sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 6 Anka!!!...ona....

Elsa:
Latałam w chmurach,nagle na jednej usiadłam.I wtedy moja siostra do mnie podeszła.Była taka sama,taka realistyczna.Podeszła do mnie i przykucnęła przy mnie.Coś szeptała.Moje senne ja spojrzało na nią.Jej oczy,mimo,że ta sama barwa,to coś się zmieniło.Były zimne,puste i tak jakby wyrażały złość,z zemstą.
- Mam ciebie dość. - szepnęła mi do ucha,po czym wyjęła nóż i zrobiła jakiś dziwny znak na moim ramieniu.Trochę szczypało,ale po chwili moje ramię jakby płonęło.Po chwili krew lejąca się strumieniami,a po ranie został jakiś dziwny znak.Nagle poczułam zemstę.Moje włosy stały się kruczocarne,oczy napełnione krwawą złością,a wyraz twarzy wyglądał tak jakbym chciała kogoś zamordować.Patrzyłam na to z bólem,czemu ja taka jestem?Czego chciała Anka?Nagle się obudziłam.Zerwałam się do pozycji siedzącej.Serce biło tak szybko,że myślałam,że zaraz się wyrwie.Oddech był bardzo szybki i nierówny.Spojrzałam na ramię,nic tam nie miała.Odetchnęłam z ulgą.To tylko sen. - powtarzałam sobie w myślach.Położyłam się i patrzyłam na Jacka,był taki słodki.Po chwili drzwi otworzyły się z hukiem.Białowłosy spadł z łóżka,a ja wstałam,żeby mu pomóc się podnieść.
- Jak ty... - To był Kriss,nie dokończył,bo zobaczył Frosta. - Znaczy wy możecie spać sobie w spokoju?! - wydarł się,a my patrzyliśmy na niego zdziwieni.
- Anka zniknęła!! - wydarł się rozumiejąc,że my nic o tym nie wiedzieliśmy.Moja siostra...ona zniknęła?
- Jak to...zniknęła? - spytał spokojnie Jack.
- No po prostu,budzę się,patrzę w lewo,a jej nie ma! - mówił Kriss,jakby było to oczywiste.Spojrzałam na Jacka przerażona.On wiedział o co mi chodzi i mnie przytulił.o tak to było mi teraz najbardziej potrzebne,jego wsparcie bym mogła być odważna i silna dla Anny,w końcu muszę ją jakoś odnaleźć.
- Kriss,ubieraj się spakuj najpotrzebniejsze rzeczy,my zrobimy to samo,widzimy się za 30 minut przed zamkiem. - powiedział dowódczym głosem Jack.wszyscy zabraliśmy się do pracy.Ubrałam się w coś bardziej odpowiedniego.Założyłam szorty,do tego wysokie trampki,niebieski sweterek,a włosy związałam w kucyk.
Spakowałam kilka ubrań,a Jack wziął ze sobą jak najwięcej prowiantów dla mnie i Krissa.
Spotkaliśmy się przed zamkiem.
- Weź sanie. - rozkazał Jack.'
- Z  Svenem? - spytał.
- Nie,podróż po ziemi za długo zajmię. - nie wiem co mam przez to rozumieć,ale w każdym razie wierzyłam mu i ufałam.Wiedziałam,że zrobi wszystko by odnaleźć Annę.Po chwili Kriss zjawił się z saniami.
- Okey odsuńcie się. - powiedział stanowczo niebieskooki.Wykonaliśmy polecenie.Jack zaczął wymachiwać swoją laską i wolną ręką,po chwili przed naszymi oczami ukazały się piękne,lodowe i skrzące się w słońcu pegazy.Chłopak podszedł do nich i zaprzągł ich w sanie,,po cym sam wsiadł i zajął miejsce woźnicy.
-  No idziecie? - spytał pełny pewności siebie.Oboje wsiedliśmy.
- Latałeś już takim czymś? - spytał nie pewnie Kriss.
- Nie. - odpowiedział Jack,ale za nim Kriss zdążył zaprzeczyć,że nie będzie tym leciał byliśmy już w chmurach.Blondyn skulił się,a ja wychyliłam i dotykałam puszystych chmur,które łaskotały moje dłonie.
- Uwaga! - krzyknął Jack.Ja usiadłam nie wychylając się. - Masz,wiem,że dasz radę. - zwrócił sę do blondyn i podał mu wodzę,a sam wyleciał w powietrze.Nie wiem czemu,wychyliłam się lekko.Jack walczył z koszmarami!Musiałam mu pomóc.
- Kriss daj mi to. - powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu.Podleciałam blisko Jacka i dałam Kristoffowi spowrotem wodzę.stałam w saniach i pomagałam Jackowi strzelając swoimi lodowymi strzałami w obrzydliwe konie.Gdy przepędziliśmy czarne konie.Jack znów przejął ster i zaczeliśmy lecieć z prędkością przekraczającą wszystkie prawa nauki.
- Jack gdzie my lecimy?! - spytałam poddenerwowana.Co jak co,ale zawsze pamiętam go za przystojnego i zabawnego chłopaka,który umie pocieszać,ale teraz zobaczyłam jego drugą stronę.Potrafił przewodzić,był bardzo odważny i po prostu mnie pozytywnie zaskoczył.Zawsze uważałam go za zwykłego nastolatka,a teraz jest odlotowy,on potrafi wszystko!Jest po prostu dla mnie najlepszym dowódcą,ale też tym jedyną moją drugą połową.
- Przypomniały mi się wszystkie szczegóły z życie kiedy byłem zwykłym nastolatkiem!Pamiętam jak byłem mały mama czytała mi bajkę o Mroku,ponoć mieszka na północ od Arendell! - krzyczał próbując być głośniejszy od szumu wiatru.Jack wcale nie zwalniał wręcz przeciwnie,nagle zobaczyłam jakąś wyspę,na której było duże,czarne zamczysko.Gdy tylko wlecieliśmy na terytorium wyspy stał się półmrok.Ciekawe jak musi tu być nocą! - pomyślałam.Ten zamek nawet nie przypominał zamku tylko wielką górę,a wokoło latały jakieś dziwne stwory zrobione z czarnego piachu,a ich oczy były przepełnione złością i mordem.
Oczami Jacka:
Od początku podróży nękały mnie myśli,że stanie sie coś Elsie,ale próbowałem myśleć jak dowódca.Gdy tylko zobaczyłem tą wyspę postanowiłem wylądować na obrzeżach,gdyż potwory mogłyby nas zobaczyć.Gdy wylądowaliśmy Kriss zwymiotował nie był to fajny widok...Spojrzałem na Elsę.Bała się.
- Nie bój się nic ci się nie stanie obiecuję ci! - obiecałem jej,ale ona jakby się jeszcze bardziej przestraszyła,ale było widać,że jest też wkurzona,ale dlaczego?
- Jack ja sie boję o ciebie! - powiedziała i przytuliła do mnie.
- No błagam was,idziemy ją ratować? - spytał Kriss.Elsa się ode mnie odsunęła.
- Tak do roboty! - powiedziała stanowczo.Zaczeliśmy obmyślać plan.Strasznie bałem się o Elsę,bo mieliśmy się rozdzielić.
- A więc tak Kris idzie jej szukać na górze zamku,ja po środku,a Elsa w podziemiach tak? - spytałem tonem nie znoszącym sprzeciwu,chociaż bardzo chciałem się sprzeciwić.
- Tak. - odpowiedzieli równocześnie.Misja się rozpoczeła.Wszedliśmy do zamku i każdy skierował się w swoją stronę.Nic takiego nie znalazłem,oprócz kilka stworów,których zniszczyłem.
- AAaaaaa. - przecież to Elsa!!!Szybko poleciałem do podziemia,ale Elsy już nie było.Ujrzałem tylko dwie mroczne siostry...
Oczami Elsy:
Szłam po ciemnych korytarzach i nagle za zakrętu wyłoniła się Ania,lecz ona była taka mroczna i ta chęć mordu w oczach.Nagle Anka podeszła do mnie tak szybko,że nie zdążyłam mrugnąć.Poczułam piekący mnie ból na ramieniu tak jak...w śnie.Popatrzyłam tam,ostatnia kropla krwi spadła na podłogę,a znak na ramieniu stał się czarny.Całe ciało zaczęło mnie boleć i piec.Strasznie bolało.
- Aaaaaa! - krzyczałam po prostu z bólu.Moje całe ciało owijały jakieś czarne pnącza.
Moje łzy lały się strumieniami,lecz po chwili nie mogłam płakać,ja nie umiałam...Straciłam kontrolę nad moim ciałem.Jakby jakiś zły duch je przejął,a ja byłam obserwatorem.Nagle przyszedł Jack.NIE!Niech on ucieka - krzyczałam w myślach,ale ten duch nie pozwalał mi tego powiedzieć.Nie chcę go stracić ponownie.Zaczęłam walczyć,ale moja głowa mi wprost pękała.
- Uciekaj Jack,poradzę sobie. - wyszeptałam,a on spojrzał na mnie przestraszonymi oczami.Wiem może będzie miał złamane serce,ale będzie bezpieczny będzie żył!Nagle zaczęłam w niego strzelać jakimś czarnym piachem,krzycząc przy tym by uciekał.Miałam tez nadzieję,że mnie zabije,ja nie chcę tak żyć,ale widać było po nim,że nie ważne jaka jestem nie spróbuje nawet mnie palcem dotknąć.
- Zabij mnie,to jedyne wyjście! - krzyczałam równocześnie strzelając do niego tym czarnym piachem,ja na serio się bałam o niego.
- Nigdy. - wyszeptał.Nagle ukląkł na kolana i rostawił ręce na boki.Wiedziałam  co mu chodziło.Jeśli go trafię to ten zły duch mnie opuści,ale wtedy Jack,on przecież może...Nagle jeden z pocisków wystrzeliłam dokładnie w jego serce.
- Nie!!! - krzyknęłam wygrywając z złym duchem siedzącym w mojej głowie.Jack lekko się zachwiał.
- Kocham cię Śnieżynko... - wyszeptał uśmiechnięty,zamknął oczy i upadł na podłogę.Natychmiast do niego podbiegłam.
- Widzisz co zrobiłaś! - wysyczałam do Anki.Położyłam jago głowę na moich kolanach i głaskałam po policzku.On oddychał ciężko i niespokojnie.Łzy zaczęły lecieć mi strumieniami.
- Nie płacz.. - wyszeptał. Miałam tyle głupich myśli na uratowanie go,ale nie skutecznych.Nagle przypomniała mi się Roszpunka z Corony moja kuzynka,która teraz ma z 27 lat,a jej włosy odrosły i odzyskały swoją moc!!Nagle Anka podbiegła do mnie.
- przepraszam. - powiedziała,lecz ja już wstałam dźwigając jakoś Jacka.Nagle przyszedł Kristoff uśmiechnięty na widok Elsy,ale gdy zobaczył białowłosego przerażenie wstąpiło na jego twarz.Pomógł mi zanieść Jacka do sań i po chwili już leciałam do Roszpunki,tylko,że te konie troche poszarzały i leciały wolniej.W myślach strasznie się bałam,ale nie dałam po sobie tego poznać,dla Jacka!

Czy Elsie uda się dowieźć Jacka na czas do Roszpunki?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz