piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 5.Miłość, która jest go­towa na­wet od­dać życie, nie zginie.

Narrator:
- Oh Jack myślałam,że cię straciłam...na zawsze. - mówiła płacząc ze szczęścia i tuliła Jacka.Białowłosy głaskał ją po głowie co ją uspokajało.
- Już zawsze przy tobie będę. - wyszeptał jej niebieskooki do ucha.Wziął w dłonie jej policzki i uniósł jej głowę tak,że patrzyli sobie w oczy.
- Już zawsze. - powtórzył i ją pocałował.Ciepło rozchodzące się po ich ciałach,nad nimi gwiazdy,księżyc.Nagle pod ich nogami zaczął rozchodzić się piękny skrzący się lód.Zabrakło im powietrza,więc przerwali.Elsie serce łomotało jakby zaraz miało gdzieś uciec,a Jacka podobnie.
- Mogę prosić panią do tańca? - spytał Jack wystawiając rękę.
- To dla mnie zaszczyt. - powiedziała Elsa i podała mu drobniutką i niebezpieczną dłoń.Jack stuknął swoim kijem o budziki dziewczyny,na których pojawiły się łyżwy,u Jacka też.
Para wirowała wesoło nic nie wiedząc,że przygląda im się Anna,która płacze z szczęścia.
- Ach. - westchnęła.Patrzyła na szczęśliwą parę.Nagle nasza " Jelsa" zaczęła się unosić,lecz nadal tańczyli,tam gdzie stawiali nogi błyskało piękne niebieskie światełko.I tak na tle księżyca zupełnie pogrążeni w innym świecie tańczyli.Nawet nie zorientowali się kiedy wszyscy wyszli z zamku,a orkiestra zaczęła grać piękną muzykę o miłości.Gdy skończyli zatopili się w długim pocałunku,a wszyscy zaczeli gwizdać i bić brawo.
Oczami Anny:
Ach jak to pięknie wyglądało.Wiedziałam,że w zyciu zdarzają się też miłe rzeczy,gdy po tańcu się pocałowali,a Elsa wyglądała jakby była w siódmym niebie moje serce po prostu skakało wesoło.
Podbiegłam do nich i przytuliłam Jacka.
- Ochh myślałam,że zginąłeś,ale dobrze,że jesteś,Elsa cię potrzebuje,lecz jeśli ją skrzywdzisz... - zagroziłam palcem,po czym zaczeliśmy się śmiać.Elsa miała taki ciepły głos.Jej oczy były szczęśliwe,a usta wykrzywiały się w pięknym uśmiechu.Aż po prostu byłam zazdrosna.
- Jack! - krzyknęła nagle Elsa patrząc pod nogi.
- Co się stało?- spytał Jack.
- Ty masz moc lodu? - powiedziała bardziej do siebie.Spojrzała smutna na niego i go przytuliła.
- Dobra chodźmy już,na pewno wszyscy sa zmęczeni. - zaproponował i wszyscy już udali się do swoich domów.Jack odprowadził Elsę do pokoju,a potem nie wiem bo poszłam w swoją stronę.
Narrator:
Jack już miał iśc,lecz Elsa złapała go nerwowo za rękaw bluzy przygryzając wargi.
- Tak? - spytał uśmiechnięty.Szczęście jasnowłosej przekraczało wszelkie granice.
- Emm nie chcę być sama. - powiedziała.Weszli obydwoje do pokoju i usiedli na łóżku.
- Jack boję się. - powiedziała niebieskooka.
- Czego? -spytał obejmując ją ramieniem i przytulając.Elsa tak naprawdę przy nim niczego się nie bała,prócz tego,że jeśli to zniknie?Jeśli znów ich rozdzielą?
- Bo ja się boję,że to tylko sen. - odpowiedziała mu.
- Elsuś nie przejmuj się,to nie sen,przecież mi by się identycznie tak samo to nie przyśniło. - zaśmiał się.Jego uśmiech był dla niej radością,głos śpiewem,który mogła by słuchać cały czas.Jego oczy ukojeniem i poczuciem bezpieczeństwa,a on był dla niej po prostu powietrzem,bez niego by umarła.I tak w siebie wtuleni zasnęli,bo Miłość, która jest go­towa na­wet od­dać życie, nie zginie.


2 komentarze:

  1. :') placz placz placz. Wzruszylam sie ^^
    -ja
    Jak mi tylko sprobujesz zalozyc sukienke to -masa brzydkich slow-.....
    -Jack

    OdpowiedzUsuń
  2. KTO CHCE WCISNĄĆ JACK'A W SUKIENKĘ RĘKA DO GÓRY! (wszyscy podnoszą ręce) ŁAPAĆ GO! he he he! (chytry uśmieszek)

    OdpowiedzUsuń