środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 2(JA ŻYJĘ)?

Oczami Jacka:
NAgle ten głupi facet strzelił do Elsy z pistoletu!Bez zawahania ochroniłem ją!Poczułem jak ładunek przedziera się przez moje ciało.Ból taki wielki,taki szczypiący i pieczący.Nagle lód,na który upadłem pękał.Ostatnie co widziałem to Elsę próbującą mnie złapać.Ostatkami sił powiedziałem: Kocham cię!Po czym wpadłem.Zimna woda przeszyła moje ciało na wylot.Nie mogłem się ruszać przez ten lodowaty uścisk,lecz lodowata woda złagodziła ból spotkania ze ładunkiem.Niestety płuca zaczęły domagać się powietrza,a ja nie mogłem już wytrzymać.Miałem 2 opcje.1 udusić się.2Utonąć.W końcu otworzyłem buzię i poczułem lejącą się wodę do gardła,by dotrzeć do płuc.Zacząłem się krztusić i po chwili widziałem już tylko ciemność,czułem strach,a ból przeszywał mnie na wylot.Pamiętam tylko trzy rzeczy: Elsa,poświęcenie i śmierć.Nie wiem ile tam leżałem,ale w końcu ujrzałem światło,takie jakieś jasne,bijące po oczach i takie ciepłe,przyjemne.Ciemność znikła,rozproszyła się,przestałem się bać,a ból stał się mi czymś nie znanym.Czułem jak unoszę się do góry,a kiedy byłem już bardzo blisko lody dzielącego mnie od świata po prostu pękł.Wyleciałem na świeże powietrze.Uszy mi się odetkały i zrobiłem spory wdech.Spowrotem wylądowałem na ziemi i zacząłem iść i rozglądać się.Poczułem jak mięśnie rozluźniają się.Nagle wdepnąłem na coś,a był to dziwnie zakrzywiony kij(czemu wszyscy zamiast kij mówią na to laska)?Wziąłem go,a na nim pojawił się szron.Odkryłem,że władam nad zimą,nagle wiatr uniósł mnie do góry i poleciałem do jakiejś wioski,lecz za nim tam dotarłem był już następny dzień i to południe!(no wiecie,jeszcze nie jest w lataniu perfekcjonistą).
Oczami Elsy:
Minął już rok od tragedii.Jutro miał nadejść dzień mojego triumfu.Mieliśmy odbić wreszcie Arendell.Jacy my?No wiecie ja z Anką,tak odbiłam ją z więzienia,zebraliśmy wojsko i ćwiczyliśmy przez rok.Było już ciemno,lecz ja jeszcze sprawdzałam czy wszystko na pewno się powiedzie.Nagle ktoś zapukał i wszedł.
- Mogłybyśmy pogadać? - spytała Anka.
- Czyżby coś sie stało?Wojsko zostało napadnięte lub wrogowie się tu zbliżają,czy to dotyczy wojny? -spytałam znudzona.Na prawde nie chce z nią gadać.
- Nie,ale.. - zaczęła.
- Więc nie mamy o czym...gadać. - przerwałam jej,czemu akurat ja musiałam mieć jakąś głupią siostrę?Ona nie nadaje się na tą misję,będzie tylko przeszkadzać,jest jak zbędny bagaż,czy piąte koło u wozu.
- Elso,nie możesz tak mnie...
- Nie nazywaj mnie tak. - warknęłam.
- Nie możesz mnie tak traktować i żyć ciągle tak jakby nic się nie stało! - krzyknęła.
- Mogę!Cały czas tak robię i żyję! - odsyknęłam. - Wyjdź. - zarządziłam,lecz ona nadal tam stała.Podeszłam do niej,a ona spojrzała na mnie ze strachem.Otorzyłam drzwi i ją wypchnęłam zamrażając zamek tak żeby nie weszła.
- Głupia smarkula. - pomyślałam i położyłam się spać.

2 komentarze:

  1. O.O Cudowne :3
    Tylko szkoda, że Elsa tak Ankę traktuje, ale wiem. Śmierć Jacka, te wyznanie, + wojna...
    A czemu mówią na ten kijek laska?
    Np. Ja tak mówię, bo wg mnie kij jest... taki zwyczajny... a laska... jakaś taka... nwm... wyjątkowa xdd ...
    A poza tym... weźmy np. ciekawe sytuacje. Napiszę przykład...

    -Jack... - zaczął Mrok - ...Gdzie masz swoją laskę?
    Chłopak rozejrzał się. Nigdzie nie było ani Elsy, jego miłości, ani jego broni.
    -Ooo której lasce mówisz? - zapytał, by "rozluźnić" sytuację.

    No... taki nietypowy przykład xD

    OdpowiedzUsuń
  2. "Laska" według chłopaków to dziewczyna z fajną dupą i nic więcej. A laską podpierają się starsi ludzie, którzy tego potrzebują.

    OdpowiedzUsuń