sobota, 24 stycznia 2015

Prolog.

Jack:
- Jack! - krzyczał North.No nie znów mi przerwał sen!Podniosłem się do pozycji siedzącej i przetarłem oczy.
- Jack!! - ryknął głośno.No ja pier...przecież już wstaje,a ten się drze!
- Zaraz będę! - odkrzyknąłem.Wstałem zezłoszczony i założyłem bluzę.Zszedłem na dół.
- Tak? - spytałem Mikołaja o co chodzi.
- Masz lecieć do ostatniego światła,podobno przestaje w ciebie wierzyć. - powiedział North.
- Chodzi o Jammiego...okey...pa! - wyleciałem przez okno.Jammie o ile pamiętam ma z jakieś 13 lat.Przemierzałem dobrze znane mi miasto i zatrzymałem się przed sporym domem.Zajrzałem przez okno do Jammiego.Miał słuchawki na uszach podłączone do MP4,która znajdowała się w kieszeni.W ręcach trzymał miotłe udając,że gra na gitarze.Uśmiechnąłem się do siebie i zacząłem walić w szybę,dziwne,że się nie potłukła.Dobra czas na plan B.Odleciałem od domu i poszedłem do przeciwnego domu i wleciałem przez otwarte okno.Ujrzałem przyjaciółkę Benneta,to na pewno w przyszłości będzie jego dziewczyna.
- Cześć! - powiedziałem,a ona o mało co nie spadła z krzesła.Odwróciła się.
- Jack! - krzyknęła i podbiegła. - Co cię tu sprowadza? - spytała.
- Masz nr do Benneta w komórce? - spytałem podlatując do komody,na której leżał niebieski telefon z śnieżynką z tyłu.
- Fajny telefon. - mruknąłem i zadzwoniłem do Benneta.
- Cześć Julio co chciałaś? - spytał myśląc,że to Julia,która stała obok mnie zarumieniona.
- Umówić się na randkę! - udałem jej głos.Podeszłem do okna.
- To nie Julia kim ty jesteś? - spytał zdziwiony.
- Podejdź do okna i wyjrzyj! - poprosiłem,a po chwili po drugiej stronie ulicy w oknie widziałem brązowłosego chłopca.
- Jack! - krzyknął tak,że chyba ogłuchłem.
- No przecie,co myślałeś,że yeti?Oj nie ładnie najlepszego kumpla nie poznajesz... - zażartowałem.
- Ej no weź,słuchaj za 10 minut sam wiesz gdzie. - odpowiedział.
- Okey. - odpowiedział i się rozłączył. - Idziesz? - spytałem Julii.
- Nie mogę,muszę jeszcze lekcje odrobić. - odpowiedziała smutno.
- Dobra chodź pomogę ci. - powiedziałem i po chwili pisałem opis krajobrazu za oknem z polaka.Byłem z tego całkiem niezły. - I co może być? - zapytałem.Ona wzięła zeszyt i patrzyła w literki.
- Jest idealne,ale pani się skapnie,że inne pismo. - powiedziała ponuro.
- Julka przepiszesz to potem,a teraz chodź,zostały tylko 2 minuty. - odpowiedziałem i szybko pomogłem jej się ubrać.
- Mamo idę z Jammiem na spacer. - krzyknęła.Mama chciała coś powiedzieć,ale wysłałem jej śnieżynkę na twarz i od razu się zgodziła.Po dwóch minutach byliśmy na miejscu,czyli w parku.
- Jack! - krzyknął Jammie i mnie przytulił. 
- Ej ej uważaj,bo zabraknie ci potem tych uścisków dla Julki! - uwielbiałem go wkurzać.Dziewczyna się zarumieniła,Jammie też,albo i nie,może też być czerwony z wściekłości.
- Oj Jack pożałujesz! - krzyknął i rozpoczęła się 3 bitwa światowa na śnieżki,oczywiście wygrałem.Julka musiała już wracać,a ja z moim kumplem postanowiliśmy pospacerować jeszcze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz