Krzyk Jamiego,nagle wszystko się rozmazywało.Dźwięki stłumione,jakbym był pod wodą.Wszystko cichnie,gaśnie.Ja również zgasłem,mój wosk z świecy się skończył i się wypaliłem.
Zacząłem się bać.Całe życie przed oczami mi wirowało.Teraz żałowałem każdej chwili,w której wywołałem zło lub płacz.Czuję jakbym odpływał,jakbym nie był już w swoim cielem.Czuję jak
moja dusza unosi się wysoko.Przed oczami zapalala się jakieś światełko.Bardzo malutkie.Z prędkością światła zbliżam się do niego.Czuję się jakbym był bardzo chory,jakbym nie mógł nic zrobić.
Nagle zatrzymuje się przed światłem.Teraz jest ono większe.Przypomina trochę jakieś wrota,przejście.Światło zaczyna lśnić.Zamknąłem oczy,gdyż świało rozbłysło się.Po jakimś czasie powoli otworzyłem oczy.Wokoło było biało.Zmrużyłem oczy,bo nie mogły przyzwyczaić się do jasności.Niebo było błękitne,bez żadnej chmurki.Straciłem poczucie czasu.Zrobiłem dwa kroki,czułem się jakbym chodził po puszystym śniegu,tylko,że on nie był zimny i szorstki.Miałem takie wrażenie jakbym czegoś nie miał i nagle olśniło mnie gdzie moja laska?Nigdzie jej nie było,ale to był chyba mój najmniejszy problem.Nagle poczułem tak okropny ból w plecach.Tak piekący i szczypiący,że upadłem na kolana.Słyszałem jak materiał mojej bluzy się popruł.Z moich oczu poleciały łzy bólu.Dłonie ułożone w pięść.Po dłuższej chwili ból minął.Spojrzałem za siebie.Ujrzałem duże,rozłożyste,białe skrzydła.Dotknąłem ich.Były z delikatnych piórek.Noc nie nadchodziła długo i coś podejrzewałem,że nie nadejdzie.Zacząłem szybko przed siebie iść.Nie wiedziałem skąd przyszedłem czy dokąd idę.Zazwyczaj miałem dobrą orientację w terenie,a teraz nawet stary dziadek orientował by się lepiej ode mnie.Szedłem i nic,pustka,żadnej żywej duszy.W końcu zrezygnowany usiadłem na miękkim podłożu.Oparłem ręce o kolana i patrzyłem sam nie wiem gdzie.W sumie to nawet nie wiedziałem gdzie chce patrzyć,gdzie chcę iść,a raczej w co powinienem się patrzyć i gdzie muszę iść?Po głowie chodziły mi też inne pytania np: Co z Jamiem?Czy już został wybrany?Jak tam z strażnikami? itd.
Miałem ochotę krzyczeć,biegać w kółko cokolwiek byleby nie siedzieć tak bezczynnie i nie próbować nawet poszukać czegoś,ale nie miałem zamiaru krzyczeć czy biegać w kółko.To miejsce napełniało mnie optymizmem i spokojem.Nie wiem czemu wiedziałem,że tak musi być.Znów pomyślałem o tym gdzie jest mój kij,a właśnie czy mam nadal swoje zdolności?Nie panikowałem,czułem,że nie potrzebnie jest się denerwować.teraz moje myśli były poukładane i spokojne.Wstałem i strzeliłem lodem.Czy na serio nie potrzebowałem tego kija?Nadal nie denerwowałem się,tylko czułem mały zawód,że dopiero gdy umarłem udało mi się to odkryć.Teraz to czułem,że nie ma sensu sie denerwować,bo co ci to da?Nic.Postanowiłem spróbować gdzieś polecieć.Wstałem.Czułem się inaczej,czułem,że moje skrzydła są teraz częścią mnie.To nie było tak jak z wiatrem,że wystarczyło pomyśleć,czy powiedzieć.Tu musiałem sam się wysilić.Spróbowałem.Poczułem mięśnie w skrzydłach,które się napinały i powoli zaczęły machać,a ja się unosić.Spojrzałem w górę i dopiero teraz dalej zauwarzyłem ogromny zamek zbudowany z ee..Nie mam pojęcia co to za surowiec.W każdym razie był biały.Chmury służyły mu za podłoże,ale zaraz czyli to miękkie coś po czym chodzę to chmury??Jestem w niebie!Yeah!Zamek był rozbudowany i miał wiele wieżyczek.Dach zamka i wieżyczek był spiczasty i niebieski.
Podleciałem bliżej i wyżej.Przy leceniu chwiałem się na boki,nie mogłem załapać równowagi,ale nie śmiejcie się.Myślicie,że masz skrzydła to kurde leć co w tym trudnego?No właśnie dużo.Po pierwsze równowaga,po drugie sterowani,po trzecie równowaga.Za zamkiem ukazało się potężne miasto.Domki również były zbudowane z czegoś białego,a dachy miały żółte lub niebieskie.Okna były szerokie i dostrzegałem w nich osoby,które wyglądały z uśmiechem na świat.Niektórzy z zadowoleniem podlewali kwiaty na parapetach,inni poprawiali zasłony,a jeszcze inni się bawili.Zobaczyłem,że na dziedzińcu jest bardzo dużo ludzi?Nie zaraz!Oni mają skrzydła,tak jak ja!Podleciałem do zbiorowiska.Wszyscy z uwagą słuchali.Nagle wskazał palcem na mnie.Wszyscy się na mnie popatrzyli.
- Ty. - powiedział.
- Ja? - zapytałem głupio.
- No,a kto? - powiedział znudzony. -Nie widziałem cię tu nigdy.
- Bo ja..ja - zacząłem się tłumaczyć.Człowiek z skrzydłami roześmiał sie.
- Powitajmy nowego wielką ucztą! - krzyknął.Wszyscy zaczeli bić brawa,a ja nie wiedziałem o co chodzi.Ten człowiek z skrzydłami przypominał mi trochę Northa.Podszedł do mnie i poprowadził do zamku.W środku było jeszcze piękniej.Była to główna sala.Poszliśmy jednak dalej.Weszliśmy do małej komnaty.Wskazał mi jedną ręką krzesło.Posłusznie usiadłem.on zaś usiadł za biurkiem na przeciwko mnie.Oparł łokcie o stół i przyglądał mi się.
- Imię. - powiedział.Po chwili się obudziłem i przedstawiłem się.
- Wiesz bardzo dawno nie mieliśmy nowych aniołów. - zagadał.
- Aniołów? - spytałem.Jak to aniołów?Ja też jestem...Aniołem?
- No tak,ty też nim jesteś. - odpowiedział.Wstał z krzesła i coś wziął.Okazał się to być zegarek.
- Słuchaj teraz cię zaczaruję i obejrzę twoją przeszłość,w końcu musiałeś zasłużyć na miano anioła.
- Hipnoza? - spytałem.Nie wierzyłem w takie rzeczy,znaczy wierzyłem tylko nie lubię takich metod.
- Nie,to taka jakby podróż w czasie. - odpowiedział.Po chwili moje oczy zaczęły opadać i stało się.Nagle zobaczyłem siebie,tylko,że jeszcze przed Jakiem Frostem.Poczułem rękę na ramieniu.Ujrzałem tego anioła.
- Jak ty? - wydusiłem.
- Nie pytaj. - odpowiedział.Obserwowałem moje życie.Okazało się,że miałem dziewczynę,a tak to resztę wiedziałem.Potem wypadek,przemiana,wstąpienie do strażników i obronienie Jamiego.Nagle wróciliśmy do tej komnaty.
- No Jack byłeś strażnikiem marzeń!Wiesz co to znaczy? - spytał mnie,ale widząc moją minę chyba wiedział,że nie za bardzo.
- Że jesteś wyjątkowy!!Czyli masz lodowe moce?Pokaż. - zaciekawił się.Wyczarowałem lodowy sztylet,potem zmieniłem go w figurkę, na końcu zrobiłem z niego śnieg i jeszcze przy okazji oszroniłem biurko.
- Wow. - powiedział. - Musisz poznać mojego syna.Chodź. - oboje wstaliśmy.Byłem przekonany,że będzie nudziarzem,albo coś.Szliśmy korytarzem i usłyszałem głośną muzykę dochodzącą z komnaty przed którą staliśmy.
- Dobra idź tam,zapoznaj się,a potem przyjdźcie na obiad,ja muszę iść. - chciałem się jeszcze czegoś zapytać,ale jego już nie było.Zapukałem do pokoju.
- Czego chcesz tato?! - wkurzył się.Wszedłem do środka.On wpatrzony był w obraz za oknem.Miał słuchawki na uszach,a w ręku MP4.
- Po pierwsze chcę cię poznać,po drugie nie jestem taki stary,żeby mówić do mnie tato. - odpowiedziałem z śmiechem.Chłopak odwrócił się od okna i spojrzał na mnie.Miał na oko tyle samo lat co ja.Miał krótkie czarne włosy,bluzkę na ramiączka i krótkie spodenki.Na dziedzińcu aniołowie(nie anielice)mieli na sobie tylko spodnie.Ten był inny.To było widać.
- Jason Anell. - przedstawił się.
- Jack Frost. - odpowiedziałem.W jego oczach dostrzegłem ciekawość.
- Co ciekawy?Pytaj o co chcesz. - zachęciłem.
- Okey,jak jest na ziemi? - spytał.
- Ludzie zapracowani,zabiegani i nie wierzą w magię,ale są jeszcze dzieci,one wierzą w magię. - odpowiedziałem.
- A ty też byłeś człowiekiem i jesteś chyba dorosły,ty wierzyłeś w magię? - spytał,podejrzanie patrząc na mnie.Opowiedziałem mu całą moją historię życia z najmniejszymi szczegółami.
- Chciałbym ich poznać. - powiedział.Przypominał mi Jamiego,mimo,że o wiele od niego starszy to ta ciekawość i te oczy.Posmutniałem.On walnął się w czoło(facepalm)
- Przepraszam,jak mogę być taki głupi? - zganił się.Gdy temat o moim życiu się skończył chłopak wydawał mi się straszy ode mnie i doświadczony.
- Ej to ty nie byłeś człowiekiem? - spytałem.
- Nie.Tutaj anioły mają dzieci,które tutaj się już rodzą i przestają się starzeć gdy będzie trzeba.Ci co tutaj trafili,będą w tym wieku,w którym umarli na ziemi jako ludzie,lub strażnicy marzeń. - wytłumaczył.
- Aha. - odpowiedziałem.Tutaj wszystko zdawało mi się takie inne.Ciekawe co z strażnikami i z Jamiem,tak bardzo chciałbym im powiedzieć,że tu jestem.Tak bardzo chciałbym ich zobaczyć.
- Ej można jakoś obserwować ludzi? - spytałem z nadzieją.
- Tak,ale mogą to robić tylko niektórzy.Czemu pytasz?
- Tak z ciekawości. - skłamałem.
- A jeśli zrobi się tu coś złego,bo umrzeć się nie da? - spytałem.
- Nie da się,a jeśli zrobisz coś złego to albo cię sprowadzają na ziemię,jako niewidzialnego ducha,lub skazują na wieczne kary czy tortury. - odpowiedział.
- Aha. - powiedziałem mało entuzjastycznie.Poszliśmy na obiad,lecz nikt nic nie jadł.Obiad bardziej sprawiał wrażenie rodzinnego spotkania.Ja również nie miałem ochoty na jedzenie.W końcu zapytałem tego króla aniołów jak ma na imię.
- Severus. - odpowiedział.O kurde,ale dziiiiwne imie.
- Aha. - odpowiedziałem.Tu wszystko było inaczej.Wszyscy traktowali mnie wyjątkowa i wreszcie mogłem pogadać z kimś w swoim wieku(nie chodzi mi o 300 lat).Wolałbym jednak być normalnie traktowany.
- No wypijmy toast za Jacka! - wrzasnął Severus.Wszyscy podnieśli złote kielichy.Dopiero teraz zauważyłem na drugim końcu stołu,na przeciwko władcy jego żonę.Miała brązowe włosy związane w niedbały warkocz przeplatany niebieską wstążką(widzieliście indile w derniere danse i jej fryzurę na początku?To wiecie o co mi chodzi).Twarz miała poważną,ale sympatyczną i czułą.Oczy szklane zmieszane z zielenią.Ubrana była w niebieskie szaty.Na szyi wisiał naszyjnik z srebrnym sercem z skrzydłami.
Wyglądała na 27,góra 30 lat.To był tak dziwny świat,a jeśli mi się to śni?
____________________________________________________________________________-
Mam nadzieję,że jesteście zadowoleni z długiego rozdziału,a propo One - Schot z Jelsą pokaże się za tydzień i pół tygodnia około lub o wiele wcześniej.Wszystko zależy od szkoły...



Jack Anioł..... AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA Ahh te emocje..
OdpowiedzUsuń