sobota, 17 stycznia 2015

Nowe Opko!

A więc tak postanowiłam zacząć pisać nowe opowiadanie.Jeśli się spodoba będę pisać dalej jeśli nie to nie będę pisać dalej.
Prolog:
Jack:
Minęło już około  5 lat w gronie strażników i co?I nic,nadal czuję się inny,ten gorszy,ten najmniejszy,najgłupszy.Najgorsze jest to,że nikt cię nie rozumie,a nawet nie próbują zrozumieć.Zresztą kogo obchodzę ja?!No właśnie nikogo!Czemu księżyc mnie wybrał?Nie wiem,może się pomylił.Czuję się jakby np: byli jedną wielką rodziną wilków,a ja żyjąc z nimi jestem kotem.Czemu ta srebrna tarcza wogóle dała mi moc?Czemu nie pozwoliła umrzeć,nie zostawiła w tym jeziorze?Każdy mówi,że wszyscy popełniają błędy,to czemu księżyc miałby nie popełniać?Może ja właśnie jestem takim błędem,zastanawialiście się kiedyś,że jesteście dzieckiem,którego nigdy nie planowano,tylko zdażył się taki przypadek?Co jeśli jestem takim przypadkiem,błędem?
- Noi co pewnie nigdy mi nie pozwolisz odkryć sensu życia? - powiedziałem,wpatrując się w księżyc.
- Popełniłeś błąd nawet ty. - dodałem.Odwróciłem się do niego plecami. - A może raczej tylko ty? - szepnąłem,no bo w końcu księżyc stworzył wszystkich,a wszyscy popełniają błędy,więc po prostu wszystko to jedna wielka pomyłka.Pomaszerowałem na wierzchołek dachu i skoczyłem z drugiej strony dachu na śnieg i wszedłem do pracowni.Wszędzie wesoło i pięknie,każdy yeti krzątał się po jakieś części do zabaweczki.Omijałem wszystkich i wszedłem do swojego pokoju,który dał mi North.Gdy tylko otworzyłem drzwi poczułem przyjemny chłód.Walnąłem się na łóżko.
"A o jeśli Mrok miał rację mówiąc,że tego czego tylko dotknę psuję" ? - rozmyślałem i z tym pszłem spać.
Elsa:
Minął rok od tego gdy Hans chciał zabić mnie i Annę.Niby już sie nie boję mocy,ale myśli o krzywdzeniu ciągle chodzą mi po głowie,a właśnie może jestem tylko maszyną do zabijania i krzywdzenia.Nie wiem już sama. - myślałam podpisując kolejny papier bez dokładniejszego przeczytania.Spojrzałam na zegarek, 23.55.Wypełniłam ostatni dokument,nie wiedząc nawet czego dotyczył i wyszłam z gabinetu.Weszłam do swojego pokoju i usiadłam skulona w kącie na łóżku.Na oszronionej już podłodze powstał jakiś ciemny cień,który wydawał się być czarnym rysunkiem.Podeszłam do podłogi.Księżyc rzucał wesoło promienie na nią,a na samym środku wpadającego światła był właśnie ten cień,ale przecież księżyca nie zasłaniała żadna chmurka,to znaczy,że nie powinno tu być żadnego cienia.
Cień przedstwiał zapewne chłopaka z rozczochranymi włosami,a w ręku miał dziwnie zagięty kij.Po chwili cień zaczął blaknąć i zniknął szybciej niż się pojawił.Troche wystraszona próbowałam zasnąć,lecz to na nic,postanowiłam wyjść na dwór,orzeźwić sie.

4 komentarze:

  1. Wooow! Pisz dalej! Dalej, powiadam! A czemu u Elsy pokazał się ten "niewiadomy" cień???
    Pozdrowionka :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgodzę się z opinią Wiktorii :) ( właśnie Wiktoria widzę cię ostatnio wszędzie XDD ) Obyś Miała dużo czasu i weny :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne ! Lecz mam nadzieję, że nie porzucisz tamtego opowiadania
    Weny życzę

    OdpowiedzUsuń