Oczami Elsy:
Wyszłam z pokoju Jacka i skierowałam się do swojej...oczywiście tymczasowej.Gdy Jack będzie zdrowy wrócimy do Arendell.Usiadłam na różowym łóżku i zaczęłam rozmyślać.Zastanawiałam się czemu stałam się taka...inna gdy Jack umarł i stanęłam do wojny.Wtedy ta zła strona mnie się ukazała.Teraz jak o tym myślę to boję się,a jeśli to się powtórzy?Co jeśli znów stracę Jacka?Myślałam tak i dopiero po chwili zorientowałam się,że strasznie boli mnie głowa,dpiero wtedy poczułam ogromny ciężar.Było mi duszno i niedobrze.Wyszłam na balkon.Oparłam się o poręcz i stałam tak czując delikatny wiaterek łaskoczący moją twarz.Ciemne niebo było wystrojone wyróżniającymi się małymi punkcikami,które były gwiazdami.Patrzyłam w dal.Wyobrażałam sobie jak Julek i Roszpunka siedzą na łodzi na jeziorze obok pałacu i patrzą na milion lampionów.Moja kuzynka opowiedziała mi bardzo dokładnie tą historię...Nagle zamiast Julka i Roszpunki zaczęłam wyobrażać sobie tam mnie i Jacka.Tylko my i milion lampionów.Po kilku minutach weszłam do środka.Przebrałam się w koszulę nocną i położyłam spać,no prawie.Napisałam jeszcze tylko kilka zdań w pamiętniku:
Kochany Pamiętniczku
Dawno nie pisałam.Odnalazłam wreszcie swoją drugą połowę.Będę kochać Jacka do końca świata :)
Odłożyłam niebieski pamiętnik i poszłam spać.Rano wstałam wypoczęta.Poszłam od razu do pokoju białowłosego.Weszłam bez pukania.
- Cześć...Jack? - w pokoju było pusto,jedynie wiatr i trochę śniegu po nim pozostało.Troszkę się wystraszyłam.Rozejrzałam się po pokoju.OKNO!!!Było otwarte.Podeszłam do okna i wychyliłam się.Białowłosy latał sobie w najlepsze.
- Jack! - krzyknęłam.
- Co? - spytał.
- Miałeś odpoczywać!! - krzyknęłam(znowu).
- No to co? - jego gadka zaczęła mnie wkurzać.
- A może ja też bym chciała polatać hmm?! - palnęłam.Głupia ja!Jack po chwili do mnie podleciał i objął w talii,po czym widziałam już tylko piękne,puszyste chmury.
- Wow!Jak tu pięknie... - westchnęłam,a białowłosy się uśmiechnął.Po chwili przypomniałam sobie,że miał leżeć w łóżku.
- Musisz odpoczywać! - wydarłam się.
- Wyluzuj. - odparł.Westchnęłam.
- Jack twoja rana jeszcze się pewnie nie zagoiła,powinieneś leżeć w łóżku.Proszę. - powiedziałam spokojniejszym tonem.
- No dobrze. - ucieszyłam się,że w końcu udało mi się go nakłonić by wracał do pokoju.Po chwili siedzieliśmy na łóżku i oglądaliśmy zdjęcia w albumie.Potem wyszłam od niego i poszłam do mojej siostry.
- Cześć. - powiedziałam.
- O Elsa!Wchodź! - powiedziała entuzjastycznie.I cały dzień zakończył się na babskich ploteczkach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz