzie trzymał rękę był bardzo oszroniony.Niby był inny,ale jednak w środku to ten sam Jack,którego kocham i ,za którego oddałabym życie.On do mnie podszedł.Odgarnął ręką kosmyk opadający na czoło i pocałował mnie.Jego usta,jego skóra tak samo zimna jak moja,a jednak od środka cała płonęłam.Nagle się obudziłam.Wstałam i rozejrzałam się po pokoju.Niegdyś był to pokój naszych wspólnych dni z Jackiem,a teraz ten pokój stał się dla mnie salą tortur.Wszystkie wspomnienia,rysunki przypominały mi co się stało.Miałam dość.Obiecałam sobie,że dożyję starości sama i umrę.Wiedziałam,że nikogo innego nie pokocham tak samo jak JEGO,wiedziałam,że już nigdy nie będę szczęśliwa,ale może gdzieś tam w górze spotkam go kiedyś.Nagle weszła mama.Usiadła obok mnie pod ścianą i przytuliła.
- Wczoraj zadzwoniłam po policję.Szukali go w jeziorze,ale nigdzie nie znaleziono jego ciała. - powiedziała cicho.Zdziwiłam się,bo to jezioro nie było takie duże.
- Kochanie muszę ci coś powiedzieć.Twoja dużo pra babcia rzuciła zaklęcie na siebie.Dzięki temu udało jej się przeżyć 100 lat w wieku 18 lat,a po stu latach zaczęła się starzeć i umarła.Ona miała syna,na którego zaklęcie się przeniosło tylko o 100 lat więcej.Dlatego przeżył 200 lat w wieku 18 lat,a potem się zestarzał i tak dalej i było tak cały czas.Ja żyłam przez 900 lat,a potem zaczęłam się starzeć i urodziłam ciebie.Niestety ty będziesz 1000 i będziesz nieśmiertelna.Starość,ani ludzie,ani ty sama nie mogą ciebie zabić.Jedynie magia to umie.Co 1000 lat dziecko z naszej rodziny staje się nieśmiertelne.Za rok skończysz 18 lat i przestaniesz się starzeć na zawsze,ale Anna będzie 1100,więc ona przez tyle lat przeżyje.Jeśli ty urodzisz z śmiertelnikiem,a twoje dziecko będzie np: 2000 też będzie nieśmiertelne,ale jeśli ożenisz się z nieśmiertelnym twoje dziecko również będzie nieśmiertelne. - powiedziała.Nie mogłam w to uwierzyć!!Jeszcze przed chwilą myślałam o tym,że muszę umrzeć,a teraz się okazuje,że tylko magia mnie może zabić i w dodatku jestem nieśmiertelna!Zaczęłam szlochać.Wyrwałam się z objęć mamy i wybiegłam z pokoju.Na dodatek jeszcze mam moc lodu!!Wybiegłam na dwór i zaczęłam biec nie wiem gdzie.Byłam w rurkach dzinsach,bluzie i trampkach.Przez chwilę nie wiedziałam gdzie biec,ale po paru sekundach wiedziałam.Wbiegłam do szpitala i skierowałam się do działu dziecięcego.Wbiegłam do znanego mi pokoju.Siedziała tam Emma.Cichutko szlochała.Podeszłam do niej.
- Emma ja... - zaczęłam.
- Nie przepraszaj nie wybaczę ci,nienawidzę cię.Obiecałaś,że będziesz dbać o mojego brata,ale dziękuje teraz wiem,że nie wolno ufać nikomu kto nie jest taki ja Jack. - powiedziała spokojnie.Zabolało mnie to.Usiadłam obok niej.
- Nie miałam zamiaru cię przepraszać,wiem,że jestem potworem.Wiem też,że nie zastąpię ci Jacka,ale spróbuję.Wiem,że to przeze mnie i chcę ci to wynagrodzić.Chcę zrobić to dla Jacka,dla siebie,ale przede wszystkim dla ciebie. - powiedziałam smutno.Ona odwróciła głowę w moją stronę.
- Dziękuje. - wyszeptała i się do mnie przytuliła.
- Wybaczam ci.Wiem,że Jack jest wśród nas i chce żebyśmy żyły w zgodzie.Jack wcale nie umarł i chociaż wcale go nie widzimy jest z nami,mieszka w naszych sercach. - powiedziała uśmiechając się.Ona jest mądrzejsza od wszystkich dorosłych ludzi razem wziętych.
- Jesteś bardzo dobrą i odważną dziewczynką. - powiedziałam.
Jack:
Woda wymazała mi pare wspomnień.Nie pamiętam nic.Nagle zacząłem się unosić i zobaczyłem księżyc,a w nim dziewczynę.Bardzo piękną.Nagle przypomniało mi się,że ją bardzo kochałem.widziałem jak ją niosłem na barkach a ona się śmiała,no ale cóż.
Rok później:
Cześć mam na imię Jack Frost i jestem strażnikiem,pół roku temu pokonałem Mroka razem z Kangurkiem,Northem,Zębuszką i Piaskiem.Niby zdobyłem wszystko,ale czuję jakbym coś pominął.Macie czasami takie uczucie kiedy chcecie coś zjeść,ale nie wiecie co?Mam podobnie czuję,że ktoś na mnie czeka,ale nie wiem kto.Może to ta dziewczyna,przez którą nie mogę spać w nocy?Ta która ukazała mi się w księżycu,tą którą niosłem na barkach,a ona się śmiała?Nie wiem.
- Jack w Burgerss jest śnieżyca,wiem,że jest w sumie zima,ale to trochę dziwne. - powiedział Mikołaj zastanawiając się nad czymś.
- Już lecę. - odpowiedziałem i zacząłem lecieć w stronę Burgerss.
Elsa:
Minął rok jest zima rocznica Jacka i moja.siedziałam na ławce patrząc na jezioro w nadziei,że zobaczę Jacka.Coś sprawiało,że chciałam tu przyjść.Tak jakbym zwyczajnie na kogoś czekała.Coś mnie tu ciągnęło,jakbym wiedziała,że zaraz przyjdzie Jack z kwiatami tak jak wtedy.
- Elso tu jesteś. - powiedział znajomy głos.Odwróciłam się i zobaczyłam Emmę zapłakaną.
- Elso ja nie dam rady.Tęsknie za nim. - mówiła z łzami w oczach.
Dziewczynka powstrzymywała łzy i ocierała co chwilę oczy rękawem.
- Damy radę. - powiedziałam sama w to nie wierząc.Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Mam dość,chcę umrzeć. - powiedziała dziewczynka.Ogarnął mnie strach.Wokół mnie zaczęła robić się śnieżyca.
- Elso chcę umrzeć! - wykrzyknęła dziewczynka płacząc coraz bardziej.Jej słowa echem odbijały mi się w głowie.Bałam się.Wiedziałam,że długo nie wytrzymam.To dla mnie za dużo.Wspierać dziewczynkę i nie płakać,ani się nie bać.Nagle z mojej dłoni poleciał promień lodu.Patrzyłam na nią przerażona.Emma lekko się zachwiała,ale nadal stała na nogach.Widziałam jej ból w oczach.Nagle zaczęła się zamrażać.
- Emma! - krzyknęłam i podbiegłam do niej,potykając się.Śnieżyca cichła.Dziewczynka była zimna jak lód,a po chwili był to już tylko lód.Nagle usłyszałam kogoś za sobą.
- Emma...Teraz pamiętam. - odwróciłam się.Ujrzałam Jacka...Wyglądał inaczej,ale mimo to,że jego oczy zmieniły kolor nadal były takie same jak przed tem,ale jak?To niemożliwe!!Jack podbiegł do Emmy.Dotknął jej policzków,które zaczęły się odmrażać.Nadal trzymał ją za policzki.On ją ratował!!Ale Jak!!!Tyle pytań bez odpowiedzi!!Po chwili dziewczynka poruszyła się.Patrzyła na uśmiechającego się brata.
- Zmieniłeś się. - powiedziała i przytuliła się do niego.
- Eeeee no wiesz to długa historia,ale nadal jestem tym samym przystojnym chłopakiem. - zaśmiał się.On...Żyje??!Nie mogłam uwierzyć.Nie mogłam nawet ustać.Upadłam na miękki śnieg.Jack przykucnął obok mnie.
- Elsa teraz już pamiętam dlaczego cię kochałem. - powiedział,ale nie zrozumiałam o co mu chodzi.Po prostu przytuliłam się,mocno ściskając jego bluzę i płacząc.Nie chciałam go puszczać.Bałam się,że to sen,że on zniknie.
On zaczął się unosić trzymając moją dłoń.W ten sposób podniósł mnie,ale jak on lata?!Po chwili znów opadł na ziemię patrząc w moje oczy.
- Myślałem,że cię nie odnajdę. - wyszeptał i pocałował.Jego usta,jego skóra były zimne tak jak w moim śnie.
PO chwili oderwaliśmy się od siebie przypominając sobie,że jest tu Emma.
- Jack jak ty latasz,czemu się zmieniłeś?Czemu masz ten kijek?Czemu nie masz butów?I jak ty w ogóle żyjesz?! - pytała Emma.
- To długa historia. - odpowiedział.
- Teraz kiedy tu jesteś nigdzie mi się nie spieszy. - zachęciłam go.
- No cóż księżyc mnie wskrzesił nic nie pamiętałem,nie wiedziałem kim byłem,kim jestem i kim mam być.Wtedy znalazłem tą laskę. - popatrzyłam na niego groźnie,jaką laskę?
- W sensie kij i odkryłem,że umiem latać i mam moc lodu tak jak Elsa.Przyjęto mnie do strażników marzeń: Northa,Zębuszki,Kangura i Piaska znaczy nie Kangura tylko Zająca.Na początku nie chciałem do nich dołączyć,ale potem pokonałem Mroka,czarnego pana,który sprawia,że dzieci mają koszmary.Zrozumiałem,że jestem strażnikiem marzeń,ale ciągle czegoś mi brakowało.Wtedy North kazał mi polecieć tu,bo rozpętała się śnieżyca,a tutaj śnieżyca sama nigdy się nie robi.I spotkałem Emmę i ciebie i wszystko sobie przypomniałem,że cię kocham,że mam super siostrzyczkę,która nie długo będzie nieśmiertelna,że... - mówił,ale zaraz nieśmiertelna siostrzyczka?Fajnie by było,skoro Jack jest nieśmiertelny,a ja jutro kończę 18 lat i też będę nieśmiertelna i jeszcze Emma.
- Ale jak? - przerwałam mu.
- Bo jeśli strażnik ma rodzeństwo,które też jest dobry i ble ble staje się nieśmiertelne gdy ma 18 lat w moim przypadku. - powiedział,lecz po chwili zamilkł.Jego oczy przygasły,a twarz już nie była uśmiechnięta.
- Nie kocham cię już. - zwrócił się do mnie.ale jak!!??Czemu?
- Jack,ja jutro kończę osiemnastkę będę nieśmiertelna jak ty. - powiedziałam,a on ucieszył się.
- No to cię kocham. - powiedział.
- Bałem się,że jeśli jesteś nieśmiertelna to umrzesz i mnie zostawisz. - odpowiedział.
- Oczywiście,że nie. - odpowiedziałam śmiejąc się.Emma nagle przytuliła się do Jacka,a on wziął ją na jedną rękę,a drugą złapał mnie za dłoń.Razem unieśliśmy się w przestworza.
- AAaa. - krzyczałam.Miałam ogromny lęk wysokości i trzymałam się bluzy Jacka.
- Spokojnie nie upuszczę cię. - powiedział.Jego głos mnie uspokoił.Popatrzyłam na okolicę.Było przepięknie.
- Ładnie co nie? - spytał patrząc się tam gdzie ja.
- Tak, bardzo. - odpowiedziałam.Zaśmiał sie i z powrotem wylądowaliśmy na ziemi.Nagle usłyszeliśmy jakiś hałas.
- Tu jesteś Jack,tak długo cię nie było,że myślałem,że coś ci jest. - mówił pan ubrany w czerwony strój.
- A kto to? - spytał uśmiechając się do mnie.
- To jest Elsa moja dziewczyna,a to jest Emma moja siostra. - odpowiedział dumnie.
- Czyli mamy następną dziewczynę w naszym gronie.Witaj Emmo niedługo będziesz z nami. - powiedział wesoło,ale patrząc na mnie zasmucił się.
- Jack dobrze wiesz,że nie możesz być z śmiertelniczką. - powiedział.
- Elsa jutro kończy 18 i staję się nieśmiertelna,to przez to zaklęcie,o którym mi opowiadałeś.Ona jest 1000. - powiedział wesoło.
- No to witamy w rodzinie! - powiedział wesoło i podszedł do nas przytulając mnie,Jacka i Emmę na raz.Z sań wysiadła kobieta cała w piórach,Zając wielkości człowieka i mały piaskowy ludek.Wszyscy zaczeli się przedstawiać,ściskać nas i tak dalej.
Pare lat później:
Czekaliśmy zniecierpliwieni z Jackiem patrząc na Emmę,która kończyła dzisiaj 18 lat i miała stać się nieśmiertelna.Muszę przyznać,że wyrosła na piękną dziewczynę.Oczywiście to,że stanie się nieśmiertelna to nie wszystko,ma również dostać dar od księżyca.Emmę już dawno choroba opuściła i teraz przed nami stała dzielna,silna i mądra dziewczyna.
Nagle jej oczy zaczęły robić się pomarańczowe,tak samo włosy.Ubrania stały się inne,a buty zniknęły.Nagle stanęła w płomieniach,przez chwile z Jackiem się przestraszyliśmy,ale nagle z płomieni wyszła przepiękna pani ognia.
- Jak wyglądam? - spytała.
- Przepięknie! - odpowiedziałam z Jackiem równocześnie.
![]() |
| Jakby co to ona nie ma skrzydeł. |
- Elsa nie bądź taka pewna czy szczęśliwie,a jeśli Mrok powróci?
- To go pokonamy.
- eee...No okey.A jeśli nas zabije?!
- Jack...
- No dobra będziemy żyli długo i bardzo szczęśliwie i na zawsze będę cię kochał.
- Oto się nie martwię.Też cię kocham.
No,więc będziemy żyli długo i szczęśliwie.
- Bardzo szczęśliwie.
- Tak z pewnością bardzo szczęśliwie.
_______________________________________________________________________________
No jak wam się podoba?Mam nadzieję,że się podoba.Piszcie jakie chcielibyście jeszcze piosenki na blogu.Nie bójcie się napisać co się wam podoba,a mi nie,to wy czytacie i słuchacie muzyki,a nie ja,więc jak macie pomysł na piosenkę,na szablon,czy na cokolwiek innego to piszcie śmiało.No cóż One - Shot się skończył,ale myślę,że na tym blogu nie będzie to ostatni.No dobra,a teraz biorę się za pisanie rozdziału z 1 opowiadania.
środa, 18 lutego 2015
Rozdział 3 Przemiana.
Elsa:
Jack!!Natychmiast podbiegłam do niego.
- Jack! - krzyknął Mikołaj i zaczął trząść Jacka za ramiona,ale ten jakby nie czuł.
- Coś ty mu zrobił!? - zapytał z przerażeniem.
- To co chciałem. - odparł beztrosko,po czym zniknął.Popatrzyłam na Jacka.Jego włosy robiły się na końcówkach brązowe,po czym wspinały się po pasmach.Jego karnacja ona pociemniała,na buzi pojawiły się wypieki i zaczął drżeć z zimna.
- Co mu jest? - spytałam z przerażeniem.
- Nie jestem pewny. - odpowiedział i spojrzał na mnie jakbym to ja miała mu odpowiedzieć co Jackowi jest.North wziął go na ręce i przeniósł do komnaty gościnnej.dotknęłam jego czoła.Było gorące i rozpalone.Zauważyłam,że szron na bluzie znikł,a jego kij nie wyglądał już tak magicznie.Siedziałam przy nim.Była 2 w nocy.Nagle się poruszył i otworzył oczy.
- Jack. - powiedziałam.Jego oczy one były brązowe,ale jednak ich dziecięcy blask się nie zmienił.
- Elsa? - spytał.Pokiwałam głową.Był taki inny,a jednak to ten sam Frost w środku.Po kilku dniach już był na nogach.To,że stracił swoją moc,wcale nie czyniło go bezbronnym.Otóż nasz Jack doskonale walczył mieczem i tarczą.Z łuku szło mu trochę gorzej,ale ujdzie.Poza tym Jack był bardzo zwinny jak na człowieka i szybki.Często wspinał się na nasze największe drzewo,zawieszał się nogami na jednej gałęzi i wisiał tak głową w dół.Mówił,że to mu pomaga w myśleniu.
Jack:
Czułem się inaczej po przemianie tak nie magicznie...Brakowało mi mojej mocy,ale nie mogłem z tego powodu rozpaczać.Co najdziwniejsze przypominałem sobie moje życie człowieka.Znałem coraz więcej szczegółów.Ćwiczyłem właśnie szermierkę,no wiecie walczenie mieczem,ale postanowiłem,że dam se już spokój.Byłem spocony i zmęczony.Poszedłem pod prysznic,gdy wyszedłem przejrzałem się w lustrze i ujrzałem coś bardzo dziwnego.Moje oczy z koloru czekolady znów były niebieskie!!Ale były jaśniejsze.Nagle zaczęła mnie boleć głowa.Ledwo stałem.Złapałem rękoma zlew i patrzyłem w dół oddychając ciężko.Ból po chwili przeszedł.Spojrzałem w lustro.Kilkakrotnie zamrugałem i zobaczyłem znów czekoladowe oczy.Ale zaraz o czymś ważnym bardzo,o czymś ze swojego życia.Zakuło mnie to,czułem,że było to dla mnie ważne,a teraz nie mogłem sobie przypomnieć.Poszedłem więc do Mikołaja i zdałem sobie sprawę,że zapomniałem o Jamiem,który podobno był pierwszym wierzącym we mnie,ale ja nie pamiętałem tego.
- Jack, Mrok zdobył twoją moc,na szczęście nie może jej przejąć,ale może ją wykorzystać i cię zniszczyć.Myślę,że o to mu chodzi,bo najłatwiejszym sposobem by niszczyć strażnika jest wykorzystanie jego mocy przeciwko niemu.Musimy cię więc chronić,lecz jeśli np: zabije kogoś innego twoja moc powróci,ale nie wiem, czy ten kogo zabije też powróci czy umrze. - wytłumaczył.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sory,że krótki,ale myślę,że wytłumacza wam trochę.Nie bójcie się,bo jeszcze nie zakończam One - Schota i myślę,że w weekend pojawi sie część druga!
poniedziałek, 16 lutego 2015
One - Schot Walentynkowy część pierwsza pod tytułem: Żyj tak jakby każda sekunda twojego życia miała być ostatnią.
Dziewczyna z niezwykłą mocą,swoją siostrą i rodzicami przeprowadzała się.Opuszczała swój dom,w którym tak dużo spędziła.Bała się.Nowa szkoła,przyjaciele,których i tak tu nie miała,ale przyzwyczaiła się,a tam?Wszystko nowe.Myślała wkładając swoją walizkę.Była bardzo cicha,lecz gdy jej ktoś przeszkodził umiała wydrzeć się na cały głos.Jednym słowem miała swoje humorki,które zazwyczaj widoczne były w zimnych barwach.
- Elso wsiadaj. - powiedział tata zachęcająco budząc dziewczynę do życia.Ona otrząsnęła się.
- No już k*rwa idę! - krzyknęła.
- Nie wyrażaj się tak przy młodszej siostrze. - powiedział tata surowo.Elsa weszła do samochodu trzaskając drzwiami.Włożyła słuchawki do uszu.Myślała,że ma święty spokój.
- Elsi wiesz,że będziemy mieli nowych przyjaciół nowy domek! - pisnęła z radości jedenastoletnia dziewczynka.
- Po pierwsze rudzielcu nie nazywaj mnie tak,po drugie nie obchodzi mnie to! - powiedziała i założyła z powrotem słuchawki.Ruda dziewczyna pokazała język,ale Elsę to nie obchodziło.Kiedyś była wesoła,pełna chęci do pomocy i żywsza,lecz jej moc ją zniszczyła,zmieniła.Elsa ma piękne niebieskie oczy,w której niegdyś błyszczała radość,a teraz jej oczy przygasły.Miała włosy bardzo jasnego blondu,można powiedzieć,że koloru platynowego.Była ubrana w dżinsy,bluzę i trampki.Wreszcie dojechali.Po 11 godzinach wysiedli.Elsę strasznie bolały nogi,ale nic nie powiedziała i wzięła swoją walizkę.Weszła do domu nie zwracając uwagi na nic i poszła do pierwszego lepszego pokoju.Ściany były białe,sufit również,a podłoga wyłożona panelami.Stało tam łóżko,biurko,szafa i komoda.
- Trzeba będzie zrobić mały remont. - mruknęła.Wiedziała,że sobie nie poradzi,ale dla niej było tu za biało.Rozpakowała swoje rzeczy i poszła spać.
- Spóźnisz się do szkoły! - krzyczała mama stojąc nad łóżkiem niebieskookiej.
- No dobra do ch*lery!!Nie jestem kurde głucha! - krzyknęła.Wstała i wygoniła zmartwioną mamę z pokoju.Marta jej mama martwiła się o nią.Poza tym zobaczyła,że jej córka w ogóle nie rośnie.Elsa wzięła szybki prysznic.Ubrała się tak jak poprzedniego dnia.Zarzuciła na jedno ramię plecak.
- Podwieźć cię? - spytała mama jasnowłosej.
- Nie,dzięki. - burknęła.Wyszła na dwór .Prostą drogą doszła do pokaźnego budynku.Stała chwile przed szkołą.Wzięła głęboki wdech i poszła.Na korytarzu przechadzało się dużo osób.postanowiła się zapytać gdzie szatnia.
- Sory gdzie... - zaczęła,ale on miał ją gdzieś i poszedł dalej.
- Co dziewcinka się źgubila? - spytał koleś z starszej klasy.Jego paczka z nim wybuchli śmiechem.
- Nie... - miała rzucić w niego potokiem przekleństw,ale ktoś jej przerwał.
- Spadaj Darwin! - powiedział surowo chłopak o kasztanowych włosach.
- No już!! - dodał,a oni sobie poszli.Chłopak odwrócił się do dziewczyny.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się.Dziewczynie szybciej serce zabiło,ale olała to.
- Gdzie szatnia? - spytała cicho.
- Prosto korytarzem i pierwsze drzwi z lewej strony. - odpowiedział trochę zaskoczony,że nie podziękowała mu.
- Dzięki. - burknęła i zaczęła iść w stronę szatni.
- Głupek. - szepnęła.
- Kto? - spytał ktoś.Tuż obok niej stał ten idiota.
- Nikt! - syknęła.
- Dobra,dobra.Jesteś nowa?Znam tu wszystkich,ale ciebie nigdy wcześniej tu nie widziałem. - powiedział.Ona wzięła oddech i w myślach policzyła do dziesięciu,by nie walnąć go w twarz.
- Elsa. - podała rękę chłopakowi.On uścisnął ją.
- Jack Overland.Ile masz lat? - spytał.
- 16,a ty? - spytała Elsa z uprzejmości,ale zaraz!?Uprzejmość?! - zastanowiła się.Nie chciała powiedzieć mu czegoś nie miłego,ale czemu?
- 17. - odpowiedział.Szli tak w milczeniu,aż nagle do Jacka podbiegła jakaś wymalowana laska.
- Cześć kotku. - powiedziała krzykliwym głosem.A Elsa już myślała,że on jest inny,ale nie!!Wolą te głupie wymalowane lale!Nie wiadomo czemu zabolało to dziewczynę.Przyśpieszyła kroku.
- Znów ty!?Weź się odczep!! - krzyknął Jack.A więc jeszcze nadzieja!Może jednak on jest inny. - pomyślała.Wpadł jej do głowy niezły pomysł.Nie wiadomo czemu chciała pomóc chłopakowi z tą babą.
- Oj no weź misiu. - powiedziała.Elsa wzięła Jacka za rękę i stanęła pomiędzy nim a nią.
- To co pokażesz mi tą szatnię? - spytała Elsa puszczając oczko porozumiewawczo.
- Oczywiście. - powiedział.Wziął ją za rękę i poprowadził do szatni.
- Dzięki. - powiedział.
- Nie ma za co. - odpowiedziała i po raz pierwszy od dwóch lat uśmiechnęła się szczerze.
- Jestem ci dłużny,mogę ci w czymś pomóc? - spytał.Elsa zastanowiła się chwilę.
- Mógłbyś pomóc mi przy remoncie w pokoju.To co może dzisiaj po szkole? - spytała.
- Okey. - odpowiedział.Nagle zadzwonił dzwonek na lekcję.Jack kiwnął do Elsy w celu pożegnania i poszedł na lekcję,która dłużyła mu się strasznie.Elsie też.Po szkole Jack znów natrafił na tą lalę.
- Słuchaj co to za nowa? - spytała zgryźliwie.
- A co cię to obchodzi? - odgryzł się.Dziewczyna trzymała go za podkoszulek zbliżając się.On jak najdalej się oddalił.W tej chwili Elsa wyszła ze szkoły.Jack poruszał do niej ustami,a z tego wynikało,że mówił: Ratuj.Elsa patrząc czy nikt nie widzi strzeliła lodem pod jej nogi.Wymalowana dziewczyna natychmiast się przewaliła tylko,że Jack razem z nią.Nieźle walnął głową.Był nieprzytomny!!Elsa podbiegła do niego klekając.
- Jack nic ci nie jest?Dzwoń po karetkę. - wymalowana dziewczyna pobiegła do szkoły chyba do dyrektora.Elsa delikatnie poklepywała Jack po policzkach mówiąc by wstał.On jednak tylko coś mruczał.Po chwili przestał mruczeć i kiwać głową.Przestraszona niebieskooka przyłożyła ucho do klatki piersiowej chłopaka i usłyszała powolne bicie serca.Nagle wszyscy wybiegli ze szkoły robiąc spore widowisko.Po chwili przyjechała karetka.Powiedzieli,że prawdopodobnie ma wstrząśnienie mózgu,ale powiedzieli,że małe i nie bardzo groźne.Zawieźli go do szpitala.Biegłam sprintem do domu.Wbiegłam do domu z hukiem.
- Mamo zawieź mnie do szpitala!! - krzyknęła z przerażeniem w oczach.
- Dziecko co się stało?Nic ci nie jest. - powiedziała nerwowo.
- Mi nic nie jest,ale mój przyjaciel on...
- Masz przyjaciela?!Jak wygląda,jakie ma imię?Gdzie...?
- Mamo! - skarciła mamę.
- On miał wypadek!Ma małe wstrząśnienie mózgu,podobno nic groźnego,ale muszę jechać. - powiedziała dziewczyna z płaczem.
- Kochanie,jutro pojedziemy,zwolnię cię z szkoły.Poza tym dzisiaj nas nie wpuszczą,jest za wcześnie. - powiedziała mama,a ja poszłam na górę.Weszłam w internet myśląc co mu przynieść do szpitala.Zdecydowała,że pójdzie sobie do sklepu.Chodziła po sklepie szukając czegoś fajnego dla swojego przyjaciela.Ale co on lubi?Nie wiedziała znała go jeden dzień!A jeśli ma na coś uczulenie i mu się pogorszy?Dziewczyna wpadła na super pomysł.Całkiem nieźle wychodziło jej malowanie!Mogłaby mu zrobić portret!Tylko nie miała zdjęcia!Kupiła kredki,flamastry,karton i farby.W domu rozłożyła wszystko na biurku i próbując przypomnieć sobie każdy jego szczegół zaczęła szkicować.Szkic końcowo wyglądał tak:
Pomalowała go jeszcze i zanim się obejrzała była 20 00.Położyła się spać.Rano wstała wypoczęta.Ubrała białe spodnie,czarny podkoszulek i białą bluzę z napisem: I hate love!Włosy związała w wysoki kucyk.Zeszła na dół i spostrzegła,że jest 8 00.Zjadła śniadanie.
- Cześć Elso.- powiedziała mama.
- Kiedy pojedziemy do Jacka? - spytała.Mama zrobiła dziwną minę.
- Co? - spytała.
- No do Jacka to ten przyjaciel. - powiedziała zmęczona Elsa.
- Ah,pojedziemy za dwie godziny. - odparła.
- To co opowiesz mi coś o nim? - spytała.
- No ma na imię Jak Overland...
- Ahh!Poznałam wczoraj jego mamę Sally Overland.Z tego co mi opowiadała,że przeżyli przeprowadzkę.Jego siostra Emma jest niepełnosprawna,a u nich nie było takich szpitali,więc musieli się przeprowadzić. - powiedziała.Elsa była zaskoczona.
- Na niepełnosprawną siostrę? - zastanowiła się.Nie wyobrażała sobie Jacka w roli opiekunki,więc stwierdziła,że mama musi się nią zajmować.
- Pewnie mama się nią zajmuje. - powiedziała na głos.
- No nie do końca jego mama nie jest zdolna patrzyć na jego siostrę,po prostu nie kocha swojej córki i opowiadała mi o Jacku,że zaniedbuje lekcje specjalnie dla nich.Jego mama nie umie gotować,nie pracuje,więc to Jack musi o wszystko dbać.Mówiła,że jest bardzo dobry.Podobno już tylko on jest w stanie utrzymać mamę i jego siostrę przy życiu.zarabia przez malowanie grafiti. To dobrze,że się z nim zaprzyjaźniłaś,na pewno mu pomożesz. - powiedziała.Każde słowo odbijało się echem w jej głowie.Wyglądał na beztroskiego chłopaka,a tak na prawdę musi o wszystko dbać.
- A tata,a w ogóle dlaczego nie kocha swojej córki? - spytałam.
- Gdy Emma się urodziła miała niedobór krwi.Trzeba czekać było na transfuzję.Jack miał wtedy 10 lat,podobno płakał i bał się,że jego siostra zginie.W końcu ktoś się zgłosił.okazało się,że był to ojciec Jacka.Niestety lekarze popełnili błąd.Emmie dostarczono krew,ale on nie przeżył. - jasnowłosa nie mogła uwierzyć,że jako dziesięcioletni chłopiec musiał poświęcić swoje dzieciństwo.
Elsa:
- Dobra chodź jedziemy. - powiedziała mama weselej.Mama zostawiła mnie przed szpitalem i powiedziała,że przyjedzie za godzinę.Weszłam do szpitala.Spytałam się gdzie jest Jack i poszłam w wskazaną mi drogę.Zanim otworzyłam drzwi usłyszałam dziecięcy głos.
- Jack,a jeśli umrę? - spytał dziecięcy głos.Znieruchomiałam
- Emmo nie przejmuj się tym,na pewno nie umrzesz.Nie jesteś jeszcze stara siostrzyczko. - usłyszałam Jacka.
- A obiecujesz,że zawsze będziesz mnie kochał? - spytało dziecko.
- Obiecuję z rękę na sercu,że do końca świata będę cię kochał i chronił choćby własnym ciałem. - powiedział.Chciało mi się płakać.
- To mogę umierać. - powiedziała smutno dziewczynka.
- Ani mi się waż,bez ciebie nie dał bym rady.Jak myślisz kiedy w szkole się boję przed sprawdzianem to o czym myślę? - zadał ciekawe pytanie.
- Nie wiem. - odpowiedziała mała dziewczynka.
- O mojej małej siostrze,która czeka na mnie w domu.Wtedy przestaję się bać. - wyznał chłopak.Moje serce krwawiło.On był taki...taki czuły.
- Na prawdę?Kocham cię Jack. - wyznała dziewczynka.
- Oj ja ciebie też Emmo nawet nie wiesz jak bardzo. - powiedział smutno.Zapukałam.
- Może,eee Możesz wejść. - powiedział.Weszłam i powiedziałam cześć.On przyglądał mi się mrużąc oczy.
- Emma podasz oksy? - spytał.Dziewczynka uderzająco podobna do swojego brata powoli zeszła z łóżka.
- Tylko uważaj. - ostrzegł.Po chwili przyniosła mu pudełko.On je otworzył i wyjął duże okulary.Założył je i się uśmiechnął.
- Cześć! - zawołał i pokazał ręką bym usiadła.Był ubrany normalnie.Bluza,dżinsy.Słodko wyglądał w okularach.
- Poczekaj założę szkła kontaktowe.Okropnie wyglądam w tych oksach. - powiedział i zaczął zdejmować duże okulary w czarnych oprawkach.Złapałam jego rękę.
- Nie jest tak źle.Wyglądasz fajnie. - zapewniłam.
- To jest twoja dziewczyna Jack?Zostawisz mnie dla niej?! - pytała.Ja nie miała bym cierpliwości do takiego dziecka,ale on się zaśmiał i wziął ją na kolana.
- Słuchaj to nie jest moja dziewczyna Emmo tylko przyjaciółka,a nawet jakbym miał dziewczynę to nigdy,ale to przenigdy bym cię nie zostawił. - powiedział przytulając ją.Ciepło mi się robiło.Jack był taki opiekuńczy i cierpliwy tak tych cech mi brakowało.
- Elsa to jest Emma moja siostra,Emmo to Elsa moja przyjaciółka. - powiedział.Dziewczynka uścisnęła mnie i wyszeptała mi:
- Proszę dbaj o mojego Jacka. - powiedziała.Serce całkowicie mi się potłukło.Emma tak bardzo kochała Jacka.
- Obiecuję. - odszepnęłam.Ona się odsunęła z uśmiechem.
- Ej co to za tajemnice? - powiedział żartem udając,że się obraził.
- Nie obrażaj się na mnie. - powiedziała Emma smutno.Jack ją nagle złapał i zaczął gilgotać Emmę.
- ładnie to tak brata oszukiwać? - zaśmiał się.Odstawił dziewczynkę,która nagle upadła na podłogę.Szybko ją podniosłam,a Jack podbiegł do swojego plecaka i wyjął z niego pigułkę.Nalał wodę,a proszek szybko się rozpuścił.
- Posadź ją. - powiedział poważnie.Podał jej napój.Po chwili dziewczynka obudziła się.
- Mówiłam,że umrę. - powiedziała cicho.Jack wziął ją na ręce.
- Jeśli ty umrzesz,ja razem z tobą. - powiedział z strachem.Na prawdę bał się o swoją siostrę.Trzymał ją na rękach,aż usnęła.Odłożył ją delikatnie.
- Ale łep mnie boli. - powiedział.
- Jack nie powinieneś jej nosić.Może ci się coś stać. - on tylko machnął ręką.Łaził w kółko.
- Co cię trapi? - spytałam.
- Emma nie miała ataków od 4 lat.Choroba się nasila,nie mogę jej zabrać do domu jest za słaba.Wiesz co wezwę lekarza.Poczekaj tu. - powiedział.Bałam się o nią.Nie chciałam by umierała.Przecież Jack tak bardzo ją kocha.Później lekarze wzieli Emmę na prześwietlenie.
- Przecież ona mogła umrzeć!Ja sobie nie poradzę!Mam dość,matka nie pracuje,a pieniędzy coraz mniej,przecież ledwie mi na chleb starcza.Jeśli bym umarł Emma by miała więcej dla siebie,ale ona sobie nie poradzi sama,a jeśli...
- Jack. - przerwałam mu.Nie miałam zamiaru słuchać tego.
- Ja nie mogę,co ja mam zrobić?Przecież na prześwietlenie już nie starcza nam kasy,a co dopiero na przetrzymanie jej tu?!Ja chyba zaraz..
- Jack! - krzyknęłam.
- No co no?! - krzyknął.Po raz pierwszy widziałam jak był wkurzony.Wyglądał groźnie.Pewnie dlatego ci starsi chłopcy się go przestraszyli.Ja tez się przestraszyła.Nagle jego spojrzenie zmieniło się.Było pełne smutku i bólu.Usiadł na ławce i schował głowę w ręce.Słyszałam jak szlocha.On płacze?Ale pewnie ja na jego miejscu już dawno bym się załamała.
- Jack wszystko będzie dobrze. - zapewniałam.On się odwrócił w moją stronę i mnie przytulił.Płakał w moją bluzę.Czułam się jak burak.Po chwili zaczęłam go głaskać po włosach.
Usłyszałam otwierane drzwi.Brązowowłosy podniósł głowę.Oczy miał zaczerwienione.
- Panie Jacksonie Overlandzie z pańską siostrą wszystko dobrze.Będzie musiała zostać w szpitalu.Będzie dużo kosztować,ale zrobimy fundacje.Na pewno się uda. - powiedział ponuro.
Brązowooki nie odpowiedział.
- Można się z nią zobaczyć? - spytałam.Doktor odrzekł,że nie.
- Sory za tą chwilę słabości ja - tłumaczył się.
- Nie szkodzi. - przerwałam mu.On się uśmiechnął.
- Kiedy wracasz do szkoły? - spytałam.
- Gdy Emma będzie mogła wrócić do domu.
- Ale przecież...
- Emma ważniejsza od szkoły. - przerwał i powiedział z naciskiem.
- To dla ciebie. - wyjęłam z torby portret.On się uśmiechnął.
- Dziękuje pięknie rysujesz. - przyznał.
- Dzięki podobno ty też. - powiedziała z uśmiechem.On się zarumienił.
Jack:
Nie mogę stracić swojej siostry!!Zacząłem wariować,ale Elsa mnie uspokoiła. Bałem się tak dokładnie ja się bałem!!!
- Elso tu jesteś,szukałam cię wszędzie! - zawołała pani podobna do Elsy.Kobieta miała brązowe włosy i niebieskie oczy.Ubrana była w fioletową sukienkę o kolan,a na nią zarzuciła kurtkę.
- Nic mi nie jest mamo. - powiedziała Elsa.
- Dzień Dobry. - przywitałem się.
- Dzień Dobry Jackson Overland tak? - spytała uśmiechnięta.
- Tak Proszę pani. - odpowiedziałem i po długich pożegnaniach Elsa pojechała do domu.Poszedłem do swojej sali,w której miałem leżeć przez co najmniej dwie doby,wiecie dla "pewności".
Zasnąłem szybko.Nagle ujrzałem coś.Zobaczyłem jezioro.Było mi tak bardzo znajome,a jednak odległe.Po chwili zacząłem do niego wpadać.Krzyknąłem wybudzając się ze snu.Zimne strużki potu płynęły po czole.Słyszałem krew szumiącą w żyłach.Byłem nie zwykle wyziębiony.Czułem jak bym zamarzał.Zawołałem pielęgniarkę.Miałem gorączkę.Pani podała mi leki i poszedłem dalej spać.Obudziłem się około godziny 9 00.Zjadłem śniadanie i wpatrywałem się w mój portret.
Potem posłuchałem muzyki i tak minęło popołudnie.Nagle ktoś zapukał.
- Proszę! - krzyknąłem.Ktoś wszedł była to Elsa.
- Cześć. - przywitała się,ja również.
- Słuchaj masz uczulenie na czekoladę? - spytała niespodziewanie.
- Eee nie. - odpowiedziałem troszkę zdziwiony pytaniem.
- To dobrze. - powiedziała i zaczęła grzebać coś w torbie,z której wyjęła czekoladę.
- Dziękuje. - odpowiedziałem.Otworzyłem opakowanie i poczęstowałem Elsę.Razem się śmieliśmy cali umazani w czekoladzie.Nagle mi się o czymś przypomniało.
- Jak ty to zrobiłaś? - spytałem,a dziewczyna patrzyła pytającym wzrokiem na mnie.
- Jak strzeliłaś lodem? - spytałem.Jej twarz spochmurniała.
- Mam taką moc od urodzenia,ale proszę nikomu nie mów. - zdradziła.
- Obiecuję. - powiedziałem.Emma codziennie czuła się coraz lepiej,dlatego postanowiłem wyrwać się na jeden dzień ze szpitala.Ja mogłem wyjść ze szpitala tydzień temu,ale ze względu na Emmę zostałem.Codziennie odwiedzała nas Elsa.W końcu umówiliśmy się dzisiaj.Przyjedzie po mnie o 15 00 i pojadę do niej.
- cześć! - zawołała Elsa stojąc w drzwiach.
- To chodź idziemy. - zawołała ciągnąc mnie za rękę.Wepchnęła mnie do samochodu,a sama usiadła obok.PO chwili byliśmy na miejscu.Wszedłem do Elsy pokoju.Rzeczywiście nie miała najfajniej.Dała mi pędzel do ręki i po chwili malowaliśmy ściany na czarno.Gdy skończyliśmy zaproponowałem Elsie,że na ścianach będziemy malować nasze chwilę.Elsa dała mi zwykłe farby i zacząłem malować.Wokoło nas zrobiłem niebieską aurę.
- Piękne. - wyszeptała Elsa.Niestety na noc musiałem jechać do szpitala.Następnego dnia nad swoim łóżkiem zobaczyłem Elsę.
- Czemu nie w szkole? - spytałem podnosząc sie.
- Dzisiaj sobota. - powiedziała uśmiechnięta.Szybko się ubrałem.Powiedziała,że zabiera mnie do lasu w niesamowite miejsce.Poszedłem więc z nią.Gdy byliśmy na miejscu ujrzałem ławkę,a wokoło kolorowy,jesienny las.ławeczka była z widokiem na duże jezioro.
Było przepięknie.To miejsce stało się naszym miejscem spotkań przyjaciół,lecz w zimie to się zmieniło.Przyszedłem w to miejsce,a po chwili dołączyla Elsa.Gdy tylko ją zobaczyłem moje serce zaczęło szybciej bić.Usiadła obok mnie na ławce.W pewnej chwili objąłem ją ramieniem,a ona wtuliła się we mnie.Zaczeliśmy patrzeć w swoje oczy i się przybliżać i wtedy nasze usta złączyły się.Cały płonąłem.To było niesamowite.Teraz to miejsce stało się dla nas okolicą do naszych już miłosnych a nie przyjacielskich spotkań.Na ścianie w pokoju Elsy pojawiało się coraz więcej wspomnień.Od tamtej zimy minął rok.Obudziłem się z myślą,że dzisiaj nasza rocznica.Kupiłem kwiaty i poszedłem w ulubione miejsce.Zastałem tam Elsę stojącą na tym zamarzniętym jeziorze.lód pod nią pękał!!Rzuciłem kwiaty na ziemię i zacząłem biec do jeziora.Zdjąłem szybko buty by nie skruszyć bardziej lodu.Zdjąłem również kurtkę.Musiałem być bardzo lekki.Weszłem na lód.Moje stopy szczypały od mrozu.Zimny wiatr przedzierał się przez cienki materiał bluzy.Cały drżałem z zimna,ale jeszcze bardziej z strachu o Elsę.
- Jack nie,bo wpadniemy oboje. - powiedziała Elsa z strachem tak wielkim,aż serce z bólu cięło się na kawałki.
- Nie wpadniemy!Oboje będziemy się z tego jeszcze śmiać zobaczysz. - zapewniłem.Nagle spadła gałąź o dziwnym kształcie na lód.Wpadłem na niezły pomysł.Podszedłem do kija i go wziąłem.Objąłem nim Elsę w tali i odciągnąłem w bezpieczne miejsce.Elsa popatrzyła z promiennym uśmiechem.Zacząłem wstawać z lodu i wtedy poczułem lodowatą wodę.Moje ciało było sparaliżowane.Nie mogłem ruszyć choćby palcem.W płuca zimna woda lała się tonami.Słyszałem stłumiony krzyk.Poddałem się opadając na dno,a potem ciemność.
Elsa:
Jak codziennie poszłam nad jezioro i wtedy zobaczyłam tą wymalowaną lalę.
- Cześć Elsa. - powiedziała wkurzona.
- Czego chcesz? - spytałam.Ona wyciągnęła portret Jacka,zgiotła go i wyrzuciła na środek jeziora.Bez namysłu pobiegłam.Rozwinęłam pogięty rysunek i schowałam do kieszeni.Miałam wracać,ale lód zaczął pękać.Chciałam użyć mocy i go zamrozić,ale nie mogłam.I wtedy przyszedł Jack.Zdjął kurtkę i buty.Cały drżał,nagle przerzucił mnie na bezpieczną stronę.Uśmiechnęłam się do niego promiennie.On się podniósł i lód pękł.Jack zniknął w objęciach wody.
- Niee!! - krzyczałam.
Podbiegłam do załamanego lodu.Chciałam tam z nim być.Miałam wskoczyć,ale lód on zamarzł!Płakałam,krzyczałam,waliłam pięściami w lód.Nic z tego.
- Jack... - wyszeptałam.Miałam ochotę zostać tutaj na tym lodzie,byle tylko być blisko...Blisko niego.
Miałam dość.Pobiegłam do domu.Z płaczem wszystko mamie opowiedziałam i zamknęłam się w pokoju.Wzięłam farby i zaczęłam malować na wolnej ścianie wielki obraz:
Po kilku godzinach zasnęłam na podłodze.
________________________________________________________________________________
Macie pierwszą część One - Schota!!Niedługo pojawi się druga część.
- Elso wsiadaj. - powiedział tata zachęcająco budząc dziewczynę do życia.Ona otrząsnęła się.
- No już k*rwa idę! - krzyknęła.
- Nie wyrażaj się tak przy młodszej siostrze. - powiedział tata surowo.Elsa weszła do samochodu trzaskając drzwiami.Włożyła słuchawki do uszu.Myślała,że ma święty spokój.
- Elsi wiesz,że będziemy mieli nowych przyjaciół nowy domek! - pisnęła z radości jedenastoletnia dziewczynka.
- Po pierwsze rudzielcu nie nazywaj mnie tak,po drugie nie obchodzi mnie to! - powiedziała i założyła z powrotem słuchawki.Ruda dziewczyna pokazała język,ale Elsę to nie obchodziło.Kiedyś była wesoła,pełna chęci do pomocy i żywsza,lecz jej moc ją zniszczyła,zmieniła.Elsa ma piękne niebieskie oczy,w której niegdyś błyszczała radość,a teraz jej oczy przygasły.Miała włosy bardzo jasnego blondu,można powiedzieć,że koloru platynowego.Była ubrana w dżinsy,bluzę i trampki.Wreszcie dojechali.Po 11 godzinach wysiedli.Elsę strasznie bolały nogi,ale nic nie powiedziała i wzięła swoją walizkę.Weszła do domu nie zwracając uwagi na nic i poszła do pierwszego lepszego pokoju.Ściany były białe,sufit również,a podłoga wyłożona panelami.Stało tam łóżko,biurko,szafa i komoda.
- Trzeba będzie zrobić mały remont. - mruknęła.Wiedziała,że sobie nie poradzi,ale dla niej było tu za biało.Rozpakowała swoje rzeczy i poszła spać.
- Spóźnisz się do szkoły! - krzyczała mama stojąc nad łóżkiem niebieskookiej.
- No dobra do ch*lery!!Nie jestem kurde głucha! - krzyknęła.Wstała i wygoniła zmartwioną mamę z pokoju.Marta jej mama martwiła się o nią.Poza tym zobaczyła,że jej córka w ogóle nie rośnie.Elsa wzięła szybki prysznic.Ubrała się tak jak poprzedniego dnia.Zarzuciła na jedno ramię plecak.
- Podwieźć cię? - spytała mama jasnowłosej.
- Nie,dzięki. - burknęła.Wyszła na dwór .Prostą drogą doszła do pokaźnego budynku.Stała chwile przed szkołą.Wzięła głęboki wdech i poszła.Na korytarzu przechadzało się dużo osób.postanowiła się zapytać gdzie szatnia.
- Sory gdzie... - zaczęła,ale on miał ją gdzieś i poszedł dalej.
- Co dziewcinka się źgubila? - spytał koleś z starszej klasy.Jego paczka z nim wybuchli śmiechem.
- Nie... - miała rzucić w niego potokiem przekleństw,ale ktoś jej przerwał.
- Spadaj Darwin! - powiedział surowo chłopak o kasztanowych włosach.
- No już!! - dodał,a oni sobie poszli.Chłopak odwrócił się do dziewczyny.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się.Dziewczynie szybciej serce zabiło,ale olała to.
- Gdzie szatnia? - spytała cicho.
- Prosto korytarzem i pierwsze drzwi z lewej strony. - odpowiedział trochę zaskoczony,że nie podziękowała mu.
- Dzięki. - burknęła i zaczęła iść w stronę szatni.
- Głupek. - szepnęła.
- Kto? - spytał ktoś.Tuż obok niej stał ten idiota.
- Nikt! - syknęła.
- Dobra,dobra.Jesteś nowa?Znam tu wszystkich,ale ciebie nigdy wcześniej tu nie widziałem. - powiedział.Ona wzięła oddech i w myślach policzyła do dziesięciu,by nie walnąć go w twarz.
- Elsa. - podała rękę chłopakowi.On uścisnął ją.
- Jack Overland.Ile masz lat? - spytał.
- 16,a ty? - spytała Elsa z uprzejmości,ale zaraz!?Uprzejmość?! - zastanowiła się.Nie chciała powiedzieć mu czegoś nie miłego,ale czemu?
- 17. - odpowiedział.Szli tak w milczeniu,aż nagle do Jacka podbiegła jakaś wymalowana laska.
- Znów ty!?Weź się odczep!! - krzyknął Jack.A więc jeszcze nadzieja!Może jednak on jest inny. - pomyślała.Wpadł jej do głowy niezły pomysł.Nie wiadomo czemu chciała pomóc chłopakowi z tą babą.
- Oj no weź misiu. - powiedziała.Elsa wzięła Jacka za rękę i stanęła pomiędzy nim a nią.
- To co pokażesz mi tą szatnię? - spytała Elsa puszczając oczko porozumiewawczo.
- Oczywiście. - powiedział.Wziął ją za rękę i poprowadził do szatni.
- Dzięki. - powiedział.
- Nie ma za co. - odpowiedziała i po raz pierwszy od dwóch lat uśmiechnęła się szczerze.
- Jestem ci dłużny,mogę ci w czymś pomóc? - spytał.Elsa zastanowiła się chwilę.
- Mógłbyś pomóc mi przy remoncie w pokoju.To co może dzisiaj po szkole? - spytała.
- Okey. - odpowiedział.Nagle zadzwonił dzwonek na lekcję.Jack kiwnął do Elsy w celu pożegnania i poszedł na lekcję,która dłużyła mu się strasznie.Elsie też.Po szkole Jack znów natrafił na tą lalę.
- Słuchaj co to za nowa? - spytała zgryźliwie.
- A co cię to obchodzi? - odgryzł się.Dziewczyna trzymała go za podkoszulek zbliżając się.On jak najdalej się oddalił.W tej chwili Elsa wyszła ze szkoły.Jack poruszał do niej ustami,a z tego wynikało,że mówił: Ratuj.Elsa patrząc czy nikt nie widzi strzeliła lodem pod jej nogi.Wymalowana dziewczyna natychmiast się przewaliła tylko,że Jack razem z nią.Nieźle walnął głową.Był nieprzytomny!!Elsa podbiegła do niego klekając.
- Jack nic ci nie jest?Dzwoń po karetkę. - wymalowana dziewczyna pobiegła do szkoły chyba do dyrektora.Elsa delikatnie poklepywała Jack po policzkach mówiąc by wstał.On jednak tylko coś mruczał.Po chwili przestał mruczeć i kiwać głową.Przestraszona niebieskooka przyłożyła ucho do klatki piersiowej chłopaka i usłyszała powolne bicie serca.Nagle wszyscy wybiegli ze szkoły robiąc spore widowisko.Po chwili przyjechała karetka.Powiedzieli,że prawdopodobnie ma wstrząśnienie mózgu,ale powiedzieli,że małe i nie bardzo groźne.Zawieźli go do szpitala.Biegłam sprintem do domu.Wbiegłam do domu z hukiem.
- Mamo zawieź mnie do szpitala!! - krzyknęła z przerażeniem w oczach.
- Dziecko co się stało?Nic ci nie jest. - powiedziała nerwowo.
- Mi nic nie jest,ale mój przyjaciel on...
- Masz przyjaciela?!Jak wygląda,jakie ma imię?Gdzie...?
- Mamo! - skarciła mamę.
- On miał wypadek!Ma małe wstrząśnienie mózgu,podobno nic groźnego,ale muszę jechać. - powiedziała dziewczyna z płaczem.
- Kochanie,jutro pojedziemy,zwolnię cię z szkoły.Poza tym dzisiaj nas nie wpuszczą,jest za wcześnie. - powiedziała mama,a ja poszłam na górę.Weszłam w internet myśląc co mu przynieść do szpitala.Zdecydowała,że pójdzie sobie do sklepu.Chodziła po sklepie szukając czegoś fajnego dla swojego przyjaciela.Ale co on lubi?Nie wiedziała znała go jeden dzień!A jeśli ma na coś uczulenie i mu się pogorszy?Dziewczyna wpadła na super pomysł.Całkiem nieźle wychodziło jej malowanie!Mogłaby mu zrobić portret!Tylko nie miała zdjęcia!Kupiła kredki,flamastry,karton i farby.W domu rozłożyła wszystko na biurku i próbując przypomnieć sobie każdy jego szczegół zaczęła szkicować.Szkic końcowo wyglądał tak:
Pomalowała go jeszcze i zanim się obejrzała była 20 00.Położyła się spać.Rano wstała wypoczęta.Ubrała białe spodnie,czarny podkoszulek i białą bluzę z napisem: I hate love!Włosy związała w wysoki kucyk.Zeszła na dół i spostrzegła,że jest 8 00.Zjadła śniadanie.
- Cześć Elso.- powiedziała mama.
- Kiedy pojedziemy do Jacka? - spytała.Mama zrobiła dziwną minę.
- Co? - spytała.
- No do Jacka to ten przyjaciel. - powiedziała zmęczona Elsa.
- Ah,pojedziemy za dwie godziny. - odparła.
- To co opowiesz mi coś o nim? - spytała.
- No ma na imię Jak Overland...
- Ahh!Poznałam wczoraj jego mamę Sally Overland.Z tego co mi opowiadała,że przeżyli przeprowadzkę.Jego siostra Emma jest niepełnosprawna,a u nich nie było takich szpitali,więc musieli się przeprowadzić. - powiedziała.Elsa była zaskoczona.
- Na niepełnosprawną siostrę? - zastanowiła się.Nie wyobrażała sobie Jacka w roli opiekunki,więc stwierdziła,że mama musi się nią zajmować.
- Pewnie mama się nią zajmuje. - powiedziała na głos.
- No nie do końca jego mama nie jest zdolna patrzyć na jego siostrę,po prostu nie kocha swojej córki i opowiadała mi o Jacku,że zaniedbuje lekcje specjalnie dla nich.Jego mama nie umie gotować,nie pracuje,więc to Jack musi o wszystko dbać.Mówiła,że jest bardzo dobry.Podobno już tylko on jest w stanie utrzymać mamę i jego siostrę przy życiu.zarabia przez malowanie grafiti. To dobrze,że się z nim zaprzyjaźniłaś,na pewno mu pomożesz. - powiedziała.Każde słowo odbijało się echem w jej głowie.Wyglądał na beztroskiego chłopaka,a tak na prawdę musi o wszystko dbać.
- A tata,a w ogóle dlaczego nie kocha swojej córki? - spytałam.
- Gdy Emma się urodziła miała niedobór krwi.Trzeba czekać było na transfuzję.Jack miał wtedy 10 lat,podobno płakał i bał się,że jego siostra zginie.W końcu ktoś się zgłosił.okazało się,że był to ojciec Jacka.Niestety lekarze popełnili błąd.Emmie dostarczono krew,ale on nie przeżył. - jasnowłosa nie mogła uwierzyć,że jako dziesięcioletni chłopiec musiał poświęcić swoje dzieciństwo.
Elsa:
- Dobra chodź jedziemy. - powiedziała mama weselej.Mama zostawiła mnie przed szpitalem i powiedziała,że przyjedzie za godzinę.Weszłam do szpitala.Spytałam się gdzie jest Jack i poszłam w wskazaną mi drogę.Zanim otworzyłam drzwi usłyszałam dziecięcy głos.
- Jack,a jeśli umrę? - spytał dziecięcy głos.Znieruchomiałam
- Emmo nie przejmuj się tym,na pewno nie umrzesz.Nie jesteś jeszcze stara siostrzyczko. - usłyszałam Jacka.
- A obiecujesz,że zawsze będziesz mnie kochał? - spytało dziecko.
- Obiecuję z rękę na sercu,że do końca świata będę cię kochał i chronił choćby własnym ciałem. - powiedział.Chciało mi się płakać.
- To mogę umierać. - powiedziała smutno dziewczynka.
- Ani mi się waż,bez ciebie nie dał bym rady.Jak myślisz kiedy w szkole się boję przed sprawdzianem to o czym myślę? - zadał ciekawe pytanie.
- Nie wiem. - odpowiedziała mała dziewczynka.
- O mojej małej siostrze,która czeka na mnie w domu.Wtedy przestaję się bać. - wyznał chłopak.Moje serce krwawiło.On był taki...taki czuły.
- Na prawdę?Kocham cię Jack. - wyznała dziewczynka.
- Oj ja ciebie też Emmo nawet nie wiesz jak bardzo. - powiedział smutno.Zapukałam.
- Może,eee Możesz wejść. - powiedział.Weszłam i powiedziałam cześć.On przyglądał mi się mrużąc oczy.
- Emma podasz oksy? - spytał.Dziewczynka uderzająco podobna do swojego brata powoli zeszła z łóżka.
- Tylko uważaj. - ostrzegł.Po chwili przyniosła mu pudełko.On je otworzył i wyjął duże okulary.Założył je i się uśmiechnął.
- Cześć! - zawołał i pokazał ręką bym usiadła.Był ubrany normalnie.Bluza,dżinsy.Słodko wyglądał w okularach.
- Poczekaj założę szkła kontaktowe.Okropnie wyglądam w tych oksach. - powiedział i zaczął zdejmować duże okulary w czarnych oprawkach.Złapałam jego rękę.
- Nie jest tak źle.Wyglądasz fajnie. - zapewniłam.
- To jest twoja dziewczyna Jack?Zostawisz mnie dla niej?! - pytała.Ja nie miała bym cierpliwości do takiego dziecka,ale on się zaśmiał i wziął ją na kolana.
- Słuchaj to nie jest moja dziewczyna Emmo tylko przyjaciółka,a nawet jakbym miał dziewczynę to nigdy,ale to przenigdy bym cię nie zostawił. - powiedział przytulając ją.Ciepło mi się robiło.Jack był taki opiekuńczy i cierpliwy tak tych cech mi brakowało.
- Elsa to jest Emma moja siostra,Emmo to Elsa moja przyjaciółka. - powiedział.Dziewczynka uścisnęła mnie i wyszeptała mi:
- Proszę dbaj o mojego Jacka. - powiedziała.Serce całkowicie mi się potłukło.Emma tak bardzo kochała Jacka.
- Obiecuję. - odszepnęłam.Ona się odsunęła z uśmiechem.
- Ej co to za tajemnice? - powiedział żartem udając,że się obraził.
- Nie obrażaj się na mnie. - powiedziała Emma smutno.Jack ją nagle złapał i zaczął gilgotać Emmę.
- ładnie to tak brata oszukiwać? - zaśmiał się.Odstawił dziewczynkę,która nagle upadła na podłogę.Szybko ją podniosłam,a Jack podbiegł do swojego plecaka i wyjął z niego pigułkę.Nalał wodę,a proszek szybko się rozpuścił.
- Posadź ją. - powiedział poważnie.Podał jej napój.Po chwili dziewczynka obudziła się.
- Mówiłam,że umrę. - powiedziała cicho.Jack wziął ją na ręce.
- Jeśli ty umrzesz,ja razem z tobą. - powiedział z strachem.Na prawdę bał się o swoją siostrę.Trzymał ją na rękach,aż usnęła.Odłożył ją delikatnie.
- Ale łep mnie boli. - powiedział.
- Jack nie powinieneś jej nosić.Może ci się coś stać. - on tylko machnął ręką.Łaził w kółko.
- Co cię trapi? - spytałam.
- Emma nie miała ataków od 4 lat.Choroba się nasila,nie mogę jej zabrać do domu jest za słaba.Wiesz co wezwę lekarza.Poczekaj tu. - powiedział.Bałam się o nią.Nie chciałam by umierała.Przecież Jack tak bardzo ją kocha.Później lekarze wzieli Emmę na prześwietlenie.
- Przecież ona mogła umrzeć!Ja sobie nie poradzę!Mam dość,matka nie pracuje,a pieniędzy coraz mniej,przecież ledwie mi na chleb starcza.Jeśli bym umarł Emma by miała więcej dla siebie,ale ona sobie nie poradzi sama,a jeśli...
- Jack. - przerwałam mu.Nie miałam zamiaru słuchać tego.
- Ja nie mogę,co ja mam zrobić?Przecież na prześwietlenie już nie starcza nam kasy,a co dopiero na przetrzymanie jej tu?!Ja chyba zaraz..
- Jack! - krzyknęłam.
- No co no?! - krzyknął.Po raz pierwszy widziałam jak był wkurzony.Wyglądał groźnie.Pewnie dlatego ci starsi chłopcy się go przestraszyli.Ja tez się przestraszyła.Nagle jego spojrzenie zmieniło się.Było pełne smutku i bólu.Usiadł na ławce i schował głowę w ręce.Słyszałam jak szlocha.On płacze?Ale pewnie ja na jego miejscu już dawno bym się załamała.
- Jack wszystko będzie dobrze. - zapewniałam.On się odwrócił w moją stronę i mnie przytulił.Płakał w moją bluzę.Czułam się jak burak.Po chwili zaczęłam go głaskać po włosach.
Usłyszałam otwierane drzwi.Brązowowłosy podniósł głowę.Oczy miał zaczerwienione.
- Panie Jacksonie Overlandzie z pańską siostrą wszystko dobrze.Będzie musiała zostać w szpitalu.Będzie dużo kosztować,ale zrobimy fundacje.Na pewno się uda. - powiedział ponuro.
Brązowooki nie odpowiedział.
- Można się z nią zobaczyć? - spytałam.Doktor odrzekł,że nie.
- Sory za tą chwilę słabości ja - tłumaczył się.
- Nie szkodzi. - przerwałam mu.On się uśmiechnął.
- Kiedy wracasz do szkoły? - spytałam.
- Gdy Emma będzie mogła wrócić do domu.
- Ale przecież...
- Emma ważniejsza od szkoły. - przerwał i powiedział z naciskiem.
- To dla ciebie. - wyjęłam z torby portret.On się uśmiechnął.
- Dziękuje pięknie rysujesz. - przyznał.
- Dzięki podobno ty też. - powiedziała z uśmiechem.On się zarumienił.
Jack:
Nie mogę stracić swojej siostry!!Zacząłem wariować,ale Elsa mnie uspokoiła. Bałem się tak dokładnie ja się bałem!!!
- Elso tu jesteś,szukałam cię wszędzie! - zawołała pani podobna do Elsy.Kobieta miała brązowe włosy i niebieskie oczy.Ubrana była w fioletową sukienkę o kolan,a na nią zarzuciła kurtkę.
- Nic mi nie jest mamo. - powiedziała Elsa.
- Dzień Dobry. - przywitałem się.
- Dzień Dobry Jackson Overland tak? - spytała uśmiechnięta.
- Tak Proszę pani. - odpowiedziałem i po długich pożegnaniach Elsa pojechała do domu.Poszedłem do swojej sali,w której miałem leżeć przez co najmniej dwie doby,wiecie dla "pewności".
Zasnąłem szybko.Nagle ujrzałem coś.Zobaczyłem jezioro.Było mi tak bardzo znajome,a jednak odległe.Po chwili zacząłem do niego wpadać.Krzyknąłem wybudzając się ze snu.Zimne strużki potu płynęły po czole.Słyszałem krew szumiącą w żyłach.Byłem nie zwykle wyziębiony.Czułem jak bym zamarzał.Zawołałem pielęgniarkę.Miałem gorączkę.Pani podała mi leki i poszedłem dalej spać.Obudziłem się około godziny 9 00.Zjadłem śniadanie i wpatrywałem się w mój portret.
Potem posłuchałem muzyki i tak minęło popołudnie.Nagle ktoś zapukał.
- Proszę! - krzyknąłem.Ktoś wszedł była to Elsa.
- Cześć. - przywitała się,ja również.
- Słuchaj masz uczulenie na czekoladę? - spytała niespodziewanie.
- Eee nie. - odpowiedziałem troszkę zdziwiony pytaniem.
- To dobrze. - powiedziała i zaczęła grzebać coś w torbie,z której wyjęła czekoladę.
- Dziękuje. - odpowiedziałem.Otworzyłem opakowanie i poczęstowałem Elsę.Razem się śmieliśmy cali umazani w czekoladzie.Nagle mi się o czymś przypomniało.
- Jak ty to zrobiłaś? - spytałem,a dziewczyna patrzyła pytającym wzrokiem na mnie.
- Jak strzeliłaś lodem? - spytałem.Jej twarz spochmurniała.
- Mam taką moc od urodzenia,ale proszę nikomu nie mów. - zdradziła.
- Obiecuję. - powiedziałem.Emma codziennie czuła się coraz lepiej,dlatego postanowiłem wyrwać się na jeden dzień ze szpitala.Ja mogłem wyjść ze szpitala tydzień temu,ale ze względu na Emmę zostałem.Codziennie odwiedzała nas Elsa.W końcu umówiliśmy się dzisiaj.Przyjedzie po mnie o 15 00 i pojadę do niej.
- cześć! - zawołała Elsa stojąc w drzwiach.
- To chodź idziemy. - zawołała ciągnąc mnie za rękę.Wepchnęła mnie do samochodu,a sama usiadła obok.PO chwili byliśmy na miejscu.Wszedłem do Elsy pokoju.Rzeczywiście nie miała najfajniej.Dała mi pędzel do ręki i po chwili malowaliśmy ściany na czarno.Gdy skończyliśmy zaproponowałem Elsie,że na ścianach będziemy malować nasze chwilę.Elsa dała mi zwykłe farby i zacząłem malować.Wokoło nas zrobiłem niebieską aurę.
- Piękne. - wyszeptała Elsa.Niestety na noc musiałem jechać do szpitala.Następnego dnia nad swoim łóżkiem zobaczyłem Elsę.
- Czemu nie w szkole? - spytałem podnosząc sie.
- Dzisiaj sobota. - powiedziała uśmiechnięta.Szybko się ubrałem.Powiedziała,że zabiera mnie do lasu w niesamowite miejsce.Poszedłem więc z nią.Gdy byliśmy na miejscu ujrzałem ławkę,a wokoło kolorowy,jesienny las.ławeczka była z widokiem na duże jezioro.
Było przepięknie.To miejsce stało się naszym miejscem spotkań przyjaciół,lecz w zimie to się zmieniło.Przyszedłem w to miejsce,a po chwili dołączyla Elsa.Gdy tylko ją zobaczyłem moje serce zaczęło szybciej bić.Usiadła obok mnie na ławce.W pewnej chwili objąłem ją ramieniem,a ona wtuliła się we mnie.Zaczeliśmy patrzeć w swoje oczy i się przybliżać i wtedy nasze usta złączyły się.Cały płonąłem.To było niesamowite.Teraz to miejsce stało się dla nas okolicą do naszych już miłosnych a nie przyjacielskich spotkań.Na ścianie w pokoju Elsy pojawiało się coraz więcej wspomnień.Od tamtej zimy minął rok.Obudziłem się z myślą,że dzisiaj nasza rocznica.Kupiłem kwiaty i poszedłem w ulubione miejsce.Zastałem tam Elsę stojącą na tym zamarzniętym jeziorze.lód pod nią pękał!!Rzuciłem kwiaty na ziemię i zacząłem biec do jeziora.Zdjąłem szybko buty by nie skruszyć bardziej lodu.Zdjąłem również kurtkę.Musiałem być bardzo lekki.Weszłem na lód.Moje stopy szczypały od mrozu.Zimny wiatr przedzierał się przez cienki materiał bluzy.Cały drżałem z zimna,ale jeszcze bardziej z strachu o Elsę.
- Jack nie,bo wpadniemy oboje. - powiedziała Elsa z strachem tak wielkim,aż serce z bólu cięło się na kawałki.
- Nie wpadniemy!Oboje będziemy się z tego jeszcze śmiać zobaczysz. - zapewniłem.Nagle spadła gałąź o dziwnym kształcie na lód.Wpadłem na niezły pomysł.Podszedłem do kija i go wziąłem.Objąłem nim Elsę w tali i odciągnąłem w bezpieczne miejsce.Elsa popatrzyła z promiennym uśmiechem.Zacząłem wstawać z lodu i wtedy poczułem lodowatą wodę.Moje ciało było sparaliżowane.Nie mogłem ruszyć choćby palcem.W płuca zimna woda lała się tonami.Słyszałem stłumiony krzyk.Poddałem się opadając na dno,a potem ciemność.
Elsa:
Jak codziennie poszłam nad jezioro i wtedy zobaczyłam tą wymalowaną lalę.
- Cześć Elsa. - powiedziała wkurzona.
- Czego chcesz? - spytałam.Ona wyciągnęła portret Jacka,zgiotła go i wyrzuciła na środek jeziora.Bez namysłu pobiegłam.Rozwinęłam pogięty rysunek i schowałam do kieszeni.Miałam wracać,ale lód zaczął pękać.Chciałam użyć mocy i go zamrozić,ale nie mogłam.I wtedy przyszedł Jack.Zdjął kurtkę i buty.Cały drżał,nagle przerzucił mnie na bezpieczną stronę.Uśmiechnęłam się do niego promiennie.On się podniósł i lód pękł.Jack zniknął w objęciach wody.
- Niee!! - krzyczałam.
Podbiegłam do załamanego lodu.Chciałam tam z nim być.Miałam wskoczyć,ale lód on zamarzł!Płakałam,krzyczałam,waliłam pięściami w lód.Nic z tego.
- Jack... - wyszeptałam.Miałam ochotę zostać tutaj na tym lodzie,byle tylko być blisko...Blisko niego.
![]() |
| Nie zwracajcie uwagi na Hansa. |
Po kilku godzinach zasnęłam na podłodze.
________________________________________________________________________________
Macie pierwszą część One - Schota!!Niedługo pojawi się druga część.
Rozdział II Dziwny teń świat..
Oczami Jacka:
Krzyk Jamiego,nagle wszystko się rozmazywało.Dźwięki stłumione,jakbym był pod wodą.Wszystko cichnie,gaśnie.Ja również zgasłem,mój wosk z świecy się skończył i się wypaliłem.
Zacząłem się bać.Całe życie przed oczami mi wirowało.Teraz żałowałem każdej chwili,w której wywołałem zło lub płacz.Czuję jakbym odpływał,jakbym nie był już w swoim cielem.Czuję jak
moja dusza unosi się wysoko.Przed oczami zapalala się jakieś światełko.Bardzo malutkie.Z prędkością światła zbliżam się do niego.Czuję się jakbym był bardzo chory,jakbym nie mógł nic zrobić.
Nagle zatrzymuje się przed światłem.Teraz jest ono większe.Przypomina trochę jakieś wrota,przejście.Światło zaczyna lśnić.Zamknąłem oczy,gdyż świało rozbłysło się.Po jakimś czasie powoli otworzyłem oczy.Wokoło było biało.Zmrużyłem oczy,bo nie mogły przyzwyczaić się do jasności.Niebo było błękitne,bez żadnej chmurki.Straciłem poczucie czasu.Zrobiłem dwa kroki,czułem się jakbym chodził po puszystym śniegu,tylko,że on nie był zimny i szorstki.Miałem takie wrażenie jakbym czegoś nie miał i nagle olśniło mnie gdzie moja laska?Nigdzie jej nie było,ale to był chyba mój najmniejszy problem.Nagle poczułem tak okropny ból w plecach.Tak piekący i szczypiący,że upadłem na kolana.Słyszałem jak materiał mojej bluzy się popruł.Z moich oczu poleciały łzy bólu.Dłonie ułożone w pięść.Po dłuższej chwili ból minął.Spojrzałem za siebie.Ujrzałem duże,rozłożyste,białe skrzydła.Dotknąłem ich.Były z delikatnych piórek.Noc nie nadchodziła długo i coś podejrzewałem,że nie nadejdzie.Zacząłem szybko przed siebie iść.Nie wiedziałem skąd przyszedłem czy dokąd idę.Zazwyczaj miałem dobrą orientację w terenie,a teraz nawet stary dziadek orientował by się lepiej ode mnie.Szedłem i nic,pustka,żadnej żywej duszy.W końcu zrezygnowany usiadłem na miękkim podłożu.Oparłem ręce o kolana i patrzyłem sam nie wiem gdzie.W sumie to nawet nie wiedziałem gdzie chce patrzyć,gdzie chcę iść,a raczej w co powinienem się patrzyć i gdzie muszę iść?Po głowie chodziły mi też inne pytania np: Co z Jamiem?Czy już został wybrany?Jak tam z strażnikami? itd.
Miałem ochotę krzyczeć,biegać w kółko cokolwiek byleby nie siedzieć tak bezczynnie i nie próbować nawet poszukać czegoś,ale nie miałem zamiaru krzyczeć czy biegać w kółko.To miejsce napełniało mnie optymizmem i spokojem.Nie wiem czemu wiedziałem,że tak musi być.Znów pomyślałem o tym gdzie jest mój kij,a właśnie czy mam nadal swoje zdolności?Nie panikowałem,czułem,że nie potrzebnie jest się denerwować.teraz moje myśli były poukładane i spokojne.Wstałem i strzeliłem lodem.Czy na serio nie potrzebowałem tego kija?Nadal nie denerwowałem się,tylko czułem mały zawód,że dopiero gdy umarłem udało mi się to odkryć.Teraz to czułem,że nie ma sensu sie denerwować,bo co ci to da?Nic.Postanowiłem spróbować gdzieś polecieć.Wstałem.Czułem się inaczej,czułem,że moje skrzydła są teraz częścią mnie.To nie było tak jak z wiatrem,że wystarczyło pomyśleć,czy powiedzieć.Tu musiałem sam się wysilić.Spróbowałem.Poczułem mięśnie w skrzydłach,które się napinały i powoli zaczęły machać,a ja się unosić.Spojrzałem w górę i dopiero teraz dalej zauwarzyłem ogromny zamek zbudowany z ee..Nie mam pojęcia co to za surowiec.W każdym razie był biały.Chmury służyły mu za podłoże,ale zaraz czyli to miękkie coś po czym chodzę to chmury??Jestem w niebie!Yeah!Zamek był rozbudowany i miał wiele wieżyczek.Dach zamka i wieżyczek był spiczasty i niebieski.
Podleciałem bliżej i wyżej.Przy leceniu chwiałem się na boki,nie mogłem załapać równowagi,ale nie śmiejcie się.Myślicie,że masz skrzydła to kurde leć co w tym trudnego?No właśnie dużo.Po pierwsze równowaga,po drugie sterowani,po trzecie równowaga.Za zamkiem ukazało się potężne miasto.Domki również były zbudowane z czegoś białego,a dachy miały żółte lub niebieskie.Okna były szerokie i dostrzegałem w nich osoby,które wyglądały z uśmiechem na świat.Niektórzy z zadowoleniem podlewali kwiaty na parapetach,inni poprawiali zasłony,a jeszcze inni się bawili.Zobaczyłem,że na dziedzińcu jest bardzo dużo ludzi?Nie zaraz!Oni mają skrzydła,tak jak ja!Podleciałem do zbiorowiska.Wszyscy z uwagą słuchali.Nagle wskazał palcem na mnie.Wszyscy się na mnie popatrzyli.
- Ty. - powiedział.
- Ja? - zapytałem głupio.
- No,a kto? - powiedział znudzony. -Nie widziałem cię tu nigdy.
- Bo ja..ja - zacząłem się tłumaczyć.Człowiek z skrzydłami roześmiał sie.
- Powitajmy nowego wielką ucztą! - krzyknął.Wszyscy zaczeli bić brawa,a ja nie wiedziałem o co chodzi.Ten człowiek z skrzydłami przypominał mi trochę Northa.Podszedł do mnie i poprowadził do zamku.W środku było jeszcze piękniej.Była to główna sala.Poszliśmy jednak dalej.Weszliśmy do małej komnaty.Wskazał mi jedną ręką krzesło.Posłusznie usiadłem.on zaś usiadł za biurkiem na przeciwko mnie.Oparł łokcie o stół i przyglądał mi się.
- Imię. - powiedział.Po chwili się obudziłem i przedstawiłem się.
- Wiesz bardzo dawno nie mieliśmy nowych aniołów. - zagadał.
- Aniołów? - spytałem.Jak to aniołów?Ja też jestem...Aniołem?
- No tak,ty też nim jesteś. - odpowiedział.Wstał z krzesła i coś wziął.Okazał się to być zegarek.
- Słuchaj teraz cię zaczaruję i obejrzę twoją przeszłość,w końcu musiałeś zasłużyć na miano anioła.
- Hipnoza? - spytałem.Nie wierzyłem w takie rzeczy,znaczy wierzyłem tylko nie lubię takich metod.
- Nie,to taka jakby podróż w czasie. - odpowiedział.Po chwili moje oczy zaczęły opadać i stało się.Nagle zobaczyłem siebie,tylko,że jeszcze przed Jakiem Frostem.Poczułem rękę na ramieniu.Ujrzałem tego anioła.
- Jak ty? - wydusiłem.
- Nie pytaj. - odpowiedział.Obserwowałem moje życie.Okazało się,że miałem dziewczynę,a tak to resztę wiedziałem.Potem wypadek,przemiana,wstąpienie do strażników i obronienie Jamiego.Nagle wróciliśmy do tej komnaty.
- No Jack byłeś strażnikiem marzeń!Wiesz co to znaczy? - spytał mnie,ale widząc moją minę chyba wiedział,że nie za bardzo.
- Że jesteś wyjątkowy!!Czyli masz lodowe moce?Pokaż. - zaciekawił się.Wyczarowałem lodowy sztylet,potem zmieniłem go w figurkę, na końcu zrobiłem z niego śnieg i jeszcze przy okazji oszroniłem biurko.
- Wow. - powiedział. - Musisz poznać mojego syna.Chodź. - oboje wstaliśmy.Byłem przekonany,że będzie nudziarzem,albo coś.Szliśmy korytarzem i usłyszałem głośną muzykę dochodzącą z komnaty przed którą staliśmy.
- Dobra idź tam,zapoznaj się,a potem przyjdźcie na obiad,ja muszę iść. - chciałem się jeszcze czegoś zapytać,ale jego już nie było.Zapukałem do pokoju.
- Czego chcesz tato?! - wkurzył się.Wszedłem do środka.On wpatrzony był w obraz za oknem.Miał słuchawki na uszach,a w ręku MP4.
- Po pierwsze chcę cię poznać,po drugie nie jestem taki stary,żeby mówić do mnie tato. - odpowiedziałem z śmiechem.Chłopak odwrócił się od okna i spojrzał na mnie.Miał na oko tyle samo lat co ja.Miał krótkie czarne włosy,bluzkę na ramiączka i krótkie spodenki.Na dziedzińcu aniołowie(nie anielice)mieli na sobie tylko spodnie.Ten był inny.To było widać.
Podał mi rękę.
- Jason Anell. - przedstawił się.
- Jack Frost. - odpowiedziałem.W jego oczach dostrzegłem ciekawość.
- Co ciekawy?Pytaj o co chcesz. - zachęciłem.
- Okey,jak jest na ziemi? - spytał.
- Ludzie zapracowani,zabiegani i nie wierzą w magię,ale są jeszcze dzieci,one wierzą w magię. - odpowiedziałem.
- A ty też byłeś człowiekiem i jesteś chyba dorosły,ty wierzyłeś w magię? - spytał,podejrzanie patrząc na mnie.Opowiedziałem mu całą moją historię życia z najmniejszymi szczegółami.
- Chciałbym ich poznać. - powiedział.Przypominał mi Jamiego,mimo,że o wiele od niego starszy to ta ciekawość i te oczy.Posmutniałem.On walnął się w czoło(facepalm)
- Przepraszam,jak mogę być taki głupi? - zganił się.Gdy temat o moim życiu się skończył chłopak wydawał mi się straszy ode mnie i doświadczony.
- Ej to ty nie byłeś człowiekiem? - spytałem.
- Nie.Tutaj anioły mają dzieci,które tutaj się już rodzą i przestają się starzeć gdy będzie trzeba.Ci co tutaj trafili,będą w tym wieku,w którym umarli na ziemi jako ludzie,lub strażnicy marzeń. - wytłumaczył.
- Aha. - odpowiedziałem.Tutaj wszystko zdawało mi się takie inne.Ciekawe co z strażnikami i z Jamiem,tak bardzo chciałbym im powiedzieć,że tu jestem.Tak bardzo chciałbym ich zobaczyć.
- Ej można jakoś obserwować ludzi? - spytałem z nadzieją.
- Tak,ale mogą to robić tylko niektórzy.Czemu pytasz?
- Tak z ciekawości. - skłamałem.
- A jeśli zrobi się tu coś złego,bo umrzeć się nie da? - spytałem.
- Nie da się,a jeśli zrobisz coś złego to albo cię sprowadzają na ziemię,jako niewidzialnego ducha,lub skazują na wieczne kary czy tortury. - odpowiedział.
- Aha. - powiedziałem mało entuzjastycznie.Poszliśmy na obiad,lecz nikt nic nie jadł.Obiad bardziej sprawiał wrażenie rodzinnego spotkania.Ja również nie miałem ochoty na jedzenie.W końcu zapytałem tego króla aniołów jak ma na imię.
- Severus. - odpowiedział.O kurde,ale dziiiiwne imie.
- Aha. - odpowiedziałem.Tu wszystko było inaczej.Wszyscy traktowali mnie wyjątkowa i wreszcie mogłem pogadać z kimś w swoim wieku(nie chodzi mi o 300 lat).Wolałbym jednak być normalnie traktowany.
- No wypijmy toast za Jacka! - wrzasnął Severus.Wszyscy podnieśli złote kielichy.Dopiero teraz zauważyłem na drugim końcu stołu,na przeciwko władcy jego żonę.Miała brązowe włosy związane w niedbały warkocz przeplatany niebieską wstążką(widzieliście indile w derniere danse i jej fryzurę na początku?To wiecie o co mi chodzi).Twarz miała poważną,ale sympatyczną i czułą.Oczy szklane zmieszane z zielenią.Ubrana była w niebieskie szaty.Na szyi wisiał naszyjnik z srebrnym sercem z skrzydłami.
Wyglądała na 27,góra 30 lat.To był tak dziwny świat,a jeśli mi się to śni?
____________________________________________________________________________-
Mam nadzieję,że jesteście zadowoleni z długiego rozdziału,a propo One - Schot z Jelsą pokaże się za tydzień i pół tygodnia około lub o wiele wcześniej.Wszystko zależy od szkoły...
Krzyk Jamiego,nagle wszystko się rozmazywało.Dźwięki stłumione,jakbym był pod wodą.Wszystko cichnie,gaśnie.Ja również zgasłem,mój wosk z świecy się skończył i się wypaliłem.
Zacząłem się bać.Całe życie przed oczami mi wirowało.Teraz żałowałem każdej chwili,w której wywołałem zło lub płacz.Czuję jakbym odpływał,jakbym nie był już w swoim cielem.Czuję jak
moja dusza unosi się wysoko.Przed oczami zapalala się jakieś światełko.Bardzo malutkie.Z prędkością światła zbliżam się do niego.Czuję się jakbym był bardzo chory,jakbym nie mógł nic zrobić.
Nagle zatrzymuje się przed światłem.Teraz jest ono większe.Przypomina trochę jakieś wrota,przejście.Światło zaczyna lśnić.Zamknąłem oczy,gdyż świało rozbłysło się.Po jakimś czasie powoli otworzyłem oczy.Wokoło było biało.Zmrużyłem oczy,bo nie mogły przyzwyczaić się do jasności.Niebo było błękitne,bez żadnej chmurki.Straciłem poczucie czasu.Zrobiłem dwa kroki,czułem się jakbym chodził po puszystym śniegu,tylko,że on nie był zimny i szorstki.Miałem takie wrażenie jakbym czegoś nie miał i nagle olśniło mnie gdzie moja laska?Nigdzie jej nie było,ale to był chyba mój najmniejszy problem.Nagle poczułem tak okropny ból w plecach.Tak piekący i szczypiący,że upadłem na kolana.Słyszałem jak materiał mojej bluzy się popruł.Z moich oczu poleciały łzy bólu.Dłonie ułożone w pięść.Po dłuższej chwili ból minął.Spojrzałem za siebie.Ujrzałem duże,rozłożyste,białe skrzydła.Dotknąłem ich.Były z delikatnych piórek.Noc nie nadchodziła długo i coś podejrzewałem,że nie nadejdzie.Zacząłem szybko przed siebie iść.Nie wiedziałem skąd przyszedłem czy dokąd idę.Zazwyczaj miałem dobrą orientację w terenie,a teraz nawet stary dziadek orientował by się lepiej ode mnie.Szedłem i nic,pustka,żadnej żywej duszy.W końcu zrezygnowany usiadłem na miękkim podłożu.Oparłem ręce o kolana i patrzyłem sam nie wiem gdzie.W sumie to nawet nie wiedziałem gdzie chce patrzyć,gdzie chcę iść,a raczej w co powinienem się patrzyć i gdzie muszę iść?Po głowie chodziły mi też inne pytania np: Co z Jamiem?Czy już został wybrany?Jak tam z strażnikami? itd.
Miałem ochotę krzyczeć,biegać w kółko cokolwiek byleby nie siedzieć tak bezczynnie i nie próbować nawet poszukać czegoś,ale nie miałem zamiaru krzyczeć czy biegać w kółko.To miejsce napełniało mnie optymizmem i spokojem.Nie wiem czemu wiedziałem,że tak musi być.Znów pomyślałem o tym gdzie jest mój kij,a właśnie czy mam nadal swoje zdolności?Nie panikowałem,czułem,że nie potrzebnie jest się denerwować.teraz moje myśli były poukładane i spokojne.Wstałem i strzeliłem lodem.Czy na serio nie potrzebowałem tego kija?Nadal nie denerwowałem się,tylko czułem mały zawód,że dopiero gdy umarłem udało mi się to odkryć.Teraz to czułem,że nie ma sensu sie denerwować,bo co ci to da?Nic.Postanowiłem spróbować gdzieś polecieć.Wstałem.Czułem się inaczej,czułem,że moje skrzydła są teraz częścią mnie.To nie było tak jak z wiatrem,że wystarczyło pomyśleć,czy powiedzieć.Tu musiałem sam się wysilić.Spróbowałem.Poczułem mięśnie w skrzydłach,które się napinały i powoli zaczęły machać,a ja się unosić.Spojrzałem w górę i dopiero teraz dalej zauwarzyłem ogromny zamek zbudowany z ee..Nie mam pojęcia co to za surowiec.W każdym razie był biały.Chmury służyły mu za podłoże,ale zaraz czyli to miękkie coś po czym chodzę to chmury??Jestem w niebie!Yeah!Zamek był rozbudowany i miał wiele wieżyczek.Dach zamka i wieżyczek był spiczasty i niebieski.
Podleciałem bliżej i wyżej.Przy leceniu chwiałem się na boki,nie mogłem załapać równowagi,ale nie śmiejcie się.Myślicie,że masz skrzydła to kurde leć co w tym trudnego?No właśnie dużo.Po pierwsze równowaga,po drugie sterowani,po trzecie równowaga.Za zamkiem ukazało się potężne miasto.Domki również były zbudowane z czegoś białego,a dachy miały żółte lub niebieskie.Okna były szerokie i dostrzegałem w nich osoby,które wyglądały z uśmiechem na świat.Niektórzy z zadowoleniem podlewali kwiaty na parapetach,inni poprawiali zasłony,a jeszcze inni się bawili.Zobaczyłem,że na dziedzińcu jest bardzo dużo ludzi?Nie zaraz!Oni mają skrzydła,tak jak ja!Podleciałem do zbiorowiska.Wszyscy z uwagą słuchali.Nagle wskazał palcem na mnie.Wszyscy się na mnie popatrzyli.
- Ty. - powiedział.
- Ja? - zapytałem głupio.
- No,a kto? - powiedział znudzony. -Nie widziałem cię tu nigdy.
- Bo ja..ja - zacząłem się tłumaczyć.Człowiek z skrzydłami roześmiał sie.
- Powitajmy nowego wielką ucztą! - krzyknął.Wszyscy zaczeli bić brawa,a ja nie wiedziałem o co chodzi.Ten człowiek z skrzydłami przypominał mi trochę Northa.Podszedł do mnie i poprowadził do zamku.W środku było jeszcze piękniej.Była to główna sala.Poszliśmy jednak dalej.Weszliśmy do małej komnaty.Wskazał mi jedną ręką krzesło.Posłusznie usiadłem.on zaś usiadł za biurkiem na przeciwko mnie.Oparł łokcie o stół i przyglądał mi się.
- Imię. - powiedział.Po chwili się obudziłem i przedstawiłem się.
- Wiesz bardzo dawno nie mieliśmy nowych aniołów. - zagadał.
- Aniołów? - spytałem.Jak to aniołów?Ja też jestem...Aniołem?
- No tak,ty też nim jesteś. - odpowiedział.Wstał z krzesła i coś wziął.Okazał się to być zegarek.
- Słuchaj teraz cię zaczaruję i obejrzę twoją przeszłość,w końcu musiałeś zasłużyć na miano anioła.
- Hipnoza? - spytałem.Nie wierzyłem w takie rzeczy,znaczy wierzyłem tylko nie lubię takich metod.
- Nie,to taka jakby podróż w czasie. - odpowiedział.Po chwili moje oczy zaczęły opadać i stało się.Nagle zobaczyłem siebie,tylko,że jeszcze przed Jakiem Frostem.Poczułem rękę na ramieniu.Ujrzałem tego anioła.
- Jak ty? - wydusiłem.
- Nie pytaj. - odpowiedział.Obserwowałem moje życie.Okazało się,że miałem dziewczynę,a tak to resztę wiedziałem.Potem wypadek,przemiana,wstąpienie do strażników i obronienie Jamiego.Nagle wróciliśmy do tej komnaty.
- No Jack byłeś strażnikiem marzeń!Wiesz co to znaczy? - spytał mnie,ale widząc moją minę chyba wiedział,że nie za bardzo.
- Że jesteś wyjątkowy!!Czyli masz lodowe moce?Pokaż. - zaciekawił się.Wyczarowałem lodowy sztylet,potem zmieniłem go w figurkę, na końcu zrobiłem z niego śnieg i jeszcze przy okazji oszroniłem biurko.
- Wow. - powiedział. - Musisz poznać mojego syna.Chodź. - oboje wstaliśmy.Byłem przekonany,że będzie nudziarzem,albo coś.Szliśmy korytarzem i usłyszałem głośną muzykę dochodzącą z komnaty przed którą staliśmy.
- Dobra idź tam,zapoznaj się,a potem przyjdźcie na obiad,ja muszę iść. - chciałem się jeszcze czegoś zapytać,ale jego już nie było.Zapukałem do pokoju.
- Czego chcesz tato?! - wkurzył się.Wszedłem do środka.On wpatrzony był w obraz za oknem.Miał słuchawki na uszach,a w ręku MP4.
- Po pierwsze chcę cię poznać,po drugie nie jestem taki stary,żeby mówić do mnie tato. - odpowiedziałem z śmiechem.Chłopak odwrócił się od okna i spojrzał na mnie.Miał na oko tyle samo lat co ja.Miał krótkie czarne włosy,bluzkę na ramiączka i krótkie spodenki.Na dziedzińcu aniołowie(nie anielice)mieli na sobie tylko spodnie.Ten był inny.To było widać.
- Jason Anell. - przedstawił się.
- Jack Frost. - odpowiedziałem.W jego oczach dostrzegłem ciekawość.
- Co ciekawy?Pytaj o co chcesz. - zachęciłem.
- Okey,jak jest na ziemi? - spytał.
- Ludzie zapracowani,zabiegani i nie wierzą w magię,ale są jeszcze dzieci,one wierzą w magię. - odpowiedziałem.
- A ty też byłeś człowiekiem i jesteś chyba dorosły,ty wierzyłeś w magię? - spytał,podejrzanie patrząc na mnie.Opowiedziałem mu całą moją historię życia z najmniejszymi szczegółami.
- Chciałbym ich poznać. - powiedział.Przypominał mi Jamiego,mimo,że o wiele od niego starszy to ta ciekawość i te oczy.Posmutniałem.On walnął się w czoło(facepalm)
- Przepraszam,jak mogę być taki głupi? - zganił się.Gdy temat o moim życiu się skończył chłopak wydawał mi się straszy ode mnie i doświadczony.
- Ej to ty nie byłeś człowiekiem? - spytałem.
- Nie.Tutaj anioły mają dzieci,które tutaj się już rodzą i przestają się starzeć gdy będzie trzeba.Ci co tutaj trafili,będą w tym wieku,w którym umarli na ziemi jako ludzie,lub strażnicy marzeń. - wytłumaczył.
- Aha. - odpowiedziałem.Tutaj wszystko zdawało mi się takie inne.Ciekawe co z strażnikami i z Jamiem,tak bardzo chciałbym im powiedzieć,że tu jestem.Tak bardzo chciałbym ich zobaczyć.
- Ej można jakoś obserwować ludzi? - spytałem z nadzieją.
- Tak,ale mogą to robić tylko niektórzy.Czemu pytasz?
- Tak z ciekawości. - skłamałem.
- A jeśli zrobi się tu coś złego,bo umrzeć się nie da? - spytałem.
- Nie da się,a jeśli zrobisz coś złego to albo cię sprowadzają na ziemię,jako niewidzialnego ducha,lub skazują na wieczne kary czy tortury. - odpowiedział.
- Aha. - powiedziałem mało entuzjastycznie.Poszliśmy na obiad,lecz nikt nic nie jadł.Obiad bardziej sprawiał wrażenie rodzinnego spotkania.Ja również nie miałem ochoty na jedzenie.W końcu zapytałem tego króla aniołów jak ma na imię.
- Severus. - odpowiedział.O kurde,ale dziiiiwne imie.
- Aha. - odpowiedziałem.Tu wszystko było inaczej.Wszyscy traktowali mnie wyjątkowa i wreszcie mogłem pogadać z kimś w swoim wieku(nie chodzi mi o 300 lat).Wolałbym jednak być normalnie traktowany.
- No wypijmy toast za Jacka! - wrzasnął Severus.Wszyscy podnieśli złote kielichy.Dopiero teraz zauważyłem na drugim końcu stołu,na przeciwko władcy jego żonę.Miała brązowe włosy związane w niedbały warkocz przeplatany niebieską wstążką(widzieliście indile w derniere danse i jej fryzurę na początku?To wiecie o co mi chodzi).Twarz miała poważną,ale sympatyczną i czułą.Oczy szklane zmieszane z zielenią.Ubrana była w niebieskie szaty.Na szyi wisiał naszyjnik z srebrnym sercem z skrzydłami.
Wyglądała na 27,góra 30 lat.To był tak dziwny świat,a jeśli mi się to śni?
____________________________________________________________________________-
Mam nadzieję,że jesteście zadowoleni z długiego rozdziału,a propo One - Schot z Jelsą pokaże się za tydzień i pół tygodnia około lub o wiele wcześniej.Wszystko zależy od szkoły...
sobota, 14 lutego 2015
Walentynki!!
Dzisiaj jest święto zakochanych!!
więc piszcie w komach na temat czego i kogo chcecie One - Shot!!
Słuchajcie jeśli macie np: pomysł na tego One Shota,albo jesli wpadł wam pomysł jak może wyglądać ten On shot to piszcie na moją oficjalną pocztę czyli: jejot2014@gmail.com
Dobra to tyle.Na pomysły czekam najwyżej tydzień.To tyle,więc pisać o czym chcecie.Jeśli po tygodniu nic się nie pojawi to sama wymyślę One - Shot,albo nie zrobię go wcale.
więc piszcie w komach na temat czego i kogo chcecie One - Shot!!
Słuchajcie jeśli macie np: pomysł na tego One Shota,albo jesli wpadł wam pomysł jak może wyglądać ten On shot to piszcie na moją oficjalną pocztę czyli: jejot2014@gmail.com
Dobra to tyle.Na pomysły czekam najwyżej tydzień.To tyle,więc pisać o czym chcecie.Jeśli po tygodniu nic się nie pojawi to sama wymyślę One - Shot,albo nie zrobię go wcale.
niedziela, 8 lutego 2015
Rozdział I(Ból,strach,ciemność).
Oczami Jacka:
Razem z Jamiem szliśmy chodnikiem.
- Jak tam Sophie? - spytałem z ciekawości.
- Tęskni za Króliczkiem. - powiedział.Dalej szliśmy w milczeniu.Zupełnie oddaliśmy się ciszy i spokojowi.Każdy z nas pewnie widział teraz świat inaczej.Cisza,niby nic nie słychać,a jednak cisza to też dźwięk,bez ciszy nie byłoby dużo rzeczy.Świat jest dziwny,musi istnieć jedno,by mogło powstać drugie.Każdy człowiek,każda rzecz jest z czymś powiązany,dzięki temu na świecie,oraz innych wymiarach,o których powiadał mi Norcio,panuje harmonia.Bez harmonii nic nie miało by sensu.Każda istota byłaby nikim nie zważając na bogactwo czy pochodzenie.Ostatnio odwiedziłem pewne państwo,a zwie się Polską.Język mają strasznie dziwny,ale da się nauczyć.To tam zobaczyłem jak jedno wiąże się z drugim.Gdy tak szliśmy nagle pojawił się chłopak z szkoły Jamiego,ten opryszek i głupek.Uśmiechał się głupawo.Oczy miał inne,ale nie zwracałem na to uwagi ponieważ w swojej ręce trzymał czarny sztylet.Aż tętniła od niego magia.
Nagle chłopak zamachnął się i rzucił w Jamiego.
- Jamie! - krzyknąłem po czym odepchnąłem go na bok,a sam poczułem jak sztylet trafia w samo serce.Ból ogarniał moje ciało.Kości mnie bolały.W uszach słyszałem świst swojej krwi.Czyli tak wygląda moja śmierć.Zaczęła mnie powoli ogarniać pustka.W moich oczach pojawiły się łzy.Patrzyłem na Jamiego.
Uśmiechnąłem się do niego lekko.Teraz już wiedziałem co znaczy,że go wybiorą.
- Jamie mój ileś tam pra bracie teraz wiem,że dokonali dobrego wyboru,żegnaj. - powiedziałem.
- Jack nie!! - krzyknął,ale ja już zamknąłem oczy.Ciemność mnie pochłonęła.Słyszałem tylko ciszę.
Oczami Jamiego:
Jack,on dostał!Podbiegłem do niego.On popatrzył na mnie z troską uśmiechając się delikatnie.
- Jamie mój ileś tam pra bracie teraz wiem,że dokonali dobrego wyboru,żegnaj. - powiedział,o nie!!Jack ma być nieśmiertelny,a nie!!On zamknął oczy.
- Jack nie!! - krzyknąłem.Zacząłem płakać.Wokoło Jacka powstał szron,który po chwili pokrył się jego krwią.
- Jack nie wygłupiaj sie,wstawaj. - mówiłem przez płacz i próbowałem go podnieść.Złapałem go za dłoń i pociągnołem.
- No wstawaj. - szepnąłem.W końcu upadłem na kolana.Przysunąłem się do niego oglądając ranę.Wyjąłem sztylet,cały był poplamiony krwią Jacka.Patrząc na to jeszcze bardziej zacząłem płakać.Położyłem ręce i głowę na brzuch Jacka i płakałem plamiąc mu bluzę.
- Nie.. - mówiłem co chwile.To nie może się tak skończyć!!Kto mnie będzie teraz pocieszał i robił śnieg!!Prawdę mówiąc Jack był dla mnie jak starszy brat,był dla mnie rodziną,co z tego,że przybraną.Zawsze go kochałem!!(w sensie tak jak się przyjaciół i rodzinę kocha)W sumie on był dla mnie jedyną rodziną.O kiedy Sophie się pojawiła rodzice nie zwracają na mnie uwagi,karzą cały czas się uczyć,a to posprzątać pokój,a to pomóc siostrze itd.Poza tym to ja powinienem zginąć!!Jack jest nieśmiertelny!Księżyc go wybrał,jest,a raczej był strażnikiem,a ja?Głupim śmiertelnym dzieciaczkiem.Teraz moje życie straciło sens!Powoli jak film przypominałem sobie wspomnienia z Jackiem.Po chwili z kieszeni od bluzy Jacka wypadło lusterko.No tak!!Muszę zawiadomić strażników!Powiedziałem im tylko,że to ważne,sądząc jeszcze po moim łamiącym sie głosem i po płaczu uważają,że to na serio ważne!!Postanowiłem,że sztylet i lusterko zatrzymam dla siebie.
Wtulony w Jacka zmożył mnie sen.
North:
Siedziałem w moim gabinecie robiąc tym razem samolocik z lodu.Zbliżała się noc,więc powoli chowałem mój sprzęt.Nagle moje lusterko zaczęło pikać.Wziąłem lusterko do ręki i powiedziałem odbierz!W lusterku ujrzałem brązowowłosego chłopca...zaraz to Jamie!!Ale zaraz był cały zapłakany.Powiedział tylko łamiącym głosem,że to ważne.Za chłopczykiem dostrzegłem kawałek szronu.Gdy tylko połączenie się skończyło wstałem z krzesła zrzucając samolocik .
- A niech to w czub choinki! - zdenerwowałem się i szybko pobiegłem do sfery snów.Nacisnąłem wielki guzik,który wzywał wszystkich strażników.Po chwili wszyscy już byli.
- Po co nas wzywałeś? - spytał Zając.Wszytko im wytłumaczyłem.
- A nie sądzisz,że on cię po prostu nie nabiera?Jack to przecież ekspert w robieniu kawałów.Pewnie się teraz razem śmieją. - mruknął pd nosem.Ja spojrzałem na niego groźnie.Wiedziałem,że to coś o wiele poważniejszego noi to na pewno nie kawał.Wszyscy przeszliśmy przez portal.Ja byłem ostatni.Zobaczyłem Ząbek przestraszoną,piasek też tak wyglądał,a Zając gdzieś się zapodział.Spojrzałem tam gdzie patrzyli Ząbek i Piasek.I nie wierzę!!To był Jack!!On...nie żyje!?Zając trzymał go w swoich łapach.Ujrzałem Jamiego.Jego buzia była blada,oczy czerwone i miał duży katar,bo oddychał przez buzię.Podbiegłem do niego i wziąłem na ręce.Chłopak spał.Kazałem Ząbek odnieść go do domu.Nie przyjmowałem wiadomości,że on umarł!!Zając nadal trzymał go w łapach.
- Jack. - zdołałem tylko cicho wyszeptać.Wokoło Jacka ujrzałem krwawy szron.Podbiegłem do nich.
- On ....? - zdołałem tylko tyle wypowiedzieć.Zając odwrócił głowę od Jacka i spojrzał na mnie.Po jego spojrzeniu wszystko było wiadome.Z moich oczu poleciały łzy.Przecież on nie mógł...Ale jak?Czemu!?Kto?Obiecałem sobie wtedy,że zabije tego kto to zrobił!!!!Zając uniósł białowłosego.
Przeszliśmy przez portal.
Oczami Jamiego:
- Ty...ty mnie widzisz? - spytał białowłosy.Mały ja pokiwał głową.Białowłosy zrobił salto w powietrzu.Nagle wszystko znikło i pojawiło się co inne.
- Czy ty Jacku Froście przysięgasz... ? - mały ja kiwnął mu głową.
- przysięgam. - odpowiedział Jack.
***
- Dobra tym razem wygrałeś,ale innym razem już nie będziesz miał fory! - mówił Jack do małego mnie.Oboje bawili się,śmiali i rzucali śnieżkami.
- Jest wygrałem!!! - krzyczy Jack.
***
- I wtedy potwór... - czytał Jack. - Do bani ta książka.
- Czytaj! - poprosiła Sophie.
- I wtedy potwór....
- No co?! - pytał zniecierpliwiony mały ja.
- I wtedy potwór zaczął...łaskotać dzieci! - krzyknął Jack i zaczął łaskotać dzieci.
***
- Jack obiecujesz,że wrócisz szybko? - pytałem ja mniejszy rok ode mnie teraz.
- Nie wiem,na pewno spotkamy się zimą. - odpowiedział.Białowłosy już szedł w swoją stronę.
- Jack! - krzyknął młodszy ja i pobiegł do Jack przytulając go.
- Proszę przylecisz do mnie jutro? - spytał młodszy ja.
- No dobra. - odparł Jack i poleciał.
***
Zawiedziony młodszy ja patrzy w okno,a po chwili siada na łóżku.
- Jak zwykle. - szepnął młodszy ja.Nagle okno się otworzyło a przez nie wleciało coś granatowego p czym zderzyło się z ścianą.
- Myślałem,że nie przyjdziesz! - zawołał mniejszy ja.
- No co ty. - powiedział białowłosy odklejając się od ściany.
- No to co Lepimy bałwanka? - spytał białowłosy nawet nie czekając na odpowiedź.
***
Znów wszytko znikło,po chwili pojawiliśmy się my idący chodnikiem.Próbowałem zamknąć oczy,odwrócić wzrok,ale coś mi nie pozwalało.
- Jamie,mój ileś tam pra bracie,wiem,że wybrali dobrego wyboru,żegnaj. - słowa odbijały mi się echem w głowie.Pra bracie?Dokonali dobrego wyboru?Co to ma znaczyć?A jeśli Jack wiedział o czymś ważnym?O czym strażnicy nie wiedzieli?Może nie zdążył im tego powiedzieć?Nie rozumiem.Nagle obraz znów zniknął.Zaczęła mnie boleć głowa.Otworzyłem oczy i zobaczyłem swój pokój.Wstałem szybko.Sięgnąłem do kieszeni.Wyjąłem z niego sztylet.
- Jednak to mi się nie tylko śniło. - upewniłem się.Nie chciało mi się wierzyć,że mój najlepszy kumpel właśnie umarł!Dlaczego mnie to spotkało?Dlaczego zawsze przyciągam kłopoty?
Następnego dnia odbył się jego pogrzeb.Miał lodową trumnę,w której Jack miał wyglądać jakby przez całą wieczność spał.Płakałem cały czas,tak jak każdy.Wszyscy powiedzieli coś miłego.
4 lata później:
Wracałem właśnie do domu z szkoły.Miałem strasznego doła.Moja dziewczyna ze mną zerwała.Wszystko jest przeciwko mnie!!Kopnąłem kamień leżący przede mną.W końcu byłem w domu.Wszedłem do pokoju.Walnąłem plecak w kąt,a sam usiadłem przy komputerze zakładając słuchawki.Włączyłem muzę i zacząłem odrabiać lekcję i tak nic ciekawego się nie działo.Odrobiłem lekcje byle jak i zrobiło się ciemno!Jak ja nienawidzę zimy!!Poszedłem do łazienki.Wziąłem szybki prysznic,a potem stanąłem przed lustrem.Rozczochrane kasztanowe włosy,brązowe oczy.
Jestem cholernie podobny do...Nie!!!Nawet nie ma kogoś takiego.On nawet nie istniał,byłem mały i to była tylko moja wyobraźnia!Zresztą kogo ja oszukuje?!Siebie?!Ale ja już sam nie wiem co mam robić!Nie mogłem zasnąć,dlatego przeszedłem się do parku.Usiadłem na ławce.Niedługo po ty ktoś usiadł obok mnie płacząc.Okazało się,że była to moja była dziewczyna,Julia.
- Julia. - powiedziałem,a ona odwróciła się do mnie.
- Jamie. - przytuliła się do mnie. - Kocham cię! - wyszeptała.
- To czemu zerwałaś? - spytałem.
- Jamie kiedyś byłeś inny.Zabawny,fajny i taki no sympatyczny,ale się zmieniłeś. - wyjaśniła.
- To wszystko przez ten wypadek. - powiedziałem.
- Nie Jamie,to przez ciebie.Miałeś szansę się nie zmieniać i po prostu jak normalny człowiek uśmiechać się na wspomnienia i przychodzić na grób,a nie udawać,że Jack nie istniał! - powiedziała szybko.
- Bo on na serio nie istniał! - krzyknąłem.Ona się odsunęła.
- Myślałam,że przyjaciół się nigdy nie odrzuca. - powiedziała z łzami w oczach.
- Bo tak jest,on był moim przyjacielem. - przyznałem.
- Jak to był?Przyjaźń szczera nie umiera. - powiedziała zdenerwowana.
- No nie mów,że będziesz się teraz bawić w przysłowia. - odwarknąłem.
- A wiedz,że będę,bo prawdziwi przyjaciele są na zawsze,nie na chwilę! - powiedziała.
- Są pieniądze,od razu przyjaciel się znalazł. - odburknąłem
- A po co mu pieniądze? - spytała.W sumie miała rację. - Przyjaciół się nie zostawia.
- A czemu niby miałbym go zostawić? - spytałem wściekły.
- A nie wystarczy to,że udajesz,że nigdy Jacka nie było,że to tylko wyobraźnia? - zapytała z płaczem już spokojniej. - Słuchaj myślisz,że tylko tobie jest ciężko?!Kiedy ty dręczyłeś się,że to przez ciebie to się stało,ja cię pocieszałam,a pomyślałeś o mnie?!Też za nim tęsknie! - zamurowało mnie.Jak mogłem być takim idiotą.Ona popatrzyła na mnie z żalem,po czym zaczęła biec przed siebie.
- Poczekaj!Tam jest lód!Może pęknąć! - krzyczałem,lecz ona chyba nie słyszała.Pobiegłem za nią.Biegłem jak torpeda!Julia stała po środku jeziora,które pękało.
- Nie Jamie nie wchodź!Wpadniemy oboje! - krzyknęła.
- Nie zostawię cię! - odkrzyknąłem i zacząłem powoli wchodzić na lód.
- Przepraszam. - powiedziała.Nie wiedziałem o co chodzi.Obserwowałem ją.Ona skoczyła,a gdy z powrotem wylądowała na lodzie ten pękł.
- Nie!! - krzyknąłem.Nagle przed oczami zobaczyłem małego siebie,który krzyczał: Nie!! i ..Jacka.Nie!Ja nie umiem już żyć !Nie mogę żyć! Wyciągnąłem sztylet z kieszeni,który błysnął groźnie.Uniosłem go nad głowę,po czym opuściłem ręcę,a sztylet zatopiony został w moim serce.Zobaczyłem krwawą rzekę wspomnień.Moje ręce też były koloru rubinu.Potem ból,strach,ciemność.
Razem z Jamiem szliśmy chodnikiem.
- Jak tam Sophie? - spytałem z ciekawości.
- Tęskni za Króliczkiem. - powiedział.Dalej szliśmy w milczeniu.Zupełnie oddaliśmy się ciszy i spokojowi.Każdy z nas pewnie widział teraz świat inaczej.Cisza,niby nic nie słychać,a jednak cisza to też dźwięk,bez ciszy nie byłoby dużo rzeczy.Świat jest dziwny,musi istnieć jedno,by mogło powstać drugie.Każdy człowiek,każda rzecz jest z czymś powiązany,dzięki temu na świecie,oraz innych wymiarach,o których powiadał mi Norcio,panuje harmonia.Bez harmonii nic nie miało by sensu.Każda istota byłaby nikim nie zważając na bogactwo czy pochodzenie.Ostatnio odwiedziłem pewne państwo,a zwie się Polską.Język mają strasznie dziwny,ale da się nauczyć.To tam zobaczyłem jak jedno wiąże się z drugim.Gdy tak szliśmy nagle pojawił się chłopak z szkoły Jamiego,ten opryszek i głupek.Uśmiechał się głupawo.Oczy miał inne,ale nie zwracałem na to uwagi ponieważ w swojej ręce trzymał czarny sztylet.Aż tętniła od niego magia.
Nagle chłopak zamachnął się i rzucił w Jamiego.
- Jamie! - krzyknąłem po czym odepchnąłem go na bok,a sam poczułem jak sztylet trafia w samo serce.Ból ogarniał moje ciało.Kości mnie bolały.W uszach słyszałem świst swojej krwi.Czyli tak wygląda moja śmierć.Zaczęła mnie powoli ogarniać pustka.W moich oczach pojawiły się łzy.Patrzyłem na Jamiego.
Uśmiechnąłem się do niego lekko.Teraz już wiedziałem co znaczy,że go wybiorą.
- Jamie mój ileś tam pra bracie teraz wiem,że dokonali dobrego wyboru,żegnaj. - powiedziałem.
- Jack nie!! - krzyknął,ale ja już zamknąłem oczy.Ciemność mnie pochłonęła.Słyszałem tylko ciszę.
Oczami Jamiego:
Jack,on dostał!Podbiegłem do niego.On popatrzył na mnie z troską uśmiechając się delikatnie.
- Jamie mój ileś tam pra bracie teraz wiem,że dokonali dobrego wyboru,żegnaj. - powiedział,o nie!!Jack ma być nieśmiertelny,a nie!!On zamknął oczy.
- Jack nie!! - krzyknąłem.Zacząłem płakać.Wokoło Jacka powstał szron,który po chwili pokrył się jego krwią.
- Jack nie wygłupiaj sie,wstawaj. - mówiłem przez płacz i próbowałem go podnieść.Złapałem go za dłoń i pociągnołem.
- No wstawaj. - szepnąłem.W końcu upadłem na kolana.Przysunąłem się do niego oglądając ranę.Wyjąłem sztylet,cały był poplamiony krwią Jacka.Patrząc na to jeszcze bardziej zacząłem płakać.Położyłem ręce i głowę na brzuch Jacka i płakałem plamiąc mu bluzę.
- Nie.. - mówiłem co chwile.To nie może się tak skończyć!!Kto mnie będzie teraz pocieszał i robił śnieg!!Prawdę mówiąc Jack był dla mnie jak starszy brat,był dla mnie rodziną,co z tego,że przybraną.Zawsze go kochałem!!(w sensie tak jak się przyjaciół i rodzinę kocha)W sumie on był dla mnie jedyną rodziną.O kiedy Sophie się pojawiła rodzice nie zwracają na mnie uwagi,karzą cały czas się uczyć,a to posprzątać pokój,a to pomóc siostrze itd.Poza tym to ja powinienem zginąć!!Jack jest nieśmiertelny!Księżyc go wybrał,jest,a raczej był strażnikiem,a ja?Głupim śmiertelnym dzieciaczkiem.Teraz moje życie straciło sens!Powoli jak film przypominałem sobie wspomnienia z Jackiem.Po chwili z kieszeni od bluzy Jacka wypadło lusterko.No tak!!Muszę zawiadomić strażników!Powiedziałem im tylko,że to ważne,sądząc jeszcze po moim łamiącym sie głosem i po płaczu uważają,że to na serio ważne!!Postanowiłem,że sztylet i lusterko zatrzymam dla siebie.
Wtulony w Jacka zmożył mnie sen.
North:
Siedziałem w moim gabinecie robiąc tym razem samolocik z lodu.Zbliżała się noc,więc powoli chowałem mój sprzęt.Nagle moje lusterko zaczęło pikać.Wziąłem lusterko do ręki i powiedziałem odbierz!W lusterku ujrzałem brązowowłosego chłopca...zaraz to Jamie!!Ale zaraz był cały zapłakany.Powiedział tylko łamiącym głosem,że to ważne.Za chłopczykiem dostrzegłem kawałek szronu.Gdy tylko połączenie się skończyło wstałem z krzesła zrzucając samolocik .
- A niech to w czub choinki! - zdenerwowałem się i szybko pobiegłem do sfery snów.Nacisnąłem wielki guzik,który wzywał wszystkich strażników.Po chwili wszyscy już byli.
- Po co nas wzywałeś? - spytał Zając.Wszytko im wytłumaczyłem.
- A nie sądzisz,że on cię po prostu nie nabiera?Jack to przecież ekspert w robieniu kawałów.Pewnie się teraz razem śmieją. - mruknął pd nosem.Ja spojrzałem na niego groźnie.Wiedziałem,że to coś o wiele poważniejszego noi to na pewno nie kawał.Wszyscy przeszliśmy przez portal.Ja byłem ostatni.Zobaczyłem Ząbek przestraszoną,piasek też tak wyglądał,a Zając gdzieś się zapodział.Spojrzałem tam gdzie patrzyli Ząbek i Piasek.I nie wierzę!!To był Jack!!On...nie żyje!?Zając trzymał go w swoich łapach.Ujrzałem Jamiego.Jego buzia była blada,oczy czerwone i miał duży katar,bo oddychał przez buzię.Podbiegłem do niego i wziąłem na ręce.Chłopak spał.Kazałem Ząbek odnieść go do domu.Nie przyjmowałem wiadomości,że on umarł!!Zając nadal trzymał go w łapach.
- Jack. - zdołałem tylko cicho wyszeptać.Wokoło Jacka ujrzałem krwawy szron.Podbiegłem do nich.
- On ....? - zdołałem tylko tyle wypowiedzieć.Zając odwrócił głowę od Jacka i spojrzał na mnie.Po jego spojrzeniu wszystko było wiadome.Z moich oczu poleciały łzy.Przecież on nie mógł...Ale jak?Czemu!?Kto?Obiecałem sobie wtedy,że zabije tego kto to zrobił!!!!Zając uniósł białowłosego.
Przeszliśmy przez portal.
Oczami Jamiego:
- Ty...ty mnie widzisz? - spytał białowłosy.Mały ja pokiwał głową.Białowłosy zrobił salto w powietrzu.Nagle wszystko znikło i pojawiło się co inne.
- Czy ty Jacku Froście przysięgasz... ? - mały ja kiwnął mu głową.
- przysięgam. - odpowiedział Jack.
***
- Dobra tym razem wygrałeś,ale innym razem już nie będziesz miał fory! - mówił Jack do małego mnie.Oboje bawili się,śmiali i rzucali śnieżkami.
- Jest wygrałem!!! - krzyczy Jack.
***
- I wtedy potwór... - czytał Jack. - Do bani ta książka.
- Czytaj! - poprosiła Sophie.
- I wtedy potwór....
- No co?! - pytał zniecierpliwiony mały ja.
- I wtedy potwór zaczął...łaskotać dzieci! - krzyknął Jack i zaczął łaskotać dzieci.
***
- Jack obiecujesz,że wrócisz szybko? - pytałem ja mniejszy rok ode mnie teraz.
- Nie wiem,na pewno spotkamy się zimą. - odpowiedział.Białowłosy już szedł w swoją stronę.
- Jack! - krzyknął młodszy ja i pobiegł do Jack przytulając go.
- Proszę przylecisz do mnie jutro? - spytał młodszy ja.
- No dobra. - odparł Jack i poleciał.
***
Zawiedziony młodszy ja patrzy w okno,a po chwili siada na łóżku.
- Jak zwykle. - szepnął młodszy ja.Nagle okno się otworzyło a przez nie wleciało coś granatowego p czym zderzyło się z ścianą.
- Myślałem,że nie przyjdziesz! - zawołał mniejszy ja.
- No co ty. - powiedział białowłosy odklejając się od ściany.
- No to co Lepimy bałwanka? - spytał białowłosy nawet nie czekając na odpowiedź.
***
Znów wszytko znikło,po chwili pojawiliśmy się my idący chodnikiem.Próbowałem zamknąć oczy,odwrócić wzrok,ale coś mi nie pozwalało.
- Jamie,mój ileś tam pra bracie,wiem,że wybrali dobrego wyboru,żegnaj. - słowa odbijały mi się echem w głowie.Pra bracie?Dokonali dobrego wyboru?Co to ma znaczyć?A jeśli Jack wiedział o czymś ważnym?O czym strażnicy nie wiedzieli?Może nie zdążył im tego powiedzieć?Nie rozumiem.Nagle obraz znów zniknął.Zaczęła mnie boleć głowa.Otworzyłem oczy i zobaczyłem swój pokój.Wstałem szybko.Sięgnąłem do kieszeni.Wyjąłem z niego sztylet.
- Jednak to mi się nie tylko śniło. - upewniłem się.Nie chciało mi się wierzyć,że mój najlepszy kumpel właśnie umarł!Dlaczego mnie to spotkało?Dlaczego zawsze przyciągam kłopoty?
Następnego dnia odbył się jego pogrzeb.Miał lodową trumnę,w której Jack miał wyglądać jakby przez całą wieczność spał.Płakałem cały czas,tak jak każdy.Wszyscy powiedzieli coś miłego.
4 lata później:
Wracałem właśnie do domu z szkoły.Miałem strasznego doła.Moja dziewczyna ze mną zerwała.Wszystko jest przeciwko mnie!!Kopnąłem kamień leżący przede mną.W końcu byłem w domu.Wszedłem do pokoju.Walnąłem plecak w kąt,a sam usiadłem przy komputerze zakładając słuchawki.Włączyłem muzę i zacząłem odrabiać lekcję i tak nic ciekawego się nie działo.Odrobiłem lekcje byle jak i zrobiło się ciemno!Jak ja nienawidzę zimy!!Poszedłem do łazienki.Wziąłem szybki prysznic,a potem stanąłem przed lustrem.Rozczochrane kasztanowe włosy,brązowe oczy.
Jestem cholernie podobny do...Nie!!!Nawet nie ma kogoś takiego.On nawet nie istniał,byłem mały i to była tylko moja wyobraźnia!Zresztą kogo ja oszukuje?!Siebie?!Ale ja już sam nie wiem co mam robić!Nie mogłem zasnąć,dlatego przeszedłem się do parku.Usiadłem na ławce.Niedługo po ty ktoś usiadł obok mnie płacząc.Okazało się,że była to moja była dziewczyna,Julia.
- Jamie. - przytuliła się do mnie. - Kocham cię! - wyszeptała.
- To czemu zerwałaś? - spytałem.
- Jamie kiedyś byłeś inny.Zabawny,fajny i taki no sympatyczny,ale się zmieniłeś. - wyjaśniła.
- To wszystko przez ten wypadek. - powiedziałem.
- Nie Jamie,to przez ciebie.Miałeś szansę się nie zmieniać i po prostu jak normalny człowiek uśmiechać się na wspomnienia i przychodzić na grób,a nie udawać,że Jack nie istniał! - powiedziała szybko.
- Bo on na serio nie istniał! - krzyknąłem.Ona się odsunęła.
- Myślałam,że przyjaciół się nigdy nie odrzuca. - powiedziała z łzami w oczach.
- Bo tak jest,on był moim przyjacielem. - przyznałem.
- Jak to był?Przyjaźń szczera nie umiera. - powiedziała zdenerwowana.
- No nie mów,że będziesz się teraz bawić w przysłowia. - odwarknąłem.
- A wiedz,że będę,bo prawdziwi przyjaciele są na zawsze,nie na chwilę! - powiedziała.
- Są pieniądze,od razu przyjaciel się znalazł. - odburknąłem
- A po co mu pieniądze? - spytała.W sumie miała rację. - Przyjaciół się nie zostawia.
- A czemu niby miałbym go zostawić? - spytałem wściekły.
- A nie wystarczy to,że udajesz,że nigdy Jacka nie było,że to tylko wyobraźnia? - zapytała z płaczem już spokojniej. - Słuchaj myślisz,że tylko tobie jest ciężko?!Kiedy ty dręczyłeś się,że to przez ciebie to się stało,ja cię pocieszałam,a pomyślałeś o mnie?!Też za nim tęsknie! - zamurowało mnie.Jak mogłem być takim idiotą.Ona popatrzyła na mnie z żalem,po czym zaczęła biec przed siebie.
- Poczekaj!Tam jest lód!Może pęknąć! - krzyczałem,lecz ona chyba nie słyszała.Pobiegłem za nią.Biegłem jak torpeda!Julia stała po środku jeziora,które pękało.
- Nie Jamie nie wchodź!Wpadniemy oboje! - krzyknęła.
- Nie zostawię cię! - odkrzyknąłem i zacząłem powoli wchodzić na lód.
- Przepraszam. - powiedziała.Nie wiedziałem o co chodzi.Obserwowałem ją.Ona skoczyła,a gdy z powrotem wylądowała na lodzie ten pękł.
- Nie!! - krzyknąłem.Nagle przed oczami zobaczyłem małego siebie,który krzyczał: Nie!! i ..Jacka.Nie!Ja nie umiem już żyć !Nie mogę żyć! Wyciągnąłem sztylet z kieszeni,który błysnął groźnie.Uniosłem go nad głowę,po czym opuściłem ręcę,a sztylet zatopiony został w moim serce.Zobaczyłem krwawą rzekę wspomnień.Moje ręce też były koloru rubinu.Potem ból,strach,ciemność.
Rozdział 7 Chwila bez zmartwień.
Oczami Jacka:
Nie wiedziałem kompletnie co zrobić!Elsa strzelała we nie tym czymś i krzyczała żebym uciekał,lecz wcale nie zamierzałem jej opuścić.Nie mogę ciągle unikać strzałów,a jeśli zaatakuje Elsie może coś się stać!!Byłem między młotem a kowadłem.Nagle wpadłem na pomysł!Zebrałem w sercu całą radość,miłość i wspomnienia i poddałem się.Trafiła.Czułem jak moje serce staje się kamieniem,który za chwilę przestanie bić.Mój umysł nie mógł racjonalnie myśleć przez ból.Popatrzyłem na nią.Odmieniła się!Podziałało!Pragnąłem ją zapamiętać i na zawsze zatrzymać w swym sercu.Ból przeszywał moje ciało,ale ignorowałem go,Elsa jest ważniejsza niż ja...Ona podbiegła do mnie.Widziałem ból w jej oczach.Twarz była smutna.
- Kocham cię Śnieżynko. - wyszeptałem jej.Ona się delikatnie uśmiechnęła,a z jej oczu poleciały łzy.Teraz gdy powiedziałem jej to mogę być spokojny i odchodzić.Zamknąłem oczy po czym upadłem na podłogę.
Oczami Elsy:
Wiatr rozwiewał mi włosy i zabierał łzy,które ciągle wypływały z oczu.Byłam na miejscu.Ujrzałam ogromny zamek.Nie miałam czasu.Wylądowałam z łoskotem na kamiennej uliczce.I po chwili ciągłam Kristoffa mocno,który trzymał Jacka.Pobiegliśmy szybko do sali tronowej gdzie siedziała moja kuzynka.Podbiegłam do niej i przedstawiłam sytuację.
- Oczywiście pomogę,ale będzie potrzebna prawdziwa miłość. - zwróciła się do mnie.Pokiwałam głową.Jack wyglądał niezbyt dobrze.Strzał przepalił bluzę,gdzie sączyła się krew.
- Dobra zdejmijcie mu bluzę. - powiedziała.Ostrożnie zdjeliśmy bluzę.Rana była jeszcze większa niż myślałam.Roszpunka swoimi włosami owinęła ranę i zaczęła śpiewać.Po skończeniu piosenki Roszpunka rozkazała mi go pocałować.Zrobiłam to bardzo delikatnie,ale z uczuciem.Po chwili klatka piersiowa Jacka zaczęła się unosić i opadać.Udało się!!!Niestety rana się do końca nie zagoiła,więc założyliśmy bandaż,po czym odniesino go do pokoju gościnnego.Siedziałam przy nim prawie cały czas.Bałam się o niego!Potwornie,ale przecież muszę być silna,w końcu kiedyś byłam wojowniczką i nie po to go odzyskałam,żeby go tracić!Najgorsze,że to wszystko przeze mnie,ale czasy kiedy bałam się swojej mocy minęły!!I nie mam zamiaru do nich wracać!Nagle Jack zaczął otwierać oczy.
- Jack jak się czujesz?Przynieść ci czegoś?Chcesz wody,a może. - zaczęłam natychmiast wypytywać,lecz przestałam kiedy złapał mnie za dłoń.
- Dobrze.Nie i Nie chce wody. - odpowiedział na pytania i uśmiechnął się.Po chwili zaczął się gramolić i chciał wstać.
- Odpoczywaj. -powiedziałam i poprawiłam mu poduszkę. - Musisz wypoczywać.Pamiętaj o ty.Najlepiej się nie podnoś i uważaj na swoją ranę. - mówiłam tonem matki.
- Elsa. - powiedział,ale ja nadal gadałam co może robić,a co nie.
- Elsa! - krzyknął.Zwróciłam na niego uwage.
- No co?! - odkrzyknęłam.
- Nie przejmuj się tak nic mi nie jest. - powiedział,ale po jego minie widać było,że go boli.Dotknęłam delikatnie bandaża i oszroniłam go.Chłopak syknął,a po chwili westchnął.Widocznie zimno sprawiło mu ulgę.
- Dzięki. - powiedział.
- Nie ma za co. - odpowiedziałam.Patrzyliśmy sobie w oczy. W jego paczałkach widziałam błysk i samą siebie.Uśmiechnęłam sie bardziej.Znów zaczął się gramoli,aż w końcu usiadł i wyszeptał mi:
- Kocham cię. - czułam,że mam spore rumieńce.
- Ja ciebie też głuptasie. - powiedziałam i się zaśmiałam.Pocałowałam go w policzek,po czym wyszłam z jego komnaty,potrzebował odpoczynku,a dobrze wiedziałam,że jeśli tam będę on nie odpocznie i będzie mówił,że jest okey.Ja już go znam.
Oczami Jacka:
Coś wirowało mi przed oczami,a ja spadałem w dół,aż nagle zatrzymałem się i ujrzałem Elsę i pokój.Zaczęła mnie obsypywać pytaniami typu; Jack wszytko dobrze!?Odpowiedziałem jej na wszystkie.Strasznie mnie bolało w klatce piersiowej,ale kiedy Elsa zrobiła szron ból stał się mniejszy.Powiedziałem,że ją kocham,ona mi powiedziała że też i wyszła uważając,że muszę odpoczywać.Strasznie mi się nudziło,a za każdym razem kiedy chciałem wstać tak mnie bolało,że nie mogłem.Nudy,nudy,nudy.W końcu noc nastała,a mnie szybko zmożył sen otulając przyjemną ciemnością.
- Puk,puk,puk. - usłyszałem Elsę.Otworzyłem oczy i w tej chwili ona weszła z tacą,a na niej...NALEŚNIKI!!Razem zaczeliśmy jeść sobie śniadanie.
- Nawet nie wiesz jak się nudzę. - zacząłem.
- Mówiłam trzeba było mnie tam zostawić.Nic by ci teraz nie było. - powiedziała z smutkiem.
- Wiesz,że nydy ciem niem zooostawię. - mówiłem z pełnymi ustami,a ona tylko się zaśmiała.
- Wiem,ale ja się boję o ciebie. - powiedziała.Nie wiedziałem jak jej pocieszyć,więc po prostu ją przytuliłem i zamilkłem.Kiedy zjedliśmy Elsa odłożyła tacę na szafkę.
- W ogóle gdzie jesteśmy? - spytałem.
- U mojej kuzynki,Roszpunki. - odpowiedziała już uśmiechnięta.
- Nawet jak jesteś smutna to jesteś piękna,ale wolę kiedy się uśmiechasz. - powiedziałem jej.
Jasnowłosa tylko się zarumieniła i uśmiechnęła do mnie promiennie.
- Mogę już wyjść z tego pokoju? - spytałem z oczami kotka z Shreka.
- Nie. - odpowiedziała krótko.
- Ale czemu? - chciałem się stąd wyrwać.Niebieskooka otworzyła okno i przywitał nas chłodny wiaterek.
- Musisz odpoczywać. - powiedziała stanowczo.
- Ale... - zacząłem,lecz ona popatrzyła na mnie tak,że nie miałem ochoty jej się sprzeciwiać.
- No dobra,ale potrzebny nam wózek inwalidzki. - zgodziła się,ale wózek?Serio?
- Nie potrzebuję wózka. - mruknąłem pod nosem i zacząłem wstawać.Ból był coraz większy,a kiedy już stanąłem zachwiałem się i upadłem.Elsa jakoś spowrotem położyła mnie na łóżku i stanęła z założonymi rękami nade mną.Myślałem,że powie: A nie mówiłam,ale nic nie powiedziała i gdzieś poszła,a po chwili wróciła z wózkiem.
- Chcesz wyjść? Wsiadaj. - powiedziała.Naburmuszony jakośc wlazłem na ten wózek.Był całkiem wygodny.Elsa mnie cały czas pchała po ogrodach.
- Elsuś jesteś zmęczona,może ja spróbuję? - spytałem.Ona tylko kiwnęła.Złapałem rękoma za koła,ale kiedy zacząłem nimi kręcić rana zaczęła piec,więc dałem sobie spokój.Jasnowłosa usiadła na ławce,a ja siedziałem w jakimś wózku obok niej.Nastała piękna cisza.Oboje dobrze się rozumieliśmy.Odwróciłem się w jej stronę,ona również na mnie popatrzyła.Przymknąłem lekko oczy i złączyłem nasze usta w pocałunek.Było cudownie i znikąd zaczął padać deszcz,lecz nie przeszkadzało nam to.Gdy zabrakło oddechu oderwaliśmy się.Ona siedziała mi teraz na kolanach.Razem patrzyliśmy na mały deszczyk.
- Chodź powinieneś leżeć w łóżku. - powiedziała.Jej głos był tak piękny.Kiwnąłem tylko głową i po chwili byłem w swoim pokoju.Jasnowłosa zgasiła światło wychodząc i kazała mi iść spać,tak też zrobiłem.
__________________________________________________________________________
TAK,tak wiem,że krótko i nudno,za co bardzo przepraszam.
Nie wiedziałem kompletnie co zrobić!Elsa strzelała we nie tym czymś i krzyczała żebym uciekał,lecz wcale nie zamierzałem jej opuścić.Nie mogę ciągle unikać strzałów,a jeśli zaatakuje Elsie może coś się stać!!Byłem między młotem a kowadłem.Nagle wpadłem na pomysł!Zebrałem w sercu całą radość,miłość i wspomnienia i poddałem się.Trafiła.Czułem jak moje serce staje się kamieniem,który za chwilę przestanie bić.Mój umysł nie mógł racjonalnie myśleć przez ból.Popatrzyłem na nią.Odmieniła się!Podziałało!Pragnąłem ją zapamiętać i na zawsze zatrzymać w swym sercu.Ból przeszywał moje ciało,ale ignorowałem go,Elsa jest ważniejsza niż ja...Ona podbiegła do mnie.Widziałem ból w jej oczach.Twarz była smutna.
- Kocham cię Śnieżynko. - wyszeptałem jej.Ona się delikatnie uśmiechnęła,a z jej oczu poleciały łzy.Teraz gdy powiedziałem jej to mogę być spokojny i odchodzić.Zamknąłem oczy po czym upadłem na podłogę.
Oczami Elsy:
Wiatr rozwiewał mi włosy i zabierał łzy,które ciągle wypływały z oczu.Byłam na miejscu.Ujrzałam ogromny zamek.Nie miałam czasu.Wylądowałam z łoskotem na kamiennej uliczce.I po chwili ciągłam Kristoffa mocno,który trzymał Jacka.Pobiegliśmy szybko do sali tronowej gdzie siedziała moja kuzynka.Podbiegłam do niej i przedstawiłam sytuację.
- Oczywiście pomogę,ale będzie potrzebna prawdziwa miłość. - zwróciła się do mnie.Pokiwałam głową.Jack wyglądał niezbyt dobrze.Strzał przepalił bluzę,gdzie sączyła się krew.
- Dobra zdejmijcie mu bluzę. - powiedziała.Ostrożnie zdjeliśmy bluzę.Rana była jeszcze większa niż myślałam.Roszpunka swoimi włosami owinęła ranę i zaczęła śpiewać.Po skończeniu piosenki Roszpunka rozkazała mi go pocałować.Zrobiłam to bardzo delikatnie,ale z uczuciem.Po chwili klatka piersiowa Jacka zaczęła się unosić i opadać.Udało się!!!Niestety rana się do końca nie zagoiła,więc założyliśmy bandaż,po czym odniesino go do pokoju gościnnego.Siedziałam przy nim prawie cały czas.Bałam się o niego!Potwornie,ale przecież muszę być silna,w końcu kiedyś byłam wojowniczką i nie po to go odzyskałam,żeby go tracić!Najgorsze,że to wszystko przeze mnie,ale czasy kiedy bałam się swojej mocy minęły!!I nie mam zamiaru do nich wracać!Nagle Jack zaczął otwierać oczy.
- Jack jak się czujesz?Przynieść ci czegoś?Chcesz wody,a może. - zaczęłam natychmiast wypytywać,lecz przestałam kiedy złapał mnie za dłoń.
- Dobrze.Nie i Nie chce wody. - odpowiedział na pytania i uśmiechnął się.Po chwili zaczął się gramolić i chciał wstać.
- Odpoczywaj. -powiedziałam i poprawiłam mu poduszkę. - Musisz wypoczywać.Pamiętaj o ty.Najlepiej się nie podnoś i uważaj na swoją ranę. - mówiłam tonem matki.
- Elsa. - powiedział,ale ja nadal gadałam co może robić,a co nie.
- Elsa! - krzyknął.Zwróciłam na niego uwage.
- No co?! - odkrzyknęłam.
- Nie przejmuj się tak nic mi nie jest. - powiedział,ale po jego minie widać było,że go boli.Dotknęłam delikatnie bandaża i oszroniłam go.Chłopak syknął,a po chwili westchnął.Widocznie zimno sprawiło mu ulgę.
- Dzięki. - powiedział.
- Nie ma za co. - odpowiedziałam.Patrzyliśmy sobie w oczy. W jego paczałkach widziałam błysk i samą siebie.Uśmiechnęłam sie bardziej.Znów zaczął się gramoli,aż w końcu usiadł i wyszeptał mi:
- Kocham cię. - czułam,że mam spore rumieńce.
- Ja ciebie też głuptasie. - powiedziałam i się zaśmiałam.Pocałowałam go w policzek,po czym wyszłam z jego komnaty,potrzebował odpoczynku,a dobrze wiedziałam,że jeśli tam będę on nie odpocznie i będzie mówił,że jest okey.Ja już go znam.
Oczami Jacka:
Coś wirowało mi przed oczami,a ja spadałem w dół,aż nagle zatrzymałem się i ujrzałem Elsę i pokój.Zaczęła mnie obsypywać pytaniami typu; Jack wszytko dobrze!?Odpowiedziałem jej na wszystkie.Strasznie mnie bolało w klatce piersiowej,ale kiedy Elsa zrobiła szron ból stał się mniejszy.Powiedziałem,że ją kocham,ona mi powiedziała że też i wyszła uważając,że muszę odpoczywać.Strasznie mi się nudziło,a za każdym razem kiedy chciałem wstać tak mnie bolało,że nie mogłem.Nudy,nudy,nudy.W końcu noc nastała,a mnie szybko zmożył sen otulając przyjemną ciemnością.
- Puk,puk,puk. - usłyszałem Elsę.Otworzyłem oczy i w tej chwili ona weszła z tacą,a na niej...NALEŚNIKI!!Razem zaczeliśmy jeść sobie śniadanie.
- Nawet nie wiesz jak się nudzę. - zacząłem.
- Mówiłam trzeba było mnie tam zostawić.Nic by ci teraz nie było. - powiedziała z smutkiem.
- Wiesz,że nydy ciem niem zooostawię. - mówiłem z pełnymi ustami,a ona tylko się zaśmiała.
- Wiem,ale ja się boję o ciebie. - powiedziała.Nie wiedziałem jak jej pocieszyć,więc po prostu ją przytuliłem i zamilkłem.Kiedy zjedliśmy Elsa odłożyła tacę na szafkę.
- W ogóle gdzie jesteśmy? - spytałem.
- U mojej kuzynki,Roszpunki. - odpowiedziała już uśmiechnięta.
- Nawet jak jesteś smutna to jesteś piękna,ale wolę kiedy się uśmiechasz. - powiedziałem jej.
Jasnowłosa tylko się zarumieniła i uśmiechnęła do mnie promiennie.
- Mogę już wyjść z tego pokoju? - spytałem z oczami kotka z Shreka.
- Nie. - odpowiedziała krótko.
- Ale czemu? - chciałem się stąd wyrwać.Niebieskooka otworzyła okno i przywitał nas chłodny wiaterek.
- Musisz odpoczywać. - powiedziała stanowczo.
- Ale... - zacząłem,lecz ona popatrzyła na mnie tak,że nie miałem ochoty jej się sprzeciwiać.
- No dobra,ale potrzebny nam wózek inwalidzki. - zgodziła się,ale wózek?Serio?
- Nie potrzebuję wózka. - mruknąłem pod nosem i zacząłem wstawać.Ból był coraz większy,a kiedy już stanąłem zachwiałem się i upadłem.Elsa jakoś spowrotem położyła mnie na łóżku i stanęła z założonymi rękami nade mną.Myślałem,że powie: A nie mówiłam,ale nic nie powiedziała i gdzieś poszła,a po chwili wróciła z wózkiem.
- Chcesz wyjść? Wsiadaj. - powiedziała.Naburmuszony jakośc wlazłem na ten wózek.Był całkiem wygodny.Elsa mnie cały czas pchała po ogrodach.
- Elsuś jesteś zmęczona,może ja spróbuję? - spytałem.Ona tylko kiwnęła.Złapałem rękoma za koła,ale kiedy zacząłem nimi kręcić rana zaczęła piec,więc dałem sobie spokój.Jasnowłosa usiadła na ławce,a ja siedziałem w jakimś wózku obok niej.Nastała piękna cisza.Oboje dobrze się rozumieliśmy.Odwróciłem się w jej stronę,ona również na mnie popatrzyła.Przymknąłem lekko oczy i złączyłem nasze usta w pocałunek.Było cudownie i znikąd zaczął padać deszcz,lecz nie przeszkadzało nam to.Gdy zabrakło oddechu oderwaliśmy się.Ona siedziała mi teraz na kolanach.Razem patrzyliśmy na mały deszczyk.
- Chodź powinieneś leżeć w łóżku. - powiedziała.Jej głos był tak piękny.Kiwnąłem tylko głową i po chwili byłem w swoim pokoju.Jasnowłosa zgasiła światło wychodząc i kazała mi iść spać,tak też zrobiłem.
__________________________________________________________________________
TAK,tak wiem,że krótko i nudno,za co bardzo przepraszam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















